📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Kru'Shak
« Wróć do forum  •  6 post(ów) w temacie
Post #1 04 Oct 2005, 19:04
Kru’Shak

WYGLĄD POSTACI

Rasa: ork
Wzrost: 228 cm
Waga: 160 kg
Wiek: 24 lata
Włosy: czarne, rzadkie, splecione w warkocz
Profesja: łowca
Oczy: czarne jak węgle
Karnacja: smagła

Spoglądasz na dość wysokiego, postawnego, lecz nie przesadnie muskularnego orka. Jego twarz jest szeroka i płaska, szczęka wysunięta do przodu, a z pomiędzy obfitych chropowatych warg wystają pożółkłe kły z wyraźnie ukruszonymi końcówkami. Spłaszczony nos o dużych nozdrzach jakby stworzony do tropienia zwierzyny dominuje na ohydnej twarzy. Jego oczy są skośne i czarne jak węgle, jednak nie wlepiają się bezmyślnie przed siebie lecz wyraźnie rozbiegane, czujnie obserwują otoczenie. Nad głowę wystają ponadprzeciętnie duże, spiczaste, porośnięte brodawkami uszy, oraz rzadkie czarne włosy splecione w długą, sterczącą kitę przypominającą do złudzenia ogony rumaków których dosiadają ludzie. Broda upleciona rzemieniem w dwa grube warkocze zwisa po obu stronach jego twarzy. Jego smagła, szarozielona, gruba, chropowata skóra pokryta mimo młodego wieku bliznami i plamami wyraźnie daje do zrozumienia, że przeżył już niejedną bitwę, choć smukła sylwetka raczej nie wskazuje na wojownika. Również jego ubiór nie pozwala sądzić by wojował w pierwszym szeregu. Zamiast zwyczajowego czarnego pancerza pokrywającego orków od stóp do głów, ubrany był w brunatne szmaty, najwyraźniej dobrane tak by nie krępować ruchów, zaś jego głowa pozostawała odkryta, nie nosił na niej nawet lekkiego szyszaka. Jedynie na piersiach na żelaznym łańcuchu oplatającym szyję zwisa mały pancerz chroniący krtań i prawą pierś, na którym ktoś wytłoczył znaki układające się w imię patrona tegoż orka. Za skórzanym, ćwiekowanym pasem zatknięty ma niewielkich rozmiarów topór, jednak jego ostrze jest, inaczej niż u większości orków, nadzwyczaj gładkie, jak gdyby nigdy nie musiał go użyć. Kiedy się odwraca widzisz, że przez ramię przewieszony ma ogromny jesionowy łuk i kołczan ze strzałami. Już na pierwszy rzut oka ork ten nie przejawia zwyczajnych dla tej rasy zwierzęcych odruchów, jest dziwnie spokojny i opanowany... jakby w swym zachowaniu majestatyczny. Przy nogach łowcy czai się szary wilk, który cicho powarkuje i obnaża ogromne kły kiedy próbujesz się zbliżyć. Jednak Kru’Shak jednym, wypowiedzianym cicho, słowem, którego wymowy nie pojąłby się żaden człowiek, uspokaja zwierzę…

HISTORIA POSTACI

Gerethor... a właściwie Kru’Shak bo pod takim przydomkiem znany jest w Orgrimmar, urodził się jako zwykły ork… powiedzieć, że zwykły to raczej przysporzyć mu otuchy, bo choć wzrostu był jak na orka średniego to od urodzenia uważany był za zbyt słabego na wojownika z powodu wątłej postury. Nie miał też specjalnych predyspozycji do walki wręcz, bo choć był nad wyraz zwinny jak na orka, nie dysponował jednak odpowiednia siłą by poradzić sobie z ogromnymi toporami czy bojowymi młotami używanymi przez orków. W końcu jako nieużytecznego wtrącono go do niewoli gdzie pracował przy wytopie zbroi dla prawdziwych wojowników. Początkowo nie radził sobie i z tym zadaniem i wielokrotnie rozżarzone żelazo czy stal nieporadnie oporządzane pozostawiało na jego ciele trwałe rany od oparzeń.

Noce spędzał w dusznych i wilgotnych, zatłoczonych celach Ogrimmarskiej twierdzy, znajdującej sie nieopodal kuźni, w której pracowali niewolnicy. W celach tych panowała milcząca cisza, strażnicy bowiem za rozmowy obcinali nieposłusznym niewolnikom języki. Gerethor jednak nie czuł się samotny… był jedynym niewolnikiem którego tolerował ogromny szary wilk podążający krok w krok za strażnikiem… zwierz był ponadprzeciętnie wielki i kiedy wpadał w szał potrafił jednym susem dopaść i przegryźć krtań najwyższego nawet orka… na Gerethora jednak nigdy nawet nie odważył się wyszczerzyć kłów…

Każdej nocy Gerethora męczyły drastyczne sny… wciąż powtarzająca się scena… krępy rudobrody krasnolud pozbawiony w jednej z bitew oka, zakradający się do strażnika na dziedzińcu i podnoszący na niego swój oburęczny topór… Sen ów dręczył Gerethora codziennie od 4 pełni, więc kiedy jednego z wieczorów kładł się spać na wilgotnej i zimnej posadzce celi zdawał sobie sprawę, że dziś znów zobaczy owego krasnoluda... ta noc miała być jednak inna...

Oczywiście koszmar jak co noc wdarł się w jego sny... znów w zobaczył w nich przeklętego karła skradającego się z nadzwyczajną dla tej rasy zwinnością. Nagle poderwał się jak wryty! To przeciąłe, donośne wycie wilka które wiatr niósł po korytarzach lochu wyrwało go ze snu!

- Ech... przeklęta pełnia księżyca - wymamrotał pod nosem dorzucając kilka cierpkich przekleństw, i kiedy już układał ponownie swoją głowe na twardej posadzce, wilk znów zawył... tym razem tak głośno i przenikliwie, że nawet orka przeszły dreszcze... poderwał się i wyjrzał przez zardzewiałe kraty celi na dziedziniec... na dziedzińcu panował spokój... nie było żywej duszy... a strażnik jak zwykle ucinał sobie drzemkę siedząć na dyszlu jednego z orkowych wozów. Rozejrzał się po celi... współtowarzysze spali jakgdyby nikt nie usłyszał wycia... Rzucił więc ostatnie spojrzenie na dziedziniec i... wtem mignęło coś w podcieniach jednego z budynków... wytężył swój wzrok i... dojrzał małą, zakapturzoną postać powoli zbliżającą się do śpiącego strażnika… Gerethor chciał zawołać straż z lochów lecz spostrzegł, iż strażnik udał się do sąsiedniego skrzydła. Coś jednak przykuło jego uwagę... na miejscu jak nigdy pozostał olbrzymi wilczur, który nigdy nawet o krok nie opuszczał swojego pana… to on wył tej nocy!

Gerethor spojrzał mu prosto w oczy, jednak nie potrafił wykrztusić z siebie żadnego słowa. Wilk jednak nie czekał, jednym susem wskoczył na stół i zerwał paszczą wiszący nad nim łuk, po czym położył go pod kratami i wybiegł. Gerethor nie namyślając się chwycił łuk i podszedł do zakratowanego okna celi. W jego oku błysnęło tylko podniesione ostrze krasnoludzkiego topora. Błyskawicznie przymierzył i wypuścił strzałę która utkwiła krasnoludowi w nadgarstku. Brodacz z przeraźłiwym okrzykiem bólu upuścił topór na kamienny dziedziniec, budząc tym hałasem strażnika, który szybko orientując się w sytuacji sięgnął po topór i błyskawicznym zamachem pozbawił krasnoluda głowy…
- Alarm! Straże! - wrzasnał co sił w płucach strażnik i rozejrzał się nerwowo po dziedzińcu szukając jakby kolejnych chętnych do posmakowania ostrza jego topora. Jego uwagę przykuł wilk stojący pod murami zamku, który zawył przeciągle przyciągając jego wzrok do zakratowanego okna z którego wystawał łuk… Na dziedziniec wbiegały dziesiątki rozjuszonych orków żądnych krasnoludzkiej krwi, jednak poza martwym brodaczem nie znaleli już nikogo... a strażnik wciąż stał ze wzrokiem wlepionym w okno, w którym łuk jakby zamarł w momencie wypuszczenia strzały...

Następnego dnia Gerethora zbudzono wcześniej, niż zazwyczaj kiedy prowadzony był do kuźni. Tym razem również prowadzono go zupełnie innymi korytarzami i jak nigdy pozwolono mu pozbyć się krępujących nogi łańcuchów. Szedł pod obstawą przez długie korytarze a każdy ork, którego mijał, odprowadzał go spojrzeniem aż do momentu kiedy Gerethor oddalił się na tyle aby nie mógł usłyszeć szeptań... Gerethor wiedział, że mówią o nim... Jakież było jego zdziwienie kiedy na głównym dziedzińcu rozstąpiły się straże i wprowadzony został do ogromnej komnaty w której znajdowała się sala tronowa. A na tronie... ogromny... majestatyczny... niewielu dane było go oglądać... sam Thrall spoglądał na niego i ruchem ręki przywoływał go bliżej...

Gerethor podszedł pewnie, choć w głowie kłębiło mu się milion lęków i nieufnośc którą karmiony był przez długie miesiące w lochach...

- Tyś jest Gerethor? Ork z kuźni? - spytał Thrall grubym głosem o sile, która mogła łamać drzewa. Gerehtor milczał... przywyczajony był milczeć aby nie stracić swojego języka...
- Odpowiadaj kiedy Wódz pyta! - krzyknął jeden ze strazników szturchając Gerethora obuchem swego młota
- Tak Panie... zwą mnie Gerethor - odpowiedział wolno i nieśmiało
- To tyś ustrzelił tego parszywego pokurcza który smiał zakraść się do naszej fortecy?
- Tak Panie - odpowiedział Gerethor nie podnoszać wciąż głowy
- Czy wiesz, że za kradzież broni strażnika, powinienem kazać Cię poćwiartowac? - pytał dalej Wódz, głosem tak groźnym że Gerethora przesżły ciarki nieporównywalnie większe od tych wywolanych wyciem wilka. Jednak w pewnym momencie głos Wodza złagodniał...
- Masz jednak szczęścia młody orku - kontynuował już spokojnie - nie wiem czy zdajesz sobie sprawę cóżeś uczynił? - nastąpiła cisza zmącona jedynie okrzykami orków dobiegającymi z dziedzińca, gdzie dzielono własnie racje żywnościowe
- Przypadek sprawił bowiem - mówił dalej Thrall - iż nie oszczędziłeś życia zwykłemu orkowi... Ręka dzierżąca topór bowiem zamierzała się na głowę mojego syna! - kiedy to powiedział wszyscy zamarli, a Gerethor pierwszy raz odważył się podnieść głowę i spojrzeć na Wodza.
- Wkrótce miał przejąć dowództwo nad Legionem Zagłady, najbardziej doborowym z naszych oddziałów. Chciałem więc by nie wyrósł na slabego orka, i kazałem przyodziać go w zwykłą zbroję, wcielić do pierwszego lepszego oddziału i skierować do najcięższej służby. Widze jednak, że była to decyzja błędna. I choć jest mi drogi jak nikt, nie nosi w sobie cech wodzowskich. - powiedział Thrall, a w jego głosie pierwszy raz dało się wyczuć żal.
- Gerethorze... jestem Twoim dłużnikiem... nie ominie Cię nagroda. Rada Hordy postanowiła przywrócić Cię do Legionu i nadać imię Kru'Shak... imię to w naszym języku "Śniący" oznacza, a w starożytnych legendach tym imieniem proroków obdarzano. Noś je z godnością!
- Dziękuję Panie - powiedział Kru'Shak jakby nagle rozpromieniał energią, kiedy odbierał od jednego ze służących Wodza napierśnik z wytłoczonym imieniem.
- To jeszcze nie koniec - powiedział Wódz - ponieważ Ragher, dowódca Legionu Zagłady, jest już zbyt stary, w dodatku w ostatniej bitwie stracił oko... Legion potrzebuje młodego prężnego przywódzcy... Tobie więc powieżam nad nim pieczę! A teraz idź, i przynieś mi tak dużo krasnoludzkich łbów jak tylko zdołasz! Horda chce zemsty za ten parszywy zamach!
Post #2 12 Mar 2006, 13:14
opis przerobiony i rozwinięty na potrzebę nowej postaci. Komentarze mile widziane
Post #3 12 Mar 2006, 15:27
Jak dla mnie bardzo dobry opis 😛. Czemu jescze go w wyróżnionych nie ma ? 😀
Post #4 12 Mar 2006, 18:08
z kad te imie? z kad ja je znam? ale to bylo z go.. go juz wiem z gothica 🙂 krushak to ten ork z jedynki he he
Post #5 12 Mar 2006, 18:41
nie odkryłeś nic nowego. Kru'Shak znaczy w języku orków "śniący" i taki pseudonim nadano Gerethorowi w wyniku opisanych zdarzeń. W Gothicu Kru-Shak był bożkiem do którego modły wznosili orkowie, tu nie ma nawiązań do żadnych boskich mocy ani postaci z Gothica, użyty jest tylko przydomek "śniący"
Post #6 13 Mar 2006, 18:53
Szczerze mowiac dawno nie czytalem czegos takiego...
porzadne ( szkoda tylko ze tak krotkie...w sensie oczywiscie pozytywnym..bo poczytal bym dalej co sie z Toba dzialo ^^ )

Zlapalem kilimacik po tym..a niewielu osobom zdarza sie takie cos....( przez Ciebie mam ochote na jakas sesyjke ^^ )

Dla mnie prawdziwa perelka ^^

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026