📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Krasnal Timoker
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
szu
Post #1 03 Oct 2005, 16:26
Do ciepłej gospody wchodzi ubrany w skóry krasnolud. Przy sobie trzyma strzelbę i sporej wielkości tarczę. Wszyscy na jego widok zadrżeli. Nie to, że on jakiś straszny czy z grobu powstały. Po prostu wchodząc wpuścił sporą ilość zimnego powietrza polującego wraz z zamiecią na słabiej odzianych podróżnych. Krasnolud ten był całkiem sporych gabarytów. Posiadał od długą brązową brodę i włosy, które starannie plótł w długie grube warkocze.
Karczmarz znając zamiłowanie do trunków przybysza zakasał rękawy i zaczął nalewać piwa do wszystkich naczyń, jakie miał pod ręką.
- Witaj Timoker, co nam opowiesz dzisiaj?- Na te słowa podniósł do góry pełen kufel, co krasnolud zrozumiał jedno znacznie- Opowiedz nam jedną z twoich historii.
- Chętnie opowiem tylko mnie tak gardło od tych mrozów boli… a to dla mnie dziękuję, dziękuję- tu Timoker wypija jednym haustem cały kufel- dobre wy to piwo macie, natychmiast pomaga. A opowieści chcecie, no dobra opowiem wam o jednej z moich podróży.
Pamiętam jak to rok temu wyprawiłem się do Azeroth szukać nowych ród złota. Wiem, wiem to był głupi pomysł, ale cóż, złoto piechotą nie chodzi a starość przed biedą trzeba sobie zabezpieczyć. No, więc kiedy już dopłynąłem na wynajętym przeze mnie statku zacząłem rozglądać się za względnie bezpiecznym miejscem na nocleg. Nie obyło się bez uśmiercenia kilku ghuli pałętających się po tej lodowej pustyni. Po kilku godzinach podróży przez zaspy śniegu zauważyłem wejście do jaskini. O ja głupi, co mnie podkusiło żeby tam wchodzić. Co gorsza zacząłem z ciekawości zapuszczać się w głąb pieczary. Szedłem bez przerwy przez jakieś dwie doby w kompletnych ciemnościach. W pewnym momencie, kiedy już miałem dość łażenia przed siebie przystanąłem by odnaleźć coś na ognisko. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłem przyczepioną do ściany pochodnie. Bez chwili namysłu złapałem ją i zapaliłem krzemieniem, który miałem przy sobie. To, co ujrzałem było przerażające. Setki szkieletów moich współplemieńców przykrytych jedynie resztkami odzienia. Od razu wpadła mi na myśl zaginiona wyprawa, Muradina. Niestety nie miałem już czasu zaśpiewać nad ich grobami nawet pieśni sławiących czyny wielkich wojowników. Światło z pochodni musiało obudzić stworzenie, które zabiło tych Krasnoludów. Natychmiast zza cienia wyskoczyło wielkie monstrum na kształt pająka wielkości około 10 000 tysięcy karaluchów takich jak ten, który łazi po pańskim obiedzie. Nie będzie pan tego jadł? A to pozwoli pan, że się nie zmarnuje. Na czym to ja skończyłem? A już wiem. No i te pajenczysko sądząc z wyglądu było bardzo głodne. Ja, kiedy już zrozumiałem, co jest grane długo nie namyślając się złapałem swoją strzelbę. Strzeliłem gadowi prosto między oczy. A wierzcie mi tyle oczu to jeszcze nie widzieliście. Stwor rozpadł się na kawałki i zbrudził swymi flakami całe to przerażające miejsce. Czasu jednak na świętowanie zwycięstwa nie miałem. Wiedziałem, że tylu moich silnych braci nie mógł zabić jeden przerośnięty pajęczak. Muszę przyznać, że decyzja, którą wtedy podjąłem była moją jedną z najlepszych. Oo. nie widzieliście jeszcze tak szybko biegnącego krasnoluda. W oka mgnieniu byłem na brzegu rzeki. Dzięki „Bogu wszelkich klejnotów” akurat na brzegu stała łódź piratów. Zabrawszy się na nią powróciłem do was by opowiedzieć wam kolejną historie
- Chrząknął i oblizał wargi na widok popijającego piwo człowieka – A teraz dolej jeszcze jednego miły gospodarzu.
- I tak wiem, że droga do tej gospody jest twoim szczytem możliwości – odpowiedział karczmarz zapełniając następny kufel.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026