|
Post #1
02 Oct 2005, 18:11
Wygląd: Młody Tauren, pokaźnej postury jak to przystało na jego rasę, głowa schowana pod kapturem, przeważnie spuszczona, oczy utkwione w ziemi. Na plecach duży dwuręczny topór, przemawia spokojnie i powoli.
Historia tego młodego Taurena zaczyna się na równinach gdzie plemię jego rodziców osiadło. Matka, uważana w wiosce za niezwykle piękną, lecz nie specjalnie rozgarniętą zajmowała się ziołami, gdy tylko ktoś potrzebował opatrzenia rany, czy pomocy, zawsze prędko przygotowywała odpowiedni preparat z ziół, który w większym czy mniejszym stopniu pomagał, była uczynna i spokojną osobą. Ojciec był przywódcą duchowym plemienia, plemię zwało się Ah’nembeth, – co w języku Taurenów znaczy "umiłowani w wiedzy”. Sam Elmalier od małego był pociechą rodziców, stosunkowo szybko nauczył się mówić i energicznie zabierał się do poznawania świata, często zasiadał samotnie na skraju obozu i niejednokrotnie można było usłyszeć jak mamrocze coś do siebie lub w przestrzeń. Nikomu jednak to nie przeszkadzało gdyż w kontaktach z innymi zachowywał się całkiem normalnie, o ile można tak powiedzieć o kimś, kto w wieku młodzieńczym zamiast bawić się z innymi w kal’khasta zajmował się poznawaniem właściwości ziół i przygotowaniem, co prostszych preparatów. Z ojcem łączyły go silne więzy, często wychodzili tylko we dwójkę do puszczy gdzie ten uczył go polowania, posługiwania się różną bronią, ulubionym orężem Elmaliera stały się topory, nie za sprawą tego, że posługiwanie się nimi było dla niego bardziej intuicyjne i oczywiste a dlatego, że na 21 urodziny dostał od ojca dwuręczny Topor ze złotymi sentencjami na ostrzu i trzonie, był podobno wykonany przez mistrza, Pollina Kh’arnaka, który był mistrzem wśród okolicznych tauzenów w tworzeniu oręża – przynajmniej tak mówiono mu od dziecka. Ojciec nie powiedział mu, co oznaczają słowa zapisane na broni, lecz twierdził, że są to sentencje, które zawsze oddadzą mu sił przed walką, od tej pory był nierozłączny ze swoim toporem, a za każdym razem, gdy po niego sięgał szeptał „magiczne słowa”- „wahrak katharsta me” – słowa te nigdy nie były dla niego zrozumiałe i nigdy nie dopytywał się ich znaczenia. W wieku 22 lat ku radości ojca i matki przedstawił im swoją ukochaną, Efrel, spędzali ze sobą większość czasu, ni byli pospolitą parą, często razem rozmawiali z mędrcami z wioski, pobierali u nich nauki, Emalier czuł, że Efrel idealnie go uzupełnia, mają wspólne tematy do rozmów a kiedy trzeba „oblewa go kubłem zimnej wody”. Kilka miesięcy później do obozu Przybylo troje taurenów z plemienia Zha’rnok, rządzonego przez potężnego Raknarga, który jednak zamiast żyć w zgodzie z naturą wolał zajmować się intrygami i potyczkami. Nikt nie wiedział tego na pewno, ale podejrzewano, że Raknarga popadł w obsesję, gdy jego żona wyszła do lasu po zbiory i nigdy więcej nie powróciła, zaczął obwiniać wszystkich o jej śmierć. Jego sojusznikami były największe Taureńskie szumowiny, którym zależało tylko na władzy. Wspólnie terroryzowali okoliczne wioski i wymagali od nich przeróżnych rzeczy- od pożywienia poprzez broń, zbroje itp. Ojciec mój nie zgodził się na tyrańskie warunki stawiane przez posłańców i kazał im odejść, pomimo sprzeciwów starszyzny, aby zabić ich na miejscu. Od tego dnia rozpoczęły się przygotowania do bitwy, wiedzieliśmy, że ona nastąpi, nie wiedzieliśmy tylko, kiedy… Mijały tygodnie a o wojskach Raknarga nie było śladu, zwiadowcy, którzy zostali wysłani nie powrócili już drugi dzień. Wysłaliśmy kobiety na zachód, aby schroniły się w lasach a my zostaliśmy udając, że życie w wiosce toczy się normalnie i niczego nie podejrzewamy… Którejś nocy obudziły mnie krzyki wartowników bijących na alarm, chwyciłem za topór i pobiegłem walczyć o swoje plemię. Raknarg osobiście przybył w konwoju 4 tuzinów wojowników, zażądali kapitulacji, gdy usłyszeli odmowę rzucili pod nasze nogi 7 zawiązanych worków z wypisanymi krwią literami, dwoje posłańców zaczęło je otwierać, obserwowałem cały czas wojowników i samego Raknarga – jego twarz była wykrzywiona maniakalnym uśmiechem a wzrok był utkwiony na wprost, oczy miał zamglone, jakby całą swoją osobą był całkowicie gdzie indziej, mimo wszystko reagował na wszelkie ruchy czy słowa, gdy otwarty został pierwszy worek usłyszałem okrzyk „mordercy”, oderwałem wzrok od wroga i spojrzałem… moje oczy zaszły krwią a ręka zacisnęła się na toporze tak mocno, że poczułem ból w dłoni,głośno krzyknąłem „wahrak katharsta me” - pamiętam tylko niezmierzoną nienawiść i moment w którym oczy Raknarga zalały się krwią z jego czaszki gdy mój topór wbił się w jego hełm roztrzaskując go na pół, tak samo jak jego głowę….Siekałem toporem na wszystkie strony starając się zabić wszystkich wrogich Taurenów, oczywiście reszta ruszyła za mną… ostatecznie po całym dniu bitwy, pod wieczór niedobitki Zha’rnoków zostały wzięte do niewoli i mogliśmy zająć się ceremoniami pogrzebowymi… z więźniów wyciągnęliśmy gdzie są ciała naszych kobiet i poskładaliśmy je w grobach razem z odrąbanymi głowami… tego dnia straciłem dwie z trzech bliskich mi osób…. Wśród 7 „trofeów” obłąkanego szamana były moja matka i ukochana kobieta… długo wzywałem duchy, aby dobrze zajęli się tymi skarbami…. Następnego poranka pożegnałem się z ojcem i wyruszyłem do miasta… sam nie wiem czy w poszukiwaniu przygód, sławy czy śmierci…ojciec wiedział, że teraz mimo wszystko nie byłbym w stanie zająć się swoim ludem… wiedział, że ma dość siły, aby nadal prowadzić nasze plemię…przynajmniej do mojego powrotu….To był ostatni raz, kiedy widziałem ojczyste ziemie…. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |