📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Torm
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 02 Oct 2005, 01:43
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Klasa: Czarnoksiężnik
Imię: Torm
Wiek: brak danych
Wzrost: Wysoki (?)
Karnacja: brak danych
Włosy: brak danych (zawsze zasłonięte narzuconym na głowę kapturem)
Oczy: Widać tylko jarzące się niepokojącym światłem punkty w całkowitej ciemności rzucanej przez kaptur

Opis i historia postaci:

Mimo , że wielu podróżnych wspomina spotkanie z samotną postacią pojawiającą się znikąd jak widmo w najbardziej nieoczekiwanych momentach , to jakoś nikt nigdy nie jest pewien jak właściwie wyglądał . Jedni przypisują mu nadnaturalny wzrost lecz również niespotykaną szczupłość jakby jego ciało drążyła jakaś choroba bądź nieludzka zgryzota . Inni powiadają , że wzrostem dorównuje normalnemu człowiekowi , lecz coś w jego postaci sprawia , że wydaje się wyższy niż w rzeczywistości . Jedyną cechą wspólną powtarzającą się we wszystkich opowieściach jest jego szata , okrywająca całe ciało , która w przepastnym kapturze kryje jego twarz a w obszernych rękawach dłonie . Gdyby uważniej się przypatrzyli może zobaczyliby zimny błysk stali wydobywający się spod mankietu rękawa a wyraźnie świadczący o ukrytej tam broni . Lecz tego właśnie nie mogą zrobić . Każde zwrócenie wzroku w stronę tajemniczej postaci wywołuje u obserwującego dziwny chłód koło serca i narastający niepokój skłaniające go by czym prędzej odwrócił wzrok . A nawet gdy uda mu się przemóc i zerknąć w stronę nieznajomego to jakaś dziwna aura spowijająca wędrowca mąci wzrok , zamazuje i zniekształca percepcję jak falujące , rozgrzane powietrze w upalny dzień nad gościńcem . Kolejne zerknięcie nie przynosi już niczego . Miejsce jest już puste… I tylko krąg martwej , wysuszonej trawy oraz dziwny niepokój w duszy świadczą , że to jednak nie było tylko przewidzenie…
Sam swego czasu myślałem , że to tylko kolejna historia , jedna z wielu które w swym karczmianym życiu usłyszałem . Powtarzające się „niesamowite” opowieści o hordach orków i goblinów , czy olbrzymich taurenach które zawsze „naoczny świadek” widział z odległości wyciągniętego ramienia . Zawsze patrzyłem na nie z przymrużeniem oka . Życie jednak spłatało mi kolejnego figla i coś co brałem za opowieść „do kufla” przytrafiło się mnie …
Pewnej jesieni jakieś parę dobrych winobrań temu razem z moim pomocnikiem Gartem udałem się w kierunku pobliskiej faktorii aby uzupełnić zapas krasnoludzkiego piwa , które w zastraszającym tempie znikało w gardłach gości . W końcu dni były coraz krótsze a noce coraz zimniejsze więc zrozumiałe , że przejezdni z chęcią przysiadali się do trzaskającego w kominku ognia , a że najlepiej odpoczywa się przy piwie więc … Pracując w branży już od dawna wiedziałem co działoby się w mojej karczmie „Dwa Łyki a może Trzy” gdyby zabrakło piwa do łyknięcia .
Tak oto chcąc nie chcąc znalazłem się na szlaku . Pogoda była z gatunku tych co to nie wiadomo czego się spodziewać . Niby nie pada a jednak taka jakaś szarówka i hulający wiatr nie nastrajały optymistycznie . Lecz ukryci bezpiecznie pod paką wozu jechaliśmy bez większych kłopotów . Przynajmniej tak nam się wydawało … Gdy nasz wysłużony wóz minął kolejny zakręt zobaczyliśmy mężczyznę w rozerwanej koszuli z paskudnie wyglądającą raną od strzały , która widocznie ugodziwszy go w plecy wyszła pod prawym obojczykiem . Mężczyzna podbiegł prosto do nas nie zważając na to , że zaprzężone konie mogą go przez przypadek stratować . Wkrótce stało się to zrozumiałe bo wzrok mężczyzny był nieobecny a głupawy uśmiech który przez grozę został zamieniony w odstręczający grymas wybitnie świadczyły , iż mamy do czynienia z obłąkanym . Bredził , ale dało się z tego zrozumieć , że karawana z przodu jest właśnie atakowana przez „paskudniaste zielone olbrzymuchy” co dobitnie świadczyło , iż orki lub trolle znowu zapuściły się w te regiony łupiąc przejezdnych . Popatrzyłem na Garta a on na mnie i bez słów sięgnęliśmy po schowane pod ławą topory . Krasnoludzka krew nie pozwoliła nam po prostu zawrócić . Spodziewaliśmy się , że główne natarcie już przeszło i może uda nam się ocalić jakiś niedobitków. Zeskoczyliśmy z kozła i wyćwiczonym krasnoludzkim truchtem pobiegliśmy w stronę z której przybiegł szaleniec . Na drodze leżały wywrócone wozy i około tuzina martwych ciał naszpikowanych strzałami . Liczyliśmy na to , że pewni siebie zielonoskórzy rozdzielą się w poszukiwaniu łupów . I szczęśliwa gwiazda zdawała się nam sprzyjać bo przy łupach pozostało zaledwie 3 … nie 4 orków , a reszta pewnie szukała tych którzy próbowali salwować się ucieczką licząc , że coś przy nich znajdą . Postanowiliśmy wykorzystać to rozdzielenie sił i zaatakowaliśmy tych broniących wozów . Zaskoczenie pozwoliło mi i Gartowi powalić po jednym przeciwniku nim walka na dobre się rozpoczęła , lecz obydwaj pozostali szybko się zorientowali w sytuacji i odparli nasz atak z dziką furią tak charakterystyczną dla tych poczwar . Dźwięk krzyżowanego oręża zwabił resztę napastników i zrozumieliśmy , że jest źle … Nawet bardzo źle . Z zagajnika wypadła bowiem banda orków i trolli , która znacznie przekroczyła liczebnością to na co byliśmy przygotowani . Gart wymachując toporem dopadł do mnie i oparci plecami szykowaliśmy się żeby drogo sprzedać życie . Wiele „zielonej” krwi byśmy przelali gdyby nie straszliwy niefart . Resztki płótna z wozu zaplątały się nam obu wokół kostek i runęliśmy na ziemię . Tylko doświadczenie uchroniło mnie przed utratą głowy , gdy w ostatniej chwili sparowałem cios orkowego przywódcy . Mimo to potężnie oberwałem , co ogłuszyło mnie i wystawiło na kolejny cios . Nie miałem co liczyć na Gartha , który przygnieciony moim ciałem i z zaplątanymi nogami był praktycznie bezbronny , a sam zamroczony nie byłem w stanie reagować . Ork widząc to paskudnie się uśmiechnął i wziął solidny zamach maczugą .
Nagle grymas na jego gębie zmienił się . Z uśmiechu triumfu przeszedł w jednej chwili poprzez zdumienie do trwogi połączonej z bezgranicznym cierpieniem . Cisnął broń na bok i złapał się obiema rękami za brzuch jakby go chciał rozerwać . Jego skóra poczęła skwierczeć a na ciele wykwitały coraz to nowe plamy czerwonego mięsa , które szybko czerniało jakby zwęglane . Pełgające po jego ciele płomyki zapalały zarówno włosy na kosmatych łapach jak i byle jak sklecone ubranie . Wyjąc agonalnie ork rzucił się na ziemię i tarzając w pyle rozpaczliwie próbował ugasić płonące ciało , lecz ten ogień palił się wewnątrz - spalając trzewia , kości a na końcu skórę . Po chwili pozostała w tym miejscu jedynie kupka tłustego popiołu – jedyne świadectwo okrutnej nawet jak dla orka śmierci . Zdezorientowani napastnicy rozglądając się na boki zauważyli samotną postać stojącą na skraju lasu . Tak to był właśnie on …
Jednak ufne w swą siłę orki nie bacząc na straszliwy los kompana rzuciły się w kierunku wroga . Straszliwe sceny jakie wtedy ujrzałem śnią się mi po dziś dzień . Powietrze przepełnione straszliwym wrzaskiem atakującej hordy wypełniło się dźwiękami trudnymi do opisania lecz niosącymi tak straszliwy ładunek bólu i przerażenia , że nawet ja poczułem cień współczucia dla orków . Biegnąc do przodu przewracali się pokryci płomieniami rozpaczliwie walcząc o każdą kolejną sekundę egzystencji , lecz jedyne co im pozostało to niekończące się pasmo tortur . Ci którzy przeskakując zwęglone ciała wciąż jeszcze żywych towarzyszy prawie osiągnęli wroga powalił demon , który pojawiwszy się znikąd rozrywał ich ciała bez żadnego wysiłku i pożerając trupy skazywał je równocześnie na wieczne potępienie . Walka tak jak nagle się zaczęła tak i nagle znalazła swój finał . Demon zniknął pozostawiając po sobie tylko nadgryzione truchła . A resztki watahy albo leżały porozrywane wokół , albo jako kupki popiołu świadczyły o tym , że jeszcze chwilę temu rozgrywała się tu walka . Jednak postać ciągle stała tam gdzie przedtem . Poprzez krew , wypływającą z rany na czole , powoli zalewającą mi oczy , zobaczyłem jak z ciemności za postacią wyłania się sylwetka skradającego się trolla . Chciałem krzyknąć lecz nie wydałem z siebie głosu prócz cichego charknięcia . Nie było to potrzebne … Mężczyzna w płaszczu odwrócił się i spojrzał na trolla . Ten sparaliżowany wejrzeniem zimnych oczu wyzierających spod kaptura zachowywał się jakby zobaczył węża . Nie wykonał żadnego ruchu podczas gdy nieznajomy zbliżał się do niego krok za krokiem . W końcu mężczyzna zrównał się z trollem . Błysnęła stal i coś jakby na kształt stalowych szponów ukazało się na moment w rękawie by błyskawicznie zatopić się w ciele ofiary . Nadziana na stal postać trolla została uniesiona na wysokość oczu czarownika bez żadnego wysiłku z jego strony . Nagle bez żadnych oznak ciało trolla zwiotczało jakby uleciała z niego dusza , ale to pewnie tylko ta rana od pazurów . Mimo wszystko poczułem przenikający mnie chłód i nie wiedzieć kiedy zemdlałem .
Obudziło mnie silne szarpanie . Otworzyłem oczy spodziewając się najgorszego , ale to tylko szaleniec usiłował mnie obudzić . Jednak jego rana była lżejsza niż wyglądała . Pomacałem głowę ale oprócz gigantycznego guza i paru zadrapań byłem cały . Wyplątałem się z płótna i próbowałem postawić Garta na nogi ale odkryłem , że kompan padając nadział się na leżący miecz i jest nieprzytomny od utraty krwi . Walcząc z nudnościami zataszczyłem go z pomocą szaleńca na wóz i czym prędzej wyruszyłem do faktorii po pomoc . Wziąłem ze sobą szaleńca któremu kazałem trzymać opatrunek na ranie Garta jako że sam musiałem powozić . Gdy dotarłem na miejsce szybko znaleziono cyrulika , który zajął się rannym a mnie w tym czasie wzięto w obroty i kazano , nie zważając na to że też byłem ranny , opowiadać co się stało . Więc streściłem im to co widziałem .
Na koniec gdy już powoli usypiałem doszedł mnie głos obłąkanego , który dziwnie przestał bredzić . Mówił , że to nie był straszliwy mężczyzna . Mówił , że gdy po ucichnięciu odgłosów walki zbliżył się do pozostałości karawany zobaczył chłopca , któremu wiatr zwiał kaptur z głowy , jak z przerażeniem i bólem patrzy na dzieło zniszczenia , którego był sprawcą . Mówił , że widział łzę spływającą po twarzy , która nagle zwróciła się ku niemu i wzrok który pałał chęcią kontaktu , porozumienia , lecz w którym pojawiło się zaraz przeświadczenie o dokonanym wyborze , wyborze który na zawsze rzucał go poza nawias codziennych radości . I pod wpływem bólu w tym spojrzeniu odwrócił się . Gdy spojrzał ponownie zobaczył tylko puste miejsce z martwą trawą . Nieznajomy już zniknął .
Tak mówił . Ale kto by tam słuchał majaczeń szaleńca .


//ps:za wszystkie babole przepraszam - kumpel ma autopoprawianie w wordzie:/ ///
//ps2:niby warlock to czarodziej ale mi czarnoksiężnik lepiej pasuje...//

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026