|
Post #1
06 Nov 2005, 15:22
Imie: Lezard
Rasa: Troll Klasa: Mag Wzrost: 190 cm Waga: 80 kg Wlosy: Fiolet Dosc szczuply jak na trolla, nie przypomina rozroslych cial trollich wojownikow. Cera barwy jasno-fioletowej. Wlosy rozproszone w kolorze przypominajacym jego skore lecz nieco bardziej ciemniejsze, podobne do koguciego grzebienia. W momencie kiedy obraca sie w Twoim kierunku dostrzegasz jego oczy, krwiste a wokol zrenicy zataczajacy regularne kola ogien. Przygladasz sie teraz jego klom, sa w odcieniu brazu - kojarza Ci sie ze sloniowymi. Jest ubrany w szara szate przepasana czerwona wstega, na ktorej widnieja nieznane Ci znaki. Porusza sie bardzo chaotycznie, jednak masz wrazenie, ze doskonale wie co robi. Gdy zbliza sie do Ciebie wyczuwasz tajemnicza energie emanujaca z jego ciala. Troll zatrzymuje sie pare krokow przed Toba, mierzy sie wzrokiem. Zawuwasz jak na jego twarzy powstaje lekko szyderczy usmiech. Nie jestes pewien co zrobic - wyjac bron czy czekac. Po chwili jednak odzywa sie do Ciebie we wspolnym jezyku: -Witaj wedrowcze Przyjmujesz powitanie i odwdziecasz sie tym samym. Rozmowa toczy sie przez chwile, po czym troll pyta: -Czy masz ochote wysluchac opowiesci o moim zyciu? Przytakujesz. -Najwczesniejsza rzecza jaka pamietam z dziecinstwa to nocny najazd murlocow na moja osade, ktora zamieszkiwalem wraz z rodzicami i reszta plemienia. Przelalo sie tej nocy bardzo duzo krwi moich pobratymcow, jednak mi udalo sie zbiec. Zaszokowany cala sytuacja potrzebowalem troche czasu zeby dosjc do siebie; przemierzalem kraine Stranglethorn w poszukiwaniu kogos kto moglby mi pomoc. Ta osoba okazal sie nie kto inny tylko ork o imieniu Ershak. Powiedzial mi, ze nikt oprocz mnie nie przezyl ataku poniewaz orkowie nie zdazyli na czas ze wsparciem. Zapronowal mi wspolna podroz do krainy Durotaru - zgodzilem sie. Po wielu trudach zwiazych z przeprawa przez nieprzyjazne tereny udalo nam sie tam dotrzec. Ogromnie zaskoczyl mnie widok trolli - Ershak nie wspominal ani slowem na ten temat, prawde mowiac bardzo malo sie odzywal. Nikt jakos szczegolnie nie zainteresowal sie moim przybyciem, wszyscy byli zajeci swoja praca. Moj przewodnik przyniosl nieco jedzenia po czym zaproponowal, zebym polozyl sie spac. Wspomnial takze, ze chce mnie komus przedstawic. Nastepnego dnia z samego rana Ershak wszedl do mojego namiotu, kazal ubrac mi sie w szate ktora lezala obok na stole. Zaprowadzil mnie do bydunku przypominajacego polowe dwa poloczone trojkaty. W srodku ujarzalem orkow i trolli krzatajacych sie po korytarzach w swoich codziennych obowiazkach. Ershak spojrzeniem wskazal mi sedziwego orka siedzacego na tronie wykonanym z kosci ludzkich. Rzekl iz mam podejsc do niego sam, po czym wyszedl z pomiesczenia. Stalem przed starcem w bezruchu, on takze sie nie ruszal. Po krotkiej chwili wzniosl glowe zerkajac na mnie. - Witaj, Lezardzie - powiedzial. - Skad znasz moje imie? - zapytalem z lekkim drzeniem glosu. - Wiem bardzo duzo i przepowiadam Ci, ze twoja przyszlosc bedzie zwiazana z magia. Po czym zamilkl. Zastanawialem sie przez chwile o czym on mowil, przeciez moj ojciec od poczatku zycia szkolil mnie w wojaczce. Nastepnego dnia udalo mi sie porozmawiac chwile z trollem zwanym Czarnym zebem. Opowiedzialem mu o ataku na moja osade oraz o tym co powiedzial mi Ork. Czarny - tak pozwolil mi na siebie mowic- powiedzial, ze Praruk (tak sie nazywal owy ork) moze wydawac sie troche szalony ale jest bardzo madry i nalezy wierzyc w to co mowi. Minelo kilka dekad. Poznalem sie juz calkiem dobrze z mieszkancami osady, pomagalem im w polowaniach i przy innych pracach. Ktoregos ranka wioska wstrzasnela wiadomosc o ciezko rannym Praruku. Po przybyciu na miejsce dowiedzialem sie, ze zranil go lotr z przymierza. Przemknal niezauwazony obok strazy i jednym dzgnieciem zatrutego sztyletu ranil orka. Wszyscy w smutku czekali na jego smierc gdyz juz wiedzieli, ze nie ma szans na jego ratunek - trucizna byla zbyt silna. Ciezko oddychajac zawolal mnie do swojego loza. -Bede Cie mial na oku - rzekl z lekkim usmiechem. Po czym chwycil mnie za reke przysunal szybkim ruchem do siebie, wypowiedzial cos w nieznanym mi jezyku. Ujrzalem blysk w jego oczach, moje cialo przeszyl dziwny dreszcz. -Znajdz go i zabij dla mnie - rzucil ostatnim tchem, po czym osunal sie po moich rekach i odszedl. Budzac sie nastepnego ranka po ciezkiej nocy, mialem wrazenie jakby cos we mnie bylo. Wyszedlem przed wioske aby troche pomyslec w samotnosci kiedy nagle ujrzalem dzika. Byl bardzo blisko a ja dosc daleko od osady, nie bylo mowy o ucieczce. Zaczal na mnie szarzowac z pelnym impetem. Przerazony patrzalem mu w oczy, wtedy skoczyl na mnie jednak udalo mi sie uniknac ciosu. Obrocilem sie i nagle poczulem tejmnicze mrowienie w rekach. Spojrzalem na nie i zobaczylem jak plona jednak mnie to nie parzylo. Dzik zaatakowal raz jeszcze i w tym momencie 'strzelilem' blekitno- czerwonym ogniem prosto w jego grzywe. Dzik zszokowany i palacy sie zwial do pobliskiej rzeki. Bylem wielce zainteresowany cala sprawa, rozmawialem o tym z mieszkancami osady. Wszyscy zgodnie skierowali mnie do Mistrza Magii w Ogrimmarze - Stolicy orkow. Podroz nie trwala dlugo. Bedac juz na miejscu zapytalem o droge do owego Mistrza. Po rozmowie z nim postanowilem zostac jego uczniem. Dlugie lata zglebialem tajniki magii, studiowalem magiczne ksiegi. Mistrz uczyl mnie panowania nad moca. A teraz zaczyna sie moja przygoda w poszukiwaniu mordercy Praruka. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |