|
Post #1
27 Oct 2005, 16:13
I
Posępnym widokiem i wielkim bólem zakończyła się ta wyprawa. Często mawia się, iż nie należy wtykać nosa w sprawy przerastające własne umiejętności i swój rozum, Anarion był jednym z tych, którzy żądni wiedzy pchali się tam gdzie mogli ją zyskać. Nigdy nie zwracał uwagi na konsekwencje, choć wpajano mu to od dziecka. Mądrość, którą posiadł przez te lata nie zmieniła tego, powiedziałbym, że bardziej rozpaliła w nim żądze poznania, której poskromienie było zbyt wielkim trudem dla jego ducha. Wyprawy, które prowadził, zawsze wiązały się z poszukiwaniami tego co ukryte i zatajone dla większości ludzi, poszukiwaniami wiedzy trudnej do zrozumienia, ale jakże pociągającej Stał, wraz z czterema towarzyszami, wyczerpany i poraniony po cieżkiej walce z nieumarlym. Jedyne co mu pozostalo to pierścień z palca jego mentorki i przewodniczki Feliandry której żywot wlasnie się dokonał. Wiatr był bardzo silny przepełniony stechlizna. Anarion miał dziwne uczucie, iż stoi na cmentarzu. W istocie cała kraina była jednym wielkim cmentarzyskiem gdzie wszystko albo było martwe albo dogorewalo. Przed sobą widział dwa czarne filary połączone łukiem, dostrzec można było na nich okrutne runy wymazane krwia. Bez wątpienia znajdował się u wyjscia złowrogwiej doliny. Co go zapchało w tak okrutne miejsce wraz z towarzyszami? Stracił wszystko co było cenne, wszystko na czym mu zależało. W pewnym momencie, wściekłość wzięła górę, odwrocił się i zaczął iść kierunku krypty z której z takim trudem uszli z życiem. Targany szaleństwem nie słyszał towarzyszy, szedł aż nie powalil go Dwimberg jedyny wojownik w grupie i jego przyjaciel. - Co cie opętało?! – krzyknął – nie wystarczy że Feliandra nie żyje, chcesz i ty zginąć!? Za jaką sprawę, już i tak nic nie poradzisz. Anarion nie odezwał się, rozumiał iż Dwimberg ma racje, To nic nie zmieni, a na pewno nikomu nie przywróci zycia. Podszedł do niego Sildarin mag i pomógł mu wstać – To wielka strata dla nasz wszystkich, lecz nie możesz pałać żądzą zemsty, jesteś paladynem, poskrom swoje emocje, daj dojść rozumowi i wierze do słowa. Serce podpowiada mi że jeszcze tu wrócisz, lecz w tedy nie będziesz potrzebował niczyjej pomocy, a dokonasz tu wielkich czynów… - Musimy ruszać, tu nie jest bezpiecznie – oznajmił Dwimberg. Wszyscy pozbierali to, co udało się uratować i ruszyli w drogę. Wlekli się bez ustanku kilka godziny, mijając szarpane wiatrem spróchniałe drzewa, których i tak nie pozostało wiele. Wzgórza po obu stronach doliny porośnięte były zmarniałą trawą, przypominały pustynie, bez jakiejkolwiek zieleni, bez życia. Znali tę drogę, niegdyś było tu pięknie, póki Legion nie splugawił tej ziemi. Słońce zaszło za widnokręgiem śląc do podrużnych ostatni promień. W końcu mag nie potrafił utrzymać tępa – muszę zrobić postój, jeśli nie wypocznę to pewnie skonam kilka metrów dalej - Masz rację - powiedził Dwimberg - ja też daleko już nie zajdę a wątpię żeby ruszyli za nami w tak daleki pościg, pyzatym zabiliśmy tego lisza… - Nie byłbym tego taki pewien - powiedział Anarion – coś mi się wydaje że cała nasza podróż miała prowadzić do takiego końca, nie znaleźliśmy berła a straciliśmy Feliandrę. Za łatwo było nam się wedrzeć do tych katakumb. - Możliwe, ale mamy teraz inne zmartwienia na głowie. Kto stanie pierwszy na warcie?? - Ja, może uda mi się zrozumieć tę kwestię - Anarionie, obudź mnie najpóźniej za dwie godziny - oznajmił Sildarin – także ciekawi mnie ta sprawa, szczególnie, że możesz mieć rację. Nie mówiłem wam tego wcześniej, a może to być ważne zważywszy na to co się stało. Jak wiecie Feliandra była moją uczennicą, jedyną która mnie przerosła, ależ byłem z niej dumny – mag posmutniał jakby przygniotło go poczucie winy - w każdym razie, kilka lat po tym jak mnie opuściła i ruszyła w podróż, spotkałem człowieka, który przepowiadał kolejny armagedon, wszyscy mieli go za dziwaka czy wariata, lecz ja czułem, iż coś się ma zdarzyć. Z tego powodu wyruszyłem, aby ostrzec Feliandrę. Okazuje się jednak, iż zbyt późno – Mężczyzna sposępniał –musze się nad tym dobrze zastanowić, Anarionie weź pod uwage to co powiedziałem, może to być bardzo ważne. Pamiętaj, obudź mnie za dwie godziny do tego czasu powinienem wypocząć – czarodziej ułożył się i zasnął. Tak też uczyniła reszta, jedynie Anarion pozostał świadomy by przemyśleć wszystko w spokoju. Był zmęczony i nie miał siły leczyć swych ran. Wyciągnął jedynie koc z torby, położył go na ziemi i usiadł. Jego myśli krążyły wokół jednej osoby, wróża który opowiedział o „Berle Chwały”… - To potężny artefakt, pochodzący jeszcze z czasów pierwszej wojny z nieumarłymi - mowił – Musicie go znaleźć, w przeciwnym razie nie będziemy mili żadnej broni przeciw nim, procz siły swych rąk. Wróż wciąż nalegał, aż Feliandra, ku swojej zgubie, zgodziła się na te wyprawę. Czemuż ja na to przystałem?? – Myślał Anarion - dlaczego nic nie podejrzewałem, Czemu wróż tak nalegał?? – Dręczyły go te pytaniai nie potrafił ułożyć tego w żadną logiczną całość. Nagle coś zaszemrało. Nie był to wiatr, ten bowiem ucichł dobrych parędziesiąt minut wcześniej. Brzmiał to raczej jak nadepnięcie na krzew, lub coś podobnego. Anarion wstał rozglądał się przez chwile, lecz nic nie zobaczył. Miał dziwne wrażenie iż coś się mu przygląda. Pod wpływem nagłej myśli zbudził Sildarina i Dwimberga, prosząc pierwszego o mały snop światła w kierunku zachodnim, lecz zanim Sildaril to uczynił posłyszeli kilkanaście głosów i z mroku wyłoniły się ghule, Wszyscy wyciągnęli broń, Dwimberg rzucił się na najbliższego strącając głowę z karku , Anarion rzucił czar a jeden z atakujących ghuli rozbłysł i pękł na dwoje, buchnął wielki płomień i Sildaril powalił dwóch następnych. Ering i Lurin powalili jeszcze po jednym, gdy atak ustał, ghule wycofały się w cień przerażone siłą i determinacją broniących. - Cyba nie spodziewały się tak zaciętego oporu – powiedział zadowolony z siebie Lurin uderzając ręką o swój topór – ale o dziwo wbrew naszym przemyśleniom wyruszyli za nami. – Wszyscy milczeli, a po chwili odezwał się Ering - Nie, to nie były ghule z miasta, mają inne emblematy, zresztą przypuszczam iż te z miasta nie cofnęły by się, tylko atakowały do ostatniego żyjącego. To nadal jest kraina nieumarłych, wciąż jesteśmy narażeni na ataki innych szczepów, musimy ruszać dalej. - Anarion jeszcze nie odpoczywał - powiedział krasnolud – jęsli bowiem chcecie ruszać teraz to pozwólcie mi się chwile skupić i może uda mi się coś poradzic na jego znurzenie. Lurin wypowiedział kilka słów w swoim ojczystym języku Anarion napełnił się białym światłem, które po chwili zgasło, dając paladynowi siły i otuchy. Rany na jego ciele zaczęły się zabliźniać by po kilku godzinach zamknąć się całkowicie. Wszyscy ruszyli żwawiej niż poprzednio. Po prawej stronie rozpoczął się las, który nie wygładł na zupełnie zniszczony. Gdzieniegdzie widać było zieleń która wraz z odległością od miasta umarłyh i krypt pojawiała się coraz częściej. Szli teraz wąskim nie zadbanym traktem, porośniętym chwastami. Droga Ciągnęła się prosto jak okiem sięgnąć, a w sercach z każdym krokiem pojawiała się otucha. -Wydaje mi się, iż czas najwyższy abyśmy pomówili o tym, co wydażyło się w ostatnim czasie – Rozpoczął w końcu Siladil -Tak czas po temu najwyższy – odpowiedział pallayn – nie wchodziłeś z nami do krypt, ale i ty powinienes zauważyć że nikt nie stał na straży. Tak samo gdy my wchodziliśmy, ale… zaczynam od konca. Myślałem przede wszystkim nad tym co nas skłoniło do tej wyprawy – i Anarion opowiedział historie spotkania z wróżem. Czarodziej słuchał o przebiegu wyprawy aż do wydażeń z liszem – Dalsze fakty już znasz. -A więc z tego co mówisz spotkaliście tego samego człowieka który mnie ostrzegał przed Armagedonem. Sądze iż była to pułapka, lecz nie wywałana przez wróża ten bowiem jak sam powiedziałeś nie wiedział gdzie znajduje się berło. Przypuszczam, iż ktoś już wtedy dokładnie was obserwował i zafałszował dokumenty aby waz wciągnąć w pułapkę. - Teraz jednak nie rozwiążemy tej zagadki, musimy się dostać do Biblioteki Stormwind by znaleźć odpowiedź. W tedy czytając zapiski, poddasz je wnikliwej analizie. Podażając dalej widok coraz bardziej się zmieniał. Ciemny las skończył się raptownie na krawędzi skały, której stok opadał bardzo stromo w dół. Tutaj droga odbijała na zachód wiodąc wzdłuż krawędzi. Towarzysze przystanęli na odpoczynek właśnie w tym miejscu by podziwiać piękny widok. Skała na której stali miała wysokość sążni opadała ku dolinie porośniętej gęstym lasem. Gdzie nie gdzie, można było zauważyć polany. Na jednej z nich, zamiast zielonego podłoża widzieli coś zupełnie innego. Mieszały się tam kolory szary i czarny, nie potrafili jednak dostrzec, co to takiego. Serca w nich skamieniały, wiedzieli bowiem iż nie wróży to nic dobrego. Szybko pozbierali się i ruszyli dalej, przy czym poruszali się najszybciej jak to było możliwe. Zaniepokojeni zaczeli w końcu schodzić ze skały krętą ścieżka, do której doprowadziła ich droga. Nie zwalniając tępa parli naprzód, aby zbadać zjawisko. Zagłębiając się w las poczuli niezwykłe napięcie, jakby cała kraina oczekiwała na coś. Wiedzieli, iż szare miejsce znajduje się na południowy wschód od drogi, toteż ruszyli czym prędzej w tym kierunku. To co znaleźli było jednak złowrogim obrazem zniszczenia. Las zaczął po pewnym czasie mrocznieć, pnie czerniały i gniły. - To jest splugawiona ziemia! - Wykrzyknął Ering – nieumarli! - Biada nam, ruszajmy czym prędzej – powiedział mag – Nieumarli znowu pragną walki, teraz musimy zdwoić nasza prędkość by dotrzeć do miast ludzkich zanim ta armia dotrze. Musimy jak najszybciej znaleźć się w Red Ridge tam pomyślimy co dalej. Prędkość z jaką się poruszali była naprawdę zdumiewająca, korzystając przy tym z każdego skrótu jaki w tej krainie znali, truchtali ku swemu przeznaczeniu, może nawet przeznaczeniu całej ludzkości. To już nie była wyprawa po skarb, tylko sprawa całego narodu, zresztą cała podróż była tylko uknutym spiskiem, którego jedynym błędem było to iż nie uwzględniał on, że Sildaril może się dostac do krypt i pomóc Feliandrze. Niestety jej nie udało się uciec i przynajmniej jedno z założeń twórcy ziściło się. Słońce znów zaszło za górami, tym razem jednak nie staneli na odpoczynek, jeszcze nie teraz, gdyż armia nieumarłych własnie ruszyła w swoją podróż. -Nieumarli będo poruszać się tylko po zmierzchu, więc musimy także teraz iść, odpoczniemy chwilę przed świtem, to jest jedyna możliwość byśmy zdążyli na czas, gdyż z każdym dniem będziemy ich dodatkowo wyprzedzać. Noc mijała utrudzeni nie mieli już wiele siły ale to wola sprawiała iż szli dalej. O świtaniu zrobili postój, byli jednak tak zmęczeni że nawet nie pomyśleli o warcie, wszyscy położyli się i natychmiast zasneli. Nie minęły cztery godziny i znów byli na nogach, posilali się idąc, całe szesnaście godzin szliby znów zatrzymać się na kilka godzin. Tępo pochodu było tak wielkie iż po trzech dniach wyprzedzali Legion o dobre półtora dnia, a przypuszczali iż po dotarciu do osad ludzkich będą mieli jeszcze całe cztery dni na przygotowania. Czadź ciągle byli wyczerpani musieli przeć dalej, minął kolejny dzień w którym oprócz widoku nic się nie zmieniało, praktycznie nie odzywali się do siebie szczędząc siły. Po kilku kolejnych dniach mordęgi, wkroczyli na Red Didge i z tamtąd nie było już daleko. Dotarli do wioski z kąd na orłach udali się do Stormwind by wszystkich powiadomić o niebezpieczeństwie, które jak się okaże nie jest jedynym…. powyższa opowieść jest częścią opowiesci Fel, która nie zostala przedstawiona... postacie sa fikcyjne z dwoma tylko wyjątkami, głownego bohatera i Fel, za jego zgoda... Postaram się jeszcze coś dopisac bo historia absoloutnie nie jest skanczona, jest to bardziej wprowadzenie do dalszej czesci ktora niebawem moze sie pojawic:)) |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |