📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

VanDerLinkin
« Wróć do forum  •  3 post(ów) w temacie
Post #1 30 Sep 2005, 18:18
Rasa: Krasnolud
Klasa: Łowca
Wzrost: 145cm
Waga: 87Kg
Włosy: Rude
Oczy: duże czarne
Karnacja: Ciemna


OPIS POSTACI:
Krępy, niski krasnolud, dobrze zbudowany ,długa gęsta brązowa broda oraz włosy sięgające
szerokich ramion, twarz okrągła z wielkimi bystrymi czarnymi oczami oraz dużym
spłaszczonym nosem , odziany w długi czarny ,gruby płaszcz z kapturem, trzymający w
dłoniach swoją niezawodną strzelbę



HISTORIA POSTACI:
...zapadał zmierzch ,śnieg trzeszczał mi pod stopami ,zaciągnąłem więcej kaptur na oczy ,
zacinająca śnieżyca ograniczała mi prawie całkowicie widoczność ,pozbawione liści drzewa
nie dawały żadnej osłony .Kryształki lodu zwisały na gęstych wąsach od ciepłego oddechu.
Nie słyszałem nic poza świstem wiatru i trzeszczeniem drzew uginających się od wiatru, tylko
cichy pomruk mojego niedźwiedzia Roinara jakby narzekającego na taką pogodę.
-A niech to- pomyślałem -Zachciało mi się drogi na skróty ,chyba do reszty zwariowałem.
Ech...zachciało się zaciągnąć do Gildii Odkrywców ,zapada noc ale rano powinienem spotkać się z Lee ,ech...stary wariat z niego ale to jedyny przyjaciel jakiego mam. Tyle czasu
walczyliśmy ramie w ramie z nieumarłymi. Byłem pełen podziwu dla jego zdolności w posługiwaniu się w walce toporem, ja tak nie potrafiłem w zasadzie mało kto potrafił mu dorównać- pomyślałem .Dlatego z moim celnym okiem i dobrym refleksem wolałem posługiwać się strzelbą , często śmiał się ze mnie że powinienem być elfem i posługiwać się łukiem, -tak, tak mądralo –odpowiadałem -upoluj królika toporem z odległości 60 kroków. Od zawsze wolałem broń palną od ręcznej, to jest coś w rodzaju czarodziejskiej laski ,wystarczy tylko nacisnąć spust i przeciwnik pada martwy na ziemie. Stojący wojownik na murze i czekający na atak, albo siedzący w żyrokopterze za wiele nie przyda się w walce ,ale co innego strzelba, z tą to dopiero można poszaleć. Wtem usłyszałem zza drzew jakieś odgłosy, wziąłem strzelbę w obie ręce, wiatr ściągnął kaptur z mojej głowy, ostrożnie i po cichu posuwając się w kierunku źródła hałasu. Stąpałem ostrożnie miedzy gałęziami starając się zachować jak najciszej. Tak dźwięki stawały się coraz bardziej znajome ,tak jak myślałem ,moim oczom ukazała się piątka trolli ,-Na Młot Muradina syknąłem przez zaciśnięte zęby. Jednak pomimo zapadającego zmroku dostrzegłem wyraźnie miedzy nimi na leśnej drodze leżące ciała 3 krasnoludów ,wyglądali na robotników wracających z kopalni, większy z trolli coś bełkotał i pokazywał coś reszcie,- i tak już im nie pomogę- pomyślałem , sięgnąłem ostrożnie po drugą strzelbę- nawet tak im nie dam rady, są za blisko, do tego ta pogoda. Nagle usłyszałem za sobą potężny ryk, obejrzałem się przestraszony myśląc jednocześnie jak łatwo dałem się podejść, ale gdy się obracałem obok mnie przebiegł Roinar,
rycząc i łamiąc gałęzie, minął mnie i pognał prosto na bandę trolli , widząc zamieszanie
wywołane nagłym i głośnym rykiem Roinara , - to się nazywa atak z zaskoczenia-pomyślałem
nie mając możliwości uniknięcia walki, przymierzyłem do najdalej stojącego trolla i
nacisnąłem spust , w tym samym momencie Roinar dosięgną łapą pierwszego trolla ,
olbrzymie pazury prawie rozerwały go na pół, następny strzał , z klatki piersiowej
trzeciego trolla trysnęła krew , upuściłem pustą strzelbę nie było już czasu na ładowanie,
unosząc i mierząc z drugiej , w tym czasie Roinar stanął na dwóch łapach zasłaniając
pozostałą dwójkę własnym ciałem ,wyglądał wtedy oszałamiającą był trzy razy wyższy ode mnie, -Głupie bydle, jak oni cię nie zabiją to ja to zrobię –pomyślałem i zacząłem szybko przesuwać się w prawo żeby widzieć cel a nie podziwiać rozmiary niedźwiedzia, jednak efekt zaskoczenia już minął i pozostałe dwa trolle cofnęły się do tyłu i przygotowały swoje włócznie do obrony. Roinar w szale nie zwrócił uwagi na broń przeciwników i zaatakował znajdującego się bliżej, jak opadał na wroga zaryczał przeraźliwie w chwili gdy trolowska włócznia przebiła mu bok, jednak to go wcale nie wystraszyło , wręcz przeciwnie, rozjuszona bestia w jednym momencie zgniotła swoim ciężarem chudego trolla ,nawet nie zdążył krzyknąć bo potężne kły niedźwiedzia zacisnęły się na jego twarzy miażdżąc pół głowy, ostatni troll rzucił się do ucieczki , Roinar nie zwrócił już nawet na niego uwagi zajęty rozrywaniem zwłok trolla który go zranił, -No nieźle-pomyślałem- niezupełnie o to chodziło ,ale teraz moja kolej na ruch. Biegł dość szybko, -I nie skręca w las, myśli pewnie że ukryje się w mroku -pomyślałem, bo biegł dalej drogą-i to był jego ostatni błąd, wycelowałem w środek czarnej, oddalającej się postaci i nacisnąłem spust i po chwili czarny cień upadł w śnieg.-Bardzo dobrze- pomyślałem-patrząc w niebo, wiatr osłabł i powoli przestawał padać śnieg. Nie spuszczając wzroku z chmur słyszałem jak Roinar stanął obok mnie. Spojrzałem na niego , rana nie była głęboka, dobrze że włócznia nie wytrzymała nacisku i pękła ,a grube futro i tłuszcz ochroniły go przed grotem włóczni , chyba zresztą niezbyt ostrym bo nie widziałem żeby poważnie krwawił. -Ech...-powiedziałem pod nosem- nigdy te nędzne kreatury nie będą robić broni tak doskonałej jak nasza. Podeszłem po swoją upuszczoną strzelbę i spojrzałem jeszcze na trzy leżące ciała krasnoludów, -Szkoda zostawić ich na pastwę padlinożerców -powiedziałem do Roinara. Zdjąłem swój plecak i postawiłem na śniegu , nabiłem strzelby i oparłem o plecak tak żeby w każdej chwili były gotowe do strzału .Podeszłem do leżącego kilofa któregoś z zabitych krasnoludów.- Dawno tego nie robiłem, w zasadzie zmarzniętą ziemie kopie się trochę lżej jak rude żelaza w kopalni- pomyślałem , i zacząłem uderzać spokojnie i rytmicznie kilofem w zmarzniętą ziemię. Nie pamiętam ile czasu mi zajęło pochowanie nieszczęsnych górników ,ale jak zasypywałem grób, chmury na niebie rozwiały się i moim oczom ukazał się wielki księżyc w pełni oraz jasne gwiazdy, zrobiło się całkiem jasno gdyż śnieg odbijał światło księżyca. Gdy w usypany mały kopiec wbijałem kilof którym go usypałem żeby oznaczyć miejsce pochówku krasnoludów rozległ się głośny, przeszywający powietrze skowyt - Wilki- pomyślałem- i to całkiem blisko. Podeszłem do plecaka i założyłem go szybko na plecy - żebym się tylko nie spóźnił na spotkanie z Lee, do Dun Morogh jeszcze szmat drogi- Wiesz Roinar -burknąłem, ruszając w drogę- Lubię takie noce, a szczególnie pełnie księżyca, wiesz mój wierny druhu ,następnym razem -dodałem już trochę ciszej-oprócz zranionego włócznią boku ,spodziewaj się też postrzelonego zadku...
KEt
Post #2 06 Oct 2005, 15:45
super opowiesc, tylko hmm zapomniales co to akapit i cudowny klawisz ENTER? dialogi / wypowiedzi , wartoby umieszczac w osobnej linijce eh
Post #3 06 Oct 2005, 17:23
:zawstydzony: Wielkie dzięki - to mój debiut, cieszę sie że sie podobało , uwagi wziełem do serca :super:

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026