|
Post #1
15 Oct 2005, 18:29
"Staneliśmy wtedy przed jaskinią. Poczuliśmy zapach siarki i gnijących ciał. Niezbyt miły zapach, powiem wam. Ale czego innego mieliśmy się spodziewać, prawda? W końcu szliśmy na smoka.
- Nie mogę! - krzyknął Rondell, energicznie machając różdżką. - Ja tam nie wejdę! - Rondellu, teraz nie możemy się poddać! Jesteśmy już tak blisko... pomyśl o skarbach... - rzekłem spokojnie. - Głupi krasnoludzie, tobie tylko bogactwa w głowie! Nie mamy szans! - Uwierz mi, uda się... - Nie!!! - krzyknął gnom - Wszyscy zginiemy!!! - To znaczy, że to koniec? Trzy miesiące wyprawy na marne? Pomyśl o Aramirze, który wyruszył z nami... chcesz żeby jego śmierć poszła na marne? Zginął za nas, za nas, rozumiesz?! Musimy wejść i pokonać Ghark'dagana! - Nie, nie mogę. Po prost nie... - powiedział, gdy zobaczył wielki klejnot przy wejściu do groty... A był to naprawde piękny klejnot, rubin bez żadnej skazy. Rondell patrył się na niego dłuższą chwilę, aż w końcu krzyknął tak głośno, że było by go słychać daleko, daleko stąd - WCHODZIMY! I weszliśmy nieświadomi niebezpiezpieczeństwa. Szliśmy przez długi zawiły korytarz wydrążony w grocie, zbierając po drodze klejnoty, zarówno wielkie jak i piękne. W końcu znaleźliśmy się w wielkiej pieczarze. Na nic nie zwracaliśy uwagi, gdyż na samym środku leżał wielki, gdzieś na 100 beczek piwa smok. Jego chrapanie było tak głośne że zagłuszało wszystko naokoło. Gdybyśmy przyszli z całą armią, z pewnością by nas nie usłyszał. I to był nasz największy błąd. Zlekceważyliśmy go. Zaczeliśmy pakować do worów wszelkie bogactwa, jakie znaleźliśmy. Gdy już więcej nie mogliśmy unieść i szliśmy do wyjścia, coś stało się dziwnego. Nie było żadnego wyjścia. Tam gdzie wcześniej był korytarz, teraz była ściana z litej skały. - To tylko iluzja! - krzyknął Rondell. Mylił się. Byliśmy straceni, uwięzieni ze śpiącym smokiem. Nie było nic, tylko się modlić. A modliłem się żarliwie, o pomoc ze strony bóstw. I pomogło. - Ten smok musi jakoś stąd wychodzić... - Mądra myśl... - Ale jak? - Poszukajmy jakiegoś tajnego przejścia.. I zaczeliśmy szukać. w końcu znaleźliśmy dziwną wnęke w ścianie... Ale co teraz? Próbowaliśmy wszystkego, zgadywaliśmy hasła, ale to na nic. Aż w końcu Rondell zanucił inkantacje, i do otworu wpadła ognista kula. Strop jaskini jakby znikł, byliśmy wolni... ale najpierw musieliśmy się wspiąć, co wymagało pozostawienia większości ładunku, i tak zrobiliśmy. Gdy się już znaleźliśmy na górze, usłyszeliśmy wołania o pomoc, a także ryk smoka na dole... ale to już zupełnie inna historia..." Jednak wnuki wołały - "Dziadku, opowiedz nam jeszcze jedną historię! Prosimy!". Stary krasnolud, na którego twarzy już od dawna widać zmarszczki i inne skutki starości, potrząsnął swoją ciemnorudą brodą, i rzekł miłym ciepłym głosem "Dobrze, teraz wam opowiem o tym jak zaczałem swoją wędrówkę. Więc to było tak..." Imię: Thorlon Rasa: krasnolud Profesja: Priest Wiek: 59 Płeć: Mężczyzna Wzrost: 139 cm Waga: 80 kg |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |