|
Post #1
09 Oct 2005, 15:44
Imię: Gozu
Nazwisko: Proudthinker Rasa: Gnom Klasa: Warlock Płeć: Mężczyzna Wiek: 17 lat Wzrost: 85 centymetrów Waga: 70 kg. Opis Postaci : Gnom średniego wzrostu, w pewnych momentach potrafiący wchłaniać niesamowite ilości jadła i napitku, które onieśmielają najbardziej żarłocznych ludzi i nie tylko ich. Ubrany w ciemną, błękitną szatę zakrywającą jego tłuściutkie ciałko. Twarz ma skrytą w kapturze, ale po chwili obserwacji każdy zauważa długą bo ciągnącą się od nosa, do końca lewego policzka bliznę. Jego przenikliwe oczy zdają się lśnić czasem niebieskim, delikatnym płomieniem. Historia Gozu : Gozu, młody jeszcze niedoświadczony gnom, podczas przerwy w marszu, usiadł na pniu drzewa i zaczął myśleć o swoim rodzinnym mieście, o mieście z którego został wygnany. Kiedyś, w sumie jak by się zastanowić, nie tak dawno temu, w warsztacie swojego dawnego mistrza, Gozu, chcąc przypodobać się swemu Mistrzowi i opiekunowi zarazem, rozpoczął pracę nad bronią, bronią potężną i niszczycielską, zaczął konstruować coś czego nieliczni odważali się robić, pracując w pocie czoła, dzień i noc, spawał, podłączał, przekierowywał, dokręcał, topił, po wielu dniach ciężkiej pracy, po wielu nieprzespanych nocach jego projekt był gotowy, dumny z siebie Gozu pobiegł po swojego mistrza. Mistrzu Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningeluuuu......wołał Gozu jednym tchem (bo jak wiadomo gnomy lubują się w imionach i noszą ich nieraz po kilkanaście) Słucham Cię mój drogi wychowanku, cóż stało się tak pilnego że wyrywasz mnie z bardzo ważnej narady, rzekł mistrz Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningel. Mistrzu chciałem zaprezentować Ci moje dzieło, coś co stworzyłem w uznaniu dla Twych inżynieryjskich nauk, pracowałem nad tym kilka dni Mistrzu, i wiem że będziesz ze mnie zadowolony....Gozu uśmiechnął się do siebie, kolejne godziny drogi nieustannie zbliżały go do celu, trakt był pusty, szło się nim nadzwyczaj dobrze, nieopodal wielkiej sosny, Gozu zauważył zajazd, zbudowany w całości z drewnianych bali, wspaniała robota, pomyślał i udał się do niego w celu napełnienia żołądka. Wchodząc do karczmy jego nozdrza wyczuły subtelny, aczkolwiek mocny zapach ziół, jego spragniony pożywienia brzuch natychmiast zareagował na to cichym acz nieznośnym burczeniem. Gozu podszedł do szynkwasu, spojrzał na oberżystę i z dumą ostrym wzrokiem, sięgającym z prawie na równym mu szynkwasie ryknął na całe gardło PIWA!!!!! dobry człowieku, i nie żałuj mi waszego najlepszego jadła. Niech cały czas będzie mi ono donoszone, bom niepomiernie głodny. Po tych słowach Gozu wybrał jedyną pustą ławę, na której przypuszczalnie zmieści się jego kolacja. Karczmarz węsząc dobry interes pognał do kuchni i nakazał wszystkim dziewkom i kucharzą przygotowywać posiłek za posiłkiem, od pieczonych ziemniaków z ziołami, poprzez prosie, placki z nadzieniem owocowym, placki z posypką, kotlety, owoce, specjalnie dla gościa wytoczono z piwniczki dwie beczki najlepszego piwa. Gozu czekając na swoją ucztę zaczął rozmyślać....( co pozwoliło na spokojne przygotowanie prawdziwej uczty na co najmniej 15 osób )...Gozu idąc przed Mistrzem Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningelem, szybciutko, zaskakująco szybciutko jak na swoją wagę, wbiegł po schodach prowadzących do wielkiego warsztatu. Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningel zwołał wszystkich uczestników zebrania, chcąc pokazać im jak znakomitego i mądrego ma ucznia, odchrząknął i popatrzył na Gozu, cóż za zdolny i pracowity chłopak z niego, ciekawe czym tak bardzo chce się pochwalić...pomyślał Mistrz. Gozu jakby wyczuł moment, szarpnął za wielkie przesuwane drzwi Warsztatu, wszyscy zebrani przed nim, z niedowierzania przetarli oczy, cofnęli się o kilka kroków, Mistrz Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningel osłupiał, od wielu, wielu lat bowiem nie widział tak wspaniałego smoka parowego, dzieła które konstruują jedynie najlepsi z najlepszych inżynierowie gnomiej cywilizacji. Z zamyślenia wyrwał go zapach jadła, dźwięk wielu talerzy, mis, półmisków, i tac stawianych przed nim. Nie zabrakło oczywiście kilku olbrzymich kufli z piwem, o które zatroszczył się karczmarz. Pochłaniając coraz to większe kawałki mięsiwa, solidne grube, i wysmażone kotlety, wspaniałe ziemniaczki z ziołami, golonki, Gozu połknął ku przerażeniu wszystkich obecnych całą faszerowaną gęś. Po pewnym momencie zajadając się kolejną porcją wędzonej ryby z jeziora położonego w kraterze Un`Goro, zdał sobie sprawę, że jego fundusze znajdują się na wyczerpaniu, zaczął rozglądać się za co bardziej pijanymi gośćmi Tawerny. Po kilku minutach, z wielkim kawałkiem kurczaka w polewie miodowej w ręce, podszedł do kilku bardziej pijanych, acz bogato ubranych klientów lokalu. Witam szanowni panowie, cóż za wspaniała okazja, aby zapoznać się i powiększyć krąg znajomości, mówiąc to obgryzał już kolejną golonkę, a skąd ją wziął tego nie wie do dzisiaj nikt, Przełknąwszy kawał mięsa, rzekł do ludzi, Panowie, sytuacja jest sprzyjająca, może dla rozluźnienia atmosfery, zagramy w kości?, kilku ludzi natychmiast uśmiechnęło się do niego, A co możesz zaoferować drogi Panie, jako swój wkład w grę, oprócz swego pięknie wyhodowanego brzuszyska...powiedział jeden z lepiej bawiących się gości. A takowo się składa że mam przy sobie magiczny amulet, który jest dla mnie skarbem największym, ale jeśli się panie odważysz, zagram o niego z Tobą, o ile wyłożysz coś równie cennego, powiedział tak jak planował to rozegrać, poczym odwrócił się do ludzi plecami, i rzucił od niechcenia. Będę czekał na was przy moim stole. Po czym powoli, krokiem pewnym, acz spokojnym zaczął podążać po kolejny kawałek placka z wiśniami. Po niecałych dziesięciu minutach, dołączył do niego uradowany jegomość Franz, który usłyszał coś o amulecie, a że Franz był kolekcjonerem takich rzeczy, natychmiast zaproponował grę. Ależ oczywiście drogi Panie, chętnie rozluźnię się grą w stare, dobre kości. Gozu Wyjął jednym ruchem ręki spod szat kilka zdobionych kości, a drugą ręką chwycił smakowicie wyglądający kawał tortu z bitą śmietaną. Franz spokojnie ocenił wartość amulety, wyłożył na stół trzy złote monety i położył je obok medalionu. Drogi panie Franz, jeżeli ja przegram odchodzi pan ze swoimi monetami, oraz z moim, a wówczas pańskim już amuletem, natomiast jeżeli ja wygram, odchodzi pan z niczym. Franz przytaknął i rzucił kośćmi, odbiły się one od stołu, potoczyły, w stronę półmiska z wiśniami, po kilkunastu minutach gry, i chwilach szczęścia Franz zabierał się do Swojego ostatniego, decydującego rzutu, pot występuje na jego czoło, rozluźnia uścisk, kości leniwie opadają, szybują wręcz na stół, odbijają się od niego, podskakują energicznie, niczym małe ciasteczka na tłuszczu, powoli zatrzymują się, Franz wstaje od stołu, kłania się, sięga ręką po jedno ciastko, i odchodzi. W tym momencie do stołu podbiega jakiś wysoki człowiek, chwyta za kości i przygląda się im, Gozu rozumiejąc co zaraz się stanie, chwyta swój amulet, i trzy złociszcza jedną ręką, drugą porywa spory kawał baraniny i zaczyna biec w stronę drzwi, jakimś cudem, nie upuszczając ani pieniędzy, ani medalionu, ani wspaniale wypieczonej piersi barana, dobiegł do drzwi, gdy zdziwieni ludzie z Franzem na czele podrywają się, nagle dochodzi go krzyk dobiegający z sali...te kości są szlifowane!!......amator szlifowania kości, odgryzając ostatni kęs mięsiwa, puścił się biegiem w las, mając nadzieje na szybką ucieczkę, w mroku mnie nie znajdą, pomyślał...lecz po kilku metrach biegu ludzie dogonili go, przewrócili na ziemię, już czuł że to jego ostatnie chwile, gdy usłyszał głos kobiety, głos delikatny niczym wietrzyk polny, ale mocny zarazem niczym lawina...człowiek który siedział mu na plecach wstał, według słów które padły z jej strony wywnioskował że ochroni go. Nieznajoma spojrzała mu w oczy, poczuł dziwny chłód, nie chłód zimy, ale chłód obcy, niepojęty. Kobieta poprosiła go o oddanie trzech monet, na szczęście nikt nie wspomniał o medalionie. Kobieta, Narlien bo tak jej było na imię zapłaciła za strawę i zaprowadziła go do jej małego mieszkanka w Ironforge. Gozu zmęczony, po ciężkim dniu i nieciekawych przeżyciach niemal natychmiast zasnął.... Mistrz Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningel podszedł bliżej mechanicznego smoka, zachwycili się nim również inni Mistrzowie, z którymi rozmawiał Mistrz Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningel, podeszli bliżej ogromnego dzieła. Po kilkunastu minutach smok został wytoczony na zewnątrz, wszyscy zebrali się by podziwiać cudowne dzieło młodego inżyniera. Do prawdy fantastyczne, rzekł Dimble, fenomenalne, tak potężnego smoka, nie widziałem od czasu, umilkł, zganił się za przypominanie swym współpracownikom, i innym Mistrzom, o strasznej bitwie...Mistrz poprosił Gozu aby ten pobiegł po malarza, najznakomitszego malarza, gdyż dzieło to zasługuje na uwiecznienie. Konstruktor smoka wybiegł poza mury warsztatu, gdy nagle usłyszał syk, obrócił się, ujrzał kłęby pary, uśmiechnął się w duchu i powiedział do siebie....a jednak smok działa, obrócił się na pięcie, nie przebiegł nawet stu metrów, gdy ziemia zaczęła się trząść, pewnie smok rusza by przybrać odpowiednią pozę dla malarza, obrócił się, i spostrzegł że ze smoka wydobywa się czarny dym, sama konstrukcja się trzęsie, zaczął biec w stronę placu, ale tuż przy bramie, zauważył że smok nie mając zamiaru czekać w nieskończoność, podniósł się do góry, zasyczał, buchnął ogniem i po prostu wybuchł, wybuch sam w sobie nie był na tyle potężny żeby zabić kogokolwiek, gdyż smoczydło na szczęście poleciało w górę i tam efektownie rozleciało się na kawałki, przy przepięknym wybuchu kolorowych ogni, cały dom Mistrza zdewastowały kawałki wyśmienitego smoka, warsztat był w kompletnej ruinie, Przerażony Gozu ujrzał burmistrza miasta, samą Royway Ellywick Caramip Shamil Daerga, która była ubrana w piękną białą suknię, cóż suknia była piękna i biała przed wybuchem, teraz pozostało jej niewiele i już na pewno nie była ona biała...Gozu Ravi Ictusie Doru Jonescu Proudthinker, ryknęła pani burmistrz na całe gardło....a wyglądała tak, jakby za chwilę miała podzielić los smoka, co Ty sobie wyobrażałeś, coś Ty zrobił, czego oczekiwałeś, co chciałeś nam udowodnić...sprawca tego całego nieszczęścia stał z opuszczoną głową, kręcił nogą, i mruczał coś pod nosem...jak by to była moja wina, czy Ona nie rozumie że musiał przegrzać się kondensator parowy, i doszło do wycieku oleju, co razem dało ten oto przepiękny wybuch...tak według jej to wszystko moja wina. Do krzyków Pani burmistrz, dołączyli się inni Mistrzowie. Po kilkudziesięciu minutach, wszyscy zebrali się w pozostałości ogrodu Mistrza Mistrz Dimble Namfoodle Boddynock Garick Ningela, tak, pomyślał Gozu, kiedyś był to piękny ogród...nastała cisza, Przemówił Mistrz Dimble, Drogi mój wychowanku i uczniu, zawiodłeś mnie, zawiodłeś nas wszystkich, chciałeś zyskać w moich oczach, a jedynie w nich straciłeś, od tej poty nie będę już Twym mistrzem, od tej pory nie masz prawa przebywać już w tym mieście, gdyż stanowisz dla niego zagrożenie nie mniejsze niż znienawidzona Horda. Do zachodu słońca musisz opuścić to miasto...kilka godzin, tuż przed wyjściem wygnańca, w drzwiach już nie jego i tak zniszczonego pokoju, stanął jego dawny Mistrz, nic do niego nie powiedizał, podał mu tylko medalion, medalion który był ważny dla jego mistrza, ale on mu go oddał, spojrzał na niego smutnymi oczyma, odwrócił się i odszedł...Gozu przebudził się z tego snu, Narlien czekała na niego ze śniadaniem, podczas posiłku, jego nowa znajoma wypytywała o różne rzeczy, powiedział jej że został wygnany, przez nieudany eksperyment, ale nie chciał zdradzić szczegółów. Wyjawił jej ze nie ma rodziny, przyjaciół. Od tego momentu minęły dwa tygodnie z Narlien prawie się nie rozstają, jego nowa przyjaciółka uczy go teraz podstawowych zaklęć, koncentracji panowania nad sobą, mówi że tego uczył ją jej mistrz.... Dziękuję Ci droga Narlien, moja Przyjaciółko......A tutaj zamieszczam link do Histori Narlien Nasze historie sie troche uzupelniaja Historia Narlien |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |