|
Post #1
26 Oct 2005, 12:50
Tal Godfire
Opis: Wzrost: Małego trolla 180cm Waga: 65kg Włosy: Kruczoczarne Karnacja: Jasna kontrastująca z włosami Oczy: Ciemnobrązowe prawie czarne Widzisz idącą drogą postać. Jest to wysoki człowiek odziany w prosty strój kapłański. Zbliża się powoli, bez pośpiechu i w zamyśleniu stawiając kroki. Im jest bliżej tym lepiej widzisz szczegóły jego wyglądu. Ma bladą, spokojną twarz i ciemne, krótkie włosy. Jego ręce ściskają prostą dębową różdżkę z metalową końcówką. Nagle z zamyślenia wyrywa go krzyk dziecka. Rozglądasz się niespokojnie. Widzisz małego chłopczyka z pochylonym nad nim gnolem uzbrojonym w nóż. Wyciągasz swój miecz. Lecz nowy przybysz jest szybszy. Wypowiada krótką modlitwę i ciska kulą Światła w stwora. Podbiegasz do przeciwnika i atakujesz go. Po krótkiej walce, dzięki magicznemu wsparciu swojego sprzymierzeńca, uśmiercacie zwierzaka. Mały chłopiec patrzy na was z wdzięcznością. Spoglądasz w ciemne oczy kapłana. Zauważasz czające się w nich wspomnienia ze strasznej przeszłości. - Witaj przyjacielu- powiada... Historia: W wieku 15 lat rodzice wysłali mnie na wychowanie do zakonu Paladynów. Pragnęli bym został kapłanem i nauczył się pomagać ludziom. Po 5 latach nauki zdobyłem wystarczającą wiedzę by móc zostać wysłany na okres próby do Dalaranu by tam zdobyć doświadczenie i ewentualnie kontynuować naukę. Nigdy nie zapomnę wrażenia jakie zrobiła na mnie stolica czarodziejów. Te strzeliste wieże, duch magii unoszący się w powietrzu, sady, mury obronne, ogrody i Ona... Najpiękniejsza osoba jaką kiedykolwiek widziałem, czarodziejka Jesica. Te włosy, oczy, uśmiech... Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Dzięki mej mocy Światła mogłem odczuwać w pewnym zakresie uczucia innych istot. Jakże uradowało się moje serce gdy poczuło iż Jesica darzy mnie tym samym uczuciem co ja Ją! Swój pobyt w Dalaranie zapamiętałem jako najszczęśliwszy okres mego życia. Razem z Jesicą cieszyliśmy się swoją miłością. Planowaliśmy wspólne życie i wszystko układało się wspaniale. Do czasu... Pamiętam dobrze ten dzień. Dźwięk dzwonów, krzyki, błyski, ogień. Inwazja Płonącego Legionu. Rozkaz Landazara. Obrona biblioteki. Razem z mą ukochaną i garstką żołnierzy razem stawiamy czoło bandom demonów. Nagle czuję przenikliwy chłód przenikający mą dusze. Czuję zdradziecka magię śmierci. Moi towarzysze biegną do drzwi i zastają zamrożeni a ciężkie wrota rozpadają się w proch. Do pomieszczenia wkracza Lisz. Jesica miota w niego kulą ognia. Zawsze była bardzo odważna. Lisz paruje jej atak i ze śmiechem zabiją ją lodowym pociskiem. Patrzę jak ma ukochana pada powoli na posadzkę. Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Wzbiera we mnie wściekłość i gniew. Z krzykiem podnoszę magiczną laskę i uwalniając całą swą wściekłość palę Lisza demonicznym ogniem. Patrzę jak o ogłuszającym wrzasku zapada się w sobie i ginie. Podbiegam do martwego ciała Jesici. Płaczę nad nią i uwalniam cały swój żal. To nie możliwe, lamentuję. Niech będą przeklęci słudzy zła, niech wszyscy zginą! Nie zwracam uwagi na odgłosy bitwy nade mną. Chowam czarodziejkę i błogosławię jej grób. Spoglądam na resztki Lisza. Wśród spalenizny dostrzegam mały błysk. To czarny kamień. Podnoszę go. Czuję wielką lecz przeklętą moc jaka spływa do mej duszy przez otwór jaki zrobiła w niej ma strata. Nie opieram się. Czuję niepowstrzymaną chęć zemsty. Jednym ruchem rozwalam ciężką kolumnę. Wychodzę na zewnątrz i spoglądam na umierające miasto. Żądza odwetu na demonach i nieumarłych wzbiera we mnie jak niepowstrzymana fala. Nie pamiętam wiele z tego co stało się później. Jedynie uczucia: chęć zniszczenia, koszmary nawiedzające mnie w nocy, ból. Przez wiele tygodni błąkałem się po martwym Loarderonie zabijając nieumarłych i demony. Pewnego dnia spojrzałem na swoją twarz w kałuży wody. Zobaczyłem straszliwy obraz. Byłem cały czarny ze zniszczoną twarzą i płonącymi żywym ogniem oczami. Podróżowałem dalej. Nie wiem jak, ale udało mi się dotrzeć do wybrzeża. Moje płuca orzeźwił zapach morskiej wody, lecz nie umiałem odczuwać już przyjemności. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby nie Ona. Powoli zbliżałem się do małego pagórka. Nagle zobaczyłem stojąca na nim postać. Była to piękna kobieta z błękitnymi oczami i złotymi włosami. Pomyślałem, że mam halucynacje i widzę moją Jesice. Postać spojrzała na mnie zdziwiona. Poczułem jak resztki sił opuszczają mnie. Zemdlałem. Z tego co się dowiedziałem, byłem nieprzytomny 3 dni. Od śmierci i potępienia uratowała mnie czarodziejka Jaina Proudmoore władczyni miasta Theramore. Tam zaopiekowali się mną kapłani uwalniając mnie od wpływu demonicznego kamienia, którego mocy się poddałem. Dowiedziałem się o wydarzeniach, które zdarzyły się ostatnimi miesiącami. O zagładzie Płonącego Legionu, Pladze, upadłym sojuszu z Hordą. Musiałem od nowa przemyśleć swe życie. Dokończyłem mą edukację kapłańską i zrozumiałem wiele ważnych rzeczy. Nie pragnąłem już zemsty, lecz chciałem oddać się całkowicie służbie Światłu i Lady Jainie. Poprzysiągłem Jej wierność i zapragnąłem wstąpić do Jej elitarnej gwardii. Niestety byłem za młody. Jedynie doświadczonych magów i wojowników może spotkać ten zaszczyt. Dlatego za pieniądze, które zarobiłem lecząc wieśniaków wyruszyłem do Stormwind. Tak zaczęło się moje nowe życie. Życie wojownika Światła... ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Proszę o założenie konta i możliwość gry na Serwerze Mroczne Wrota. 😛 Ale się podlizuję. 😀 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |