📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Swięty rycerz
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 04 Oct 2005, 12:48
Ciemna noc, cichy wiatr wiał we wschodu, a niebo, na którym niebyła ani jednej chmury przepełnione było plejadą gwiazd. Kolejny dzień wiosny, gdzieniegdzie jeszcze leżały place śniegu, lecz większość przyrody obudziła się już do życia. Piękna noc by umrzeć...
Chrzest zbroi przebijał się przez ciszę nocną, odgłos ciężkiego oddechu poruszał się bezdźwięcznym echem pomiędzy nagrobkami, zapach potu unosił się wraz z odorem śmierci.
Kolejny potężny cios rozłupał czaszkę szkieletowi a resztę jego ciała padła nieruchomo na ziemię.
„Oddech, najważniejsze to złapać oddech i rytm” – powtarzał sobie w głowie Samael – „Tak jak mnie uczono w zakonie”
Poderwał swoje ciało z odrętwienia, chrzest ciężkiej zbroi ponownie uniósł się w powietrze. Rozejrzał się szybko dookoła siebie. Cmentarz wydawał się być pusty, nic bardziej mylnego. Odór magii nekromanckiej unosił się w powietrzu, podrażniał nozdrza paladyna. Przybył tu w jednym celu – zgładzić źródło plagi, jaka się tu pojawiła. Umarli powinni leżeć w ziemi a nie chodzić i mordować ludzi... Otrząsnął się, krople potu spłynęły mu po policzku, chwycił dwurącz swoje potężne ostrze i ruszył biegiem dalej w kierunku krypt.
Silne kopniak nogą wyłamał z zawiasów stare już drzwi, a blask pochodni rozświetlił wijące się schody prosto w dół. Samael począł powoli schodzić, trzymając w prawej dłoni pochodnie a w lewej niedbale dwuręczny miecz. Doszedł do ich końca, przed jego oczami pojawił się długi korytarz zakończony kamiennymi drzwiami. Powoli zbliżył się do nich i począł nasłuchiwać. Ciche odgłosy mrocznej mowy wydobywały się po drugiej stronie drzwi.
„Najważniejsze to opanowanie i wiara w bogów” – pomyślał Samael. Powoli odłożył pochodnie i swój plecak blisko drzwi. Poprawił zbroje, hełm, niechciał by coś teraz go uwierało bądź pękło. W plecaka wyciągnął duże zawiniątko, prezent od przyjaciela gnoma, któremu kiedyś uratował córkę. Nie lubił sławy, nie dlatego to czynił, został tak wychowany i dla tego żyję. By walczyć ze złem, chroniąc niewinnych. Dziś tymi niewinnymi były dzieci, które siła zostały odebrane rodzicom przez kultystów. By zostać złożone w ofierze jakiemuś mrocznemu bóstwu, bądź coś gorszego...
Ostatnia modlitwa, ostatnie pobłogosławienie, zdjęcie świętego symbolu z szyi i prawie już rytualne owinięcie go wokół prawej ręki, ostatnie złożenie pocałunku na nim...
Uderzenie drzwi z barku otworzyło je na oścież, kultyści nie mieli nawet czasu zareagować, gnomskie urządzenie poturlało się po ziemi... Błysk... Oślepiająca jasność i krzyki. Krzyki padających kultystów niewidzących swego wroga. Samael zabijał ich jeden po drugim, nie mógł pozwolić przeżyć żadnemu z nich. Lecz dzisiaj było coś innego... Nie było to rytualne modły, czy składania ofiar złym bogom. Był to rytuał przywrócenia do życia... Ukończony rytuał. Szybki cios przeciął łańcuchy skrępowanych dzieci.
„Uciekajcie stąd!!” – Krzyknął do nich paladyn – „na zewnątrz czekają wasi rodzice. Biegnijcie i nie odwracajcie...”
Nie dokończył. Potężna magia uderzyła w niego jak taran. Jego ciało zostało rzucone w przeciwległą ścianę jak zabawka. Oczy pogrążyła chwilowa ciemność, gdy ustała zobaczył Jego. Starożytny licz pobudzony po wiekach snu, pragnął ponownie zasiać śmierć i zniszczenie. Nie mógł na to pozwolić. Wstał powoli podpierając się mieczem... Licz jedynie uśmiechnął się, żaden chłop nie mógł mu teraz przeszkodzić. Lecz Samael nie był chłopem, był świętym rycerzem. Odbił się szybko z ziemi i ruszył ponownie na licza. Kolejny czar i uderzenie magii, tym razem Samael był przegotowany. Święty znak pochłonął większość siły zaklęcia, dzięki czemu Samael nie stracił na prędkości a jego ostrze wbiło się w ciało licza. Ogromny ryk podniósł się po komnacie, lecz Samael nie ustępował wbijając ostrze głębiej i podnosząc je do góry rozrywając ranę. Licz chwycił młodego paladyna za szyje i zaczął szeptać dziwną mowę. Z każdą sekundą siły życiowe i duchowe powoli zaczynały przechodzić na licza, a jego rany na paladyna. Nie miał czasu, jeśli miał tu umrzeć, niech i tak będzie, lecz umrze razem z nim. Ostrze zagłębiło się aż do rękojeści, paladyn ostatkiem sił uderzył w kryształ znajdujący się na jego rękojeści. Święcona woda rozlała się dookoła oblewając licza i paladyna. Krzyk niemiłosierny ogłuszył paladyna. Upadł, cały świat popadł w mrok. Nie przeszkadzał mu już ból w piersi, nie przeszkadzał krzyk ani zimna posadzka. Zginął czyniąc dobro dla świata, tak jak pragnął...

Kolejne dni były ciężkie... Najodważniejsi chłopi po usłyszeniu krzyku ruszyli na pomoc paladynowi. Znaleźli go prawie martwego obok prochów licza. Zabrali do osady i zaopiekowali się. Przez dziesięć dni trzech kapłanów na zmianę inkarnowało pieśni by klątwa nie pochłoneła całkowicie paladyna. Po tych dziesięciu dniach udało im się. Przeżył. Osłabiony, zniszczony fizycznie, lecz przeżył... Mógł nadal czynić to, co potrafił... Chronić niewinnych...

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026