|
Post #1
31 Oct 2005, 13:01
Dla Ermina ten dzień nie różnił się niczym od pozostałych. Nawet nie podejrzewał, że będzie to dla niego dzień ostatni...
Tak jak codziennie siedział w karczmie popijając piwo z przyjaciółmi i podrywając dziewkę służebną. Coś go jednak niepokoiło, mówiło mu, że to nie jest szczęśliwy dzień dla niego. Co chwila odwracał wzrok na dziwnego, tajemniczego mężczyznę siedzącego samotnie w mrocznym kącie karczmy. Nieznajomy przyglądał się ludziom, niczym rzeźnik oceniający bydło na targu. Gdy ich spojrzenia spotkały się, młodzieniec szybko odwrócił wzrok. Jego życie i tak było dostatecznie skomplikowane bez kłopotów z przybyszami, więc starał się ich unikać. Mimo wysiłku woli jego wzrok jednak sam wędrował do nieznajomego. Gdy chłopiec zorientował się, że mężczyzna kieruje wzrok w jego stronę, gwałtownie się odwrócił. Zbyt gwałtownie... Na jego nieszczęście przewrócił kufel z piwem, co nie uszło uwagi karczmarza ani przybysza. Ermin był przerażony, to coś w tym tajemniczym mężczyźnie wywoływało w nim taki lęk. Postanowił szybko wyjść z karczmy, zanim narobi sobie kłopotów. Zaraz za drzwiami oberży puścił się biegiem w pierwszym kierunku, który mu przyszedł do głowy, czyli w stronę centrum miasteczka. Po chwili zatrzymał się by odetchnąć. Był już daleko... W tym momencie poczuł uderzenie w tył głowy... Widział już tylko ciemnosc... Obudził się w ciemnym pomieszczeniu. Jednym oswietleniem była mała świeca stojąca na stoliczku przed nim. Spróbował się ruszyć, ale ku jego przerażeniu był przywiązany do krzesła na którym siedział. Próbował się wyrwać, lecz był mocno związany. - Nie kłopocz się, umiem wiązać ludzi – usłyszał. Głos był spokojny, o głębokim brzmieniu. Nie dało się w nim wyczuć ani krzty uczuć, jedynie absolutną obojętność. Po chwili wpatrywania się w ciemność chłopiec zauważył ciemna sylwetkę, prawie niewidoczną w panującym mroku pomieszczenia. Nie widział dokładnie rysów, ale miał przerażającą pewność, że owym człowiekiem był właśnie tajemniczy nieznajomy z karczmy. – Coś za długo mi się przyglądałeś bratku, a ja tego nie lubię... W końcu nie po to się ukrywam, żeby taki gnojek jak ty mnie zdemaskował – Ermin próbował z siebie wydobyć głos, ale przerażenie odebrało mu mowę. Nieznajomy nic nie mówił przez chwilę, po czym podjął znowu – Już i tak za dużo ci powiedziałem, gdybym cię puścił wolno zaczęłyby się pytania... a ja zamierzam zabawić w tym mieście jeszcze trochę czasu. Mogę ci więc opowiedzieć o sobie, byś wiedział z czyjej ręki zginiesz. Jako jedyny poznasz prawdę o wydarzeniach sprzed dwóch lat – Od strony nieznajomego napłynął gorzki śmiech. - Kiedyś byłem taki jak ty: młody, szczęśliwy i pełen zapału. Przeżywałem swoje radości i smutki, miłości i nienawiści tak jak zwykli młodzieńcy. Lecz do czasu... do czasu, gdy mój rywal w walce o serce pewnej dziewczyny oskarżył mnie o morderstwo wcześniej wspomnianej panny. Ha! Gdybym miał już kogoś zabijać, pierwszy w kolejce byłby właśnie ten głupiec. Ale ludzie posłuchali jego... Ten glupi motłoch złożony z świniopasów i kłamliwych dziwek śmiał się odwrócić ode mnie, Dericka! Zostałem skazany na wygnanie, ale to nie znaczy ze przegrałem... jeszcze mnie popamiętali. Odszedłem w pobliskie lasy, ucząc się jak przetrwać i obmyślając plan zemsty. Wkrótce dołączyło do mnie więcej banitów z pobliskich wiosek. Podstepem i intrygą zdołałem zapanować nad tą bandą półgłówków i zmusić ich do wykonywania mojej woli – przybysz zaśmiał się, po czym podjął znowu – poprowadziłem tę hołotę do ataku na „moja” wioskę. W ciemności nocy zapłonęły strzechy i rozległy się krzyki konających. Byli zarzynani jak zwierzęta, których zachowanie przyjęli. Wszyscy, poza jednym wyjątkiem: tym skundlonym gnojem, który ośmielił się wystąpić przeciwko mnie jako pierwszy. Nie mogłem pozwolić, aby po prostu zginął tak jak reszta, zadbałem o to, bym ja także miał rozrywkę. Jęki zarzynanych i błagania o litość były muzyką dla mych uszu. Przejechałem się główna ulica i wsłuchiwałem się w nią. Niejeden widząc mnie błagał o litość, błagali mnie, którego wcześniej skazali na banicję za rzekome zbrodnie! Ha! Z tym większą rozkoszą patrzyłem na ich śmierć. Gdy przyprowadzono przed moje oblicze tego zdradzieckiego psa, prawdziwą radością pałało moje serce. W jego oczach widziałem przerażenie i błaganie. Delektowałem się jego cierpieniem, gdy kazałem mu wypruć jelita, przybić je do słupa i pędzić tego głupca wokół niego dopóki żył. Jego cierpienie dało mi poczucie satysfakcji i dopełnienia zemsty. Czułem się niby bóg, bo czyż zemsta nie jest rozkoszą bogów? Potem plądrowaliśmy inne bezbronne wioski. Stałem się sławny jako Krwawy Randall, z pewnością słyszałeś – na widok przerażenia pomieszanego z fascynacją w oczach chłopca Derick zaśmiał się – Taaak, widzę że o mnie słyszałeś. Jednak, po jakimś czasie znudziło mi się takie życie. Ileż można palić, rabować i plądrować? Dlatego po którejś z kolei udanej akcji zakazałem palić karczmy. Do tej pory ci kretyni z mojej bandy po prostu wynosili beczki z winem z budynku, a resztę palili. Cóż za marnotrawstwo! Gdy tylko wydałem ten zakaz, te moczymordy zaraz wywęszyły okazję do biesiadowania. Zgodnie z moimi oczekiwaniami po chwili wszyscy leżeli pijani w budynku. Więc bez trudu podlałem resztkami spirytusu ściany i podpaliłem budynek. Głupcy, prawie co do jednego spłonęli w pijackim śnie. Tych zaś, których nie strawiły płomienie, wyrżnąłem osobiście. Od tamtej pory podróżuję po świecie szukając zapomnienia i nowych radości. Niestety, obawiam się, że są to poszukiwania próżne...Dość jednak użalania się nad sobą, pora umierać. Chłopiec nawet nie poczuł bólu, już wykrwawiał się na krześle. Dusił się, próbując złapać oddech w rozciętą krtań. Zdołał jeszcze tylko zobaczyc dokładniej sylwetkę nieznajomego na tle światła księżyca w drzwiach. Potem była już tylko ciemność... Imie: Derick Profesja : Warlock (banita 😊 ) Rasa : Gnom Wiek : 35 Wzrost : 100 cm Derick nie jest raczej duszą towarzystwa. Woli samotność i nie lubi kiedy ktoś na siłę chce go uszczęśliwić. Od najmłodszych lat interesuje się ciemną stroną magii i zawsze pociagało go życie Warlocka. Derick jest docyś wysoki jak na gnoma. Ma czarne włosy ( prawie zawsze prztłuszczone) opadające na uszy. Jego szare oczy przypominaja niekończace się tunele. Nigdy się nie uśmiecha. P.S. Moze i postać z historii wygląda na człowieka ale jak będzie trzeba to napisze coś innego typowo dla gnoma |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |