📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Kaghar (historia mordercy) Z kart pamiętnika...
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 28 Sep 2005, 19:02
Kaghar
Wzrost:160cm
Waga:85kg
Włosy: Długie siwe
Oczy: Zielone
Karnacja: Ciemna


[center:d4c7a21aac]"Gdy Krzat..."
Gdy Krzat zabija By posiąść słońce,
Gdy Krzat morduje ludów tych nadchodzą końce.
Gdy oni odejdą nastanie era ciemności,
Powróci pan piekielny i zostaną rzucone kości.
Kości przeznaczenia, których każdy się tak boi,
I wtedy rana ludzkości już się nigdy nie zagoi
Będzie krwawić i piec po wsze czasy
Wyniszczy wszystkie elfie lasy
Końce górskich ludów i stworzeń,
Z głębin zostanie wyrwany korzeń.
Korzeń historii i życia krzatowego,
I powstanie lud nowego.
Krwiopijcy i mordercy zdrajcy i rabusie,
I elf po pewnym czasie tez ulegnie pokusie.
Apokalipsa się wypełni.
Chyba że w net dziecko władcy Totemu,
Zostanie oddane w ręce panu piekielnemu.
I znów słońce do tej krainy powróci,
I piekło w przyjaźń obróci.
Elfy z Krzatami - lasy z górami pogodzą się w wieczności
Chyba że nadejdzie znów era ciemności.[/center:d4c7a21aac]

Opis postaci
Kaghra jest Krasnoludem imię Kaghar zostało wybrane przez jego ojca i oznacza w języku krasnoludów „Mężny”. Ma 72 lata jak na krasnoluda to młody wiek, lecz ma on nie małe doświadczenie w boju jak i w życiu, ponieważ nie zawsze los pozwalał mu robić to co chce, co pomogło mu w zmierzaniu się nie jednokrotnie z trudnym i jakże często złym wyborem. Jak przystało na tą rasę jest energiczny, arogancki (ale to chyba cecha wyssana z mlekiem matki przez każdego członka tej rasy) nie brakuje mu męstwa, zacięcia w dochodzeniu do postawionych sobie celów. Kag jest bardzo honorowym krzatem słowo dane innym stworzeniom jest dla niego najważniejsze a złamanie go równało by się ze straceniem tegoż honoru, a to chyba największy skarb każdego Krasnala. Jego arogancja i ciekawość często szły w parze z problemami jakie napotykał podczas swych podróży, mimo swoich wad i dość trudnego do zniesienia charakteru ignoranta stara się by otaczały go istoty zaufane, którym zawsze może powierzyć swoje tajemnice. Dlatego jego przyjaciele musza wiele przejść by obdarzył ich krasnoludzkim zaufaniem. Jak to krasnolud kocha 2 rzeczy walkę i złoto.
W walce czuje się najlepiej ze swym dwu ręcznym toporem, z którym, mimo iż nie wygląda zgrabnie potrafi pozbawić głów wielu wrogów.
Nienawidzi smoków i wszelkiego innego plugastwa pełzającego po ziemi. Jego rodzina żyje w jednej z twierdz w południowych krańcach gór. Ojciec dowodzi szwadronem krasnoludzkich kuszników. Jednym z jego braci jest Kahruum znany w całym pasie górskim jako najlepszy z płatnerzy.


Historia postaci:
Z kart pamiętnika Kaghara:
Nie wiem nawet co mnie natknęło na spisywanie tych wszystkich bredni, może to że po tym ostatnim upadku, gdy spadłem podczas wspinaczki, z moją pamięcią jest coraz gorzej, wszystko zaczynamy mi się mylić. Zaczynam powoli zapominać niektóre aspekty w zdarzeniach. Kiedyś zapomniałem imiona potem daty, a teraz muszę się głęboko zastanowić po co w ogóle zmierzam w te cholerne góry. Musze to wszystko zacząć spisywać dlatego wpadłem na taki właśnie pomysł....
Kilkanaście lat temu kiedy zimy były o wiele mroźniejsze a zwierzyny w lesie starczało dla nasz wszystkich, kiedy słońce wydawało się bardziej złote ot tego na które patrzę dzisiaj i kiedy wszystko jeszcze było jakoś poukładane i miało pewien sens. Wtedy byłem chyba najbardziej aroganckim i bezczelnym chłopakiem w całej twierdzy wszyscy znali tego dowcipnisia Kaghara i jego rodzeństwo. A bo to raz bawiąc się w bohaterów, jakimi mieliśmy zostać zniszczyliśmy wystawy na straganach, czy szukając skarbów płoszyliśmy zwierzynę myśliwym i to właśnie przez nasze katapulty wszystkie okna w domach były zagrożone. Wtedy to wszystko wydawało się takie beztroskiej, takie miłe i dziecięce...Wydawało się do pewniej pamiętnej nocy. Wraz z moim przyjacielem wyruszyłem na wschód słońca wtedy właśnie dotarliśmy na wzgórze, jeszcze wszędzie było bardzo ciemno, tylko gdzie niegdzie dało się słyszeć ćwierkanie ptaków, do kolan unosiła się nam rzęsista mgła wyglądała jak śmietana lub jak piana z krasnoludzkiego piwa. Gdy weszliśmy na górę mgła się rozrzedziła i praktyczni już jej nie było. To miał być nasz ostatni wschód słońca w Ironforge, ostatni bo właśnie wczoraj postanowiliśmy wyruszyć w świat walczyć, tańczyć i śpiewać w innych zakątkach tego kontynentu, byliśmy spragnieni przygody ekstaza i chęć poznania innych rzeczy dawała nam wielki potencjał czuliśmy się naprawdę cudownie, wydawało mi się nawet że w ogóle nie idę tylko jestem niesiony przez moja odwagą gdyż podjąłem tak trudną decyzję. Stanęliśmy na samym szczycie i czekaliśmy... W końcu przy zimnym letnim wiaterku złoty medalion zaczął wynurzać się spoza gór jego promienie zaczęły tańczyć i wirować na naszych ciałach. Wszystko zaraz rozbłysło kolorem złota, a słońce wydawało się wskazywać nam drogę. Wtedy dotarła do mnie ta okrutna myśl, i wszystkie złożone obietnice mojemu ojcu że zobaczy mnie jeszcze jak idę w ślady brata, że zostaję płatnerzem i będę wykuwał oręż dla naszych armii, że jakoś dołączę się do obrony i wiktorii krasnoludów w wojnach na południu. Przypomniała mi się też matka mówiąca o mojej edukacji, której tyle razy mówiłem, że jeszcze będę najlepszym uczniem i że tego roku nie zostanę w klasie, i mój brat mówiący że najgorszą z rzeczy jaką można zrobić to właśnie uciec z pola bitwy, a właśnie za takie teraz uważałem całe moje życie. Wielka ogromna bitwa...tylko z czym z rodziną?- już sam nie wiedziałem z kim mam teraz walczyć, zresztą o co walczę ja nie miałem celu, jeden wschód słońca a człowiekowi tak się zmienia wszystko, cóż za magia była w tym słońcu, że nagle tak radykalnie zacząłem myśleć o moich bliskich. Spojrzałem na twarz Gruula, bo tak właśnie nazywał się mój kompan, on był inny był pewny siebie wiedział co chce, zresztą on był starszy ode mnie może to dlatego, ale patrząc na niego widziałem w nim wielki potencjał na wojownika wiedziałem, że jeżeli z nim pójdę nigdy nie pozbędę się tych wątpliwości i że stracę mój honor odchodząc bez słowa. Wtedy powiedziałem słowa które zaważyły nad wszystkim.
-Gruull !
-Tak mój bracie-odwrócił do mnie twarz na której rysowała się odwaga i męstwo, wszystko pasowało gdybym był taki jak on to czemu nie mógłbym iść.
-Ja nie mogę...nie mogę iść z tobą, przemyślałem to wszystko nie mogę tak zostawić matki, ojca i całej mojej rodziny, zrozum mnie!- a co moim honorem?
-Co jakim honorem? Kag a co ze mną mnie tez dałeś słowo my razem mieliśmy podbić cały świat a ty co tak porostu sobie mówisz że nie idziesz po tych wszystkich poświęceniach? Kag? – Krasnal ścisnął mi rękę w nadgarstku, to był mocny uścisk, taki jak mojego ojca czy brata.
-Porostu nie, ja wracam nie jestem taki jak ty nie mogę tego wszystkie porzucić nawet dla ciebie, przykro mi! –opuściłem głowę w dół i chciałem już odejść kiedy usłyszałem.
-Jak mnie tu kurwa zostawisz samego to cię zabiję sukinsynu?
Wtedy przez sekundę pomyślałem sobie że on żartuje, ale patrząc na jego twarz i zaciśnięte zęby zrozumiałem że to jednak nie żart.
-Co ty gadasz bracie ?
-Nie bracie powiedziałem ci! Masz iść ze mną jeżeli tego nie zrobisz to cię porostu zabiję, rozumiesz zabiję cię! –tym razem to już był krzyk.- Mnie się tak nie zostawia, nie mnie! Możesz zostawić wszystkich innych i wszystko ale nie możesz zostawić mnie, jesteśmy związani już na zawsze rozumiesz to rozumiesz ?
-Przestań gadać takie głupoty, Gruul co cię do cholery opętało ?
-Opętało to jest bohaterstwo bracie to duch wygranej a nie opętanie.
-Ja stąd idę nie będę słuchał tych bredni i tobie też radzę!
Zacząłem schodzić ze wzgórza, zastanawiając się na ile prawdziwe były jego słowa, nie musiałem zbyt długo myśleć, kiedy poczułem pięść na potylicy. To było do przewidzenia furia jaka dała ujście przez moje serce i ręce okładające Gruula po wszystkich możliwych miejscach na ciele. Dwóch jeszcze wtedy chłopców w pierwszych promieniach słońca przelewających się pomiędzy pokrwawionymi głowami, to nie był zbyt zachwycający widok. Upadłem bolało mnie bardzo, po grzmotnąłem głową o kamień, ale cały czas na szczęście wiedziałem co się dzieje. Gruul usiadł na mnie i zaczął mnie okładać pięściami po twarzy, wtedy dostałem szału to był prawdziwy gniew zrzuciłem go z siebie nie wiem skąd miałem na to silę nie wiem skąd wziął się ten kamień w mojej ręce ani nie wiem kiedy przestałem uderzać tym kamieniem w głowę Gruula, chyba robiłem to dość długo nie wiem pamiętam tylko mgiełkę z tego kresu. Jego głowa cała w ranach i krwi, i znów te promienie słońca na moich rękach we krwi to było jak wyrok, moje dłonie całe się trzęsły klatka piersiowa unosiła się i opadała. Upadłem na jego ciało i zacząłem łkać jak nigdy nie widziałem krasnoluda który by uronił łzę tak jak płakałem jak bóbr. Nie wiem ile to trwało, porostu nie pamiętam ale zdaje mi się, że mogła to być cała wieczność...Właśnie kładłem ostatni kamień gdzie przed chwilą złożyłem mojego przyjaciela, przyjaciela ? Teraz się zastanawiam czy to mogła być przyjaźń, bo chyba przyjaciół się nie zabija. Musiałem podjąć decyzje i to szybko...i właśnie tak to było dlatego teraz jestem tu i pisze te rzeczy. Dlatego wtedy ruszyłem w drogę, l dlatego każdy wschód słońca przypomina mi o tym co zrobiłem, o winie jaka nie pozwala mi żyć. I dlatego nie wróciłem do Ironforge, bo przecież co miałem im powiedzieć, że zabiłem? Jak to było nie wyobrażalne, dlatego wybrałem odkupienie winy. Od tamtego czasu podróżuję i stawiam czoła niesprawiedliwości, widząc jak ktoś krzywdzi innego, nie wiem czy jestem mądrzejszy, ale mam nadzieję, że kiedyś moje winy zostaną mi wybaczony, że kiedyś ja sobie wybaczę. Teraz nie chce być bohaterem nie wiem kim chcę być, ale wiem że chciałbym tylko, by nastała wieczna noc i żeby słońce zasnęło i już nigdy się nie obudziło, bo co rano gdy je widzę i księżyc jak kładzie się spać tak mam ochotę poderznąć sobie gardło i stoczyć pojedynek z Gruulem, ale tam , tam w krainie zwanej Valhal’a

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026