|
Post #1
21 Oct 2005, 15:20
Imie : Lee
Rasa: Krasnolud Klasa: Łowca Wzrost: 138.5cm Waga: 88Kg Włosy: Rude Oczy: małe brązowe Karnacja: Ciemna OPIS POSTACI: Niski krępy krasnolud, dobrze zbudowany ,broda zapleciona w jeden gesty warkocz sięgająca do pasa i dwa małe zwisające warkoczyki z wąsów. Twarz okrągła z małymi lecz bystrymi brązowymi oczami oraz dużym nosem , odziany w zbroje łuskowo ,gruby płaszcz z kapturem, trzymający w dłoniach wielki dwuręczny miecz oraz na plecach kusza z kołczanem strzał. HISTORIA POSTACI: O rzesz, psia twoja mać! - krzyknąłem, gdy smok znów mi się wywinął i bezczelnie kołował teraz nade mną tak, abym nie mógł go dosięgnąć z kuszy . Igrał ze mną, jak chciał - był bardzo chytry. Był, bo niestety ja jestem chytrzejszy. - Zaraz się z tobą policzę! - zawołałem, gdy ten latał wkoło doliny, ziejąc ogniem z paszczy. Umknąłem na moment i wyciągnąłem z za pazuchy zaklęcie Smocza Śmierć. Ponoć działa natychmiastowo, więc teraz będę miał okazję to sprawdzić. Stanąłem ze zwojem pośrodku doliny i złorzecząc, czekałem aż smok znów zanurkuje. Doczekałem się. Czerwony gad ruszył na mnie z furią, chyba dosyć miał tej gry. Już otwierał paszczę, aby spalić mnie na garść popiołu, gdy zdziwiony bardzo dostał w nią snop światła, który miał go uśmiercić. Nigdy nie wierz nieznanym handlarzom, powtarzałem później. Przez jakiegoś łachudrę omal nie zostałem usmażony na skwarek w moim pancerzu, który był przecież ognioodporny. Smok jednak dzięki tej sztuczce zupełnie stracił wątek i zawisł w powietrzu, machając skrzydłami. Zdziwił się przez chwilę na taki obrót sprawy, co ja wykorzystałem. Rozwarte szczęki nie zamknęły się, a gorący oddech zamarł w gardzieli. Chwyciłem wtedy miecz za ostrze jak dzidę wbiłem mu go aż po skórę na grzbiecie. Oczywiście zrobiłem to z odpowiednim wyczuciem, aby miecz nie uszkodził ognistych łusek które mogli mi się przydać na lepsza zdroje. Gad dopiero teraz się wkurzył, ale ja już tego nie poznałem na własnej skórze. Spadł na ziemię i orał chwilę łapami, póki jego powieki nie zamknęły się na zawsze. I co, beczko ognia? Kto kogo przechytrzył? – poczym wyciągnąłem ostrożnie miecz . Swoją drogą robicie się coraz mądrzejsze, życie daje wam szkołę. Jeszcze moment, a mi też dało by nauczkę. Niech no ja dorwę tego przeklętego kupczyka, nogi mu powyrywam! - odgrażałem się. Jednak, gdy już trochę ochłonąłem, zabrałem się do zbierania łupów po zdechłym smoku, nim do śmierdzącego cielska dobiorą się padlinożercy. Słońce już zachodziło, ostatnie jego promyki leżały jeszcze na łąkach, aby niechybnie zniknąć całkowicie. Dlatego trzeba się było spieszyć, ostatnio po zmroku robi się tu coraz bardziej niebezpiecznie. Nocą łażą tu dzikie zwierzęta, nie chciałbym się też natknąć na następnego smoka, przybyłego może w poszukiwaniu kolegi. Nie mam już tego fałszywego zaklęcia, które jednak, bądź co bądź, życie mi uratowało. Poza tym, tu nie o smoki chodzi, z którymi przecież umiem walczyć. Górami przemierzają te okolice dużo gorsze stworzenia. Wolałbym nie natknąć się na żadnego z nich, chociażby dlatego, że działają w grupie i jeden zaraz zwoła innych. Całe szczęście, że właśnie upolowałem tego przebrzydłego łuskowca, czatowałem na niego w okolicy już kilka dni, a gadzina nigdy nie chciała się pokazać na oczy. Teraz niech jego ścierwo rozszarpują orki, ja zadowolę się skórą, Łuskani, pazurami i kłami. Chociaż język też by się przydał. no i serce, z którego zrobiłbym pyszny samogon ogon to piękne trofeum a tam, nie mam czasu. Wolę życie niż bimber, zebrawszy wszystko, co mogłem udźwignąć ruszyłem ku jaskini, w której postanowiłem przeczekać do rana..... |
|
Post #2
06 Mar 2006, 11:33
jakby ktos szukal opisu Lee....
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |