📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Bimmpnotti
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 03 Oct 2005, 16:55
- Aaaaaa! – krzyknął stary, zadufany w sobie gnom.
Bimmpnotti zachichotała cichutko leżąc pod wielkim, drewnianym, bogato zdobionym łożem gospodarza. Znów dał nabrać się na kawał z wiadrem błota nad drzwiami... A przecież sam Ją tego niegdyś nauczył. Teraz wyglądał jak prosie w chlewiku. A jego nowiutkie ubranie... długo będzie je czyścił...
- Znów ta mała wredna Bimm! Ja jej dam kiedyś popalić, niech tylko ją złapie...
Dziewczyna nie wytrzymała i buchnęła śmiechem. Szybciutko wyturlała się spod wielkiego łoża i uciekła trzaskając masywnymi, bukowymi drzwiami.
- Uff... Mało brakowało. – pomyślała biegnąc przez malutka wioskę
Była dosyć mała, nawet jak na gnoma. Miała na sobie zwykła lnianą sukienkę i własnoręcznie wyrzeźbiony drewniany mieczyk przy pasie. Jej Brązowe włosy lekko powiewały w tumanie kurzu, który za sobą pozostawiała. Z daleka dostrzec można było 2 lśniące w słońcu gwiazdeczki... to śliczne srebrne kolczyki, które podarował jej niegdyś wuj Dimble.

***
- Wuj Dimble był kochany... Zawsze się mną opiekował. Zawsze... odkąd mój ojciec wyruszył w świat szerząc imiona ‘wielkich’ gnomów. Słabo pamiętam tatę. Głównie z opowiadań. Był wielkim wojownikiem... lecz gnomy pamiętają go raczej jako wyjątkowego barda z czasów pokoju. W mej pamięci pozostał tylko jeden moment... moment w którym pomógł mi wyrzeźbić ten piękny drewniany mieczyk. Tata miał dusze artysty, co rzadko towarzyszy wojownikowi i to w dodatku gnomiemu wojownikowi, co graniczyło z cudem. Tylko najdzielniejsi spośród gnomów tak władali bronią. A on przy tym śpiewał... Jego pieśń w magiczny sposób wymuszała uśmiech i wewnętrzny spokój u kompanów broni... nawet w najcięższych chwilach.
Po policzku Bimm spłynęła kryształowa łza. W jej pięknych, dużych, wilgotnych oczach odbiło się nagle światło kilku świec zapalonych w ciemnym pomieszczeniu. Nie była to zwykła łza... to była łza pełna emocji. Łączyła w sobie smutek wspomnień i tęsknotę z dumą i radością na myśl o Nim... o tacie.
- Tak bardzo poświecił się ideom... Tak bardzo chciał urzeczywistnić to, w co wierzył... To był wyjątkowy człowiek.
W tej chwili moc łez spłynęło po twarzy dziewczyny... Nie mogła tego ukryć, mimo iż bardzo chciała... Nie mogła ukryć, że płakała...
- Prze... – pociągnęła noskiem – przepraszam... – wyszeptała i wybiegła z karczmy.
W zadziwiającym tempie znalazła się na wzgórzu nad wioską. Otoczona zielenią oparła się o pień starego drzewa, na którym wyryty był tekst jednej z wciąż ‘żyjących’ pieśni jej taty. Patrząc w ciszy na malowniczy, sielankowy krajobraz nagle zobaczyła swojego ojca. Wracał do wioski na czele długiego orszaku... Na głowach kompanów błyszczały wypolerowane, zdobione hełmy. Każdy trzymał wielką, masywną, złota tarczę. Wyglądało to, jakby długi ognisty smok zmierzał w kierunku wioski. Bimm zerwała się na równe nogi i pobiegła w kierunku oddziału swego ojca. Zbiegła w dolinę i zaczęła podążać za piękną, podniosłą pieśnią o bohaterach, którzy oddali życie w szczytnych celach. Teraz była już pewna... to musiał być jej tatuś. Orszak zniknął jej z oczu, lecz coraz głośniejszy śpiew dodawał sił. Bimm biegła tak szybko jak nigdy dotąd. Była pewna, że za pagórkiem spotka go... tego, na którego wciąż czekała. Nagle muzyka ucichła. Przerażająca cisza ogarnęła krainę. Ptaki nie śpiewały... nawet wiatr ustał... drzewa już nie szeptały... Dziewczynka prawie zemdlała na widok obrazu jaki rozciągał się przed jej oczami. Znów ujrzała orszak... Orszak śmierci... Na czele armi trupów stał blady gnom.
- Nie! To nie może być prawda! – wykrzyknęła Bimm.
Czy to naprawdę był jej ojciec? Czy oddział tego wojownika przerodził się w zwiastun śmierci? Tylko nieskazitelnie czyste pancerze przypominały o chwale wojowników. Dowódca energicznie podniósł rękę, po czym armia jakby skamieniała. Spokojnie zdjął hełm... spod jego ciemnych brwi wydobyło się przerażające światło. Jego oczy płonęły. Drzewa wokół zaczęły więdnąć, a przerażone zwierzęta rozkładać się w biegu... Bimm opadła na kolana... Czuła się obdarta z wszelkich sił, z wszelkiej nadziei... Nagle na twarzy wodza pojawił się stary życzliwy uśmiech.
- Bimpnotti, nie przywitasz się z tatusiem?! – zaryczał gruby, donośny głos – Bimmpnotti, moja kochana córeczko! Córeczko posłańca pana cieni!
Dziewczyna nie wytrzymała... To było zbyt okrutne... zbyt wiele emocji... zemdlała padając na ziemię przed orszakiem śmierci.
- Bimm... Bimm wstawaj... – Usłyszała niewyraźny głos w swojej głowie... – Bimmpnotti!
Dziewczyna przebudziła się cała w drgawkach... Noce były już bardzo zimne... a mrok zaczął właśnie otulać całą krainę razem z wyjątkowym, starym drzewem, pod którym leżała osłabiona Bimm i dziwna postać.
- Bimm... Musiałaś zasnąć na tym mrozie. Przytul się... zaniosę cię do domu – zabrzmiał miły, spokojny głos nieznajomej...
Bimpnotti spojrzała na jej ciemną, owianą cieniem twarz i znów zemdlała z braku sił... Dzisiejszej nocy wszystko było dziwne... Nawet księżyc był dziwnie jasny...

***
Nieznajoma okazała się piękną, ludzką, czarnowłosą znajomą wuja Dimble. Była miła i uprzejma, chętnie służyła pomocą. Była zbyt miła... W jej szmaragdowych oczach można było dostrzec błysk zachłanności. Nie widział tego nikt prócz Bimm. Dziewczyna bacznie obserwowała nieznajomą. Z czasem wuj Dimble przestał mieć czas dla gnomiej dziewczyny. Był tak zapatrzony w piękna nieznajomą, że zaniedbywał swoja ulubienicę Bimmpnotti. Kiedy próbowała przywrócić mu przytomne postrzeganie świata... kiedy nazwała czarnowłosą kobietę chciwą suką... wuj nie wytrzymał. To były zbyt mocne słowa, a uparta Bimm wypowiedziała je z taką łatwością... Nawet nie przeszło jej przez myśl, by przeprosić na co czekał jakiś czas posmutniały stary jubiler. Wyrzekł się ukochanej wnuczki i opuścił rodzinna wioskę z ciemnowłosą i całym swoim majątkiem. Bimmpnotti straciła druga osobę, którą tak bardzo kochała. Ale było już za późno na odwrócenie wszystkiego. Ten jej niewyparzony język... Znienawidziła wszystkie ludzkie kobiety... Ta sytuacja zaważyła na całym jej życiu. Nie miała już nikogo, kto mógłby się nią opiekować. Matka ciężko pracowała w zakładzie inżynierskim, wiec nie miała czasu, by poświecić codziennie choć kilku minut na rozmowę z córką. Była pracoholiczką, kochała swoją pracę... Bimm nie mogła liczyć na odrobinę ciepła z jej strony... nie mogła liczyć na słowo wsparcia. Czasem jedynie w biegu przywitała się z matką. Czuła, że nie ma już dla niej miejsca w spokojnej, zielonej wiosce. Czuła, iż musi się usamodzielnić... musi się sama sobą zaopiekować. Ciągle jednak powracała myśl o tacie... kochanym tatusiu, który zawsze miał dla niej czas. Jej sen nie mógł być prawdą, jej tata musi żyć... musi gdzieś walczyć za swoje idee! Nie zastanawiała się już długo... pójdzie w ślady ojca. Starannie zaczęła przygotowywać się na długą podróż. Mała Bimm wielkim wojownikiem... brzmiało to jak paradoks... Nikt w wiosce nie popierał jej planów: „Kobieta wojownikiem... dobre... buahaha!” – wyśmiewali ją znajomi. Lecz ona uparcie zbierała ekwipunek. Wkrótce w starej używanej kolczudze, która kupiła za oszczędności, tępym niewielkim mieczem znalezionym w starym mieszkaniu wuja na strychu, kilkoma wynalazkami ofiarowanymi jej przez matkę i własnoręcznie wyrzeźbionym, drewnianym mieczykiem zawieszonym przy pasie wyruszyła w podróż nucąc pod nosem pieśni ‘wielkiego’ barda-wojownika... ‘wielkiego’ gnoma... jej kochanego tatusia...

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026