|
Post #1
07 Nov 2005, 16:35
Urodzilem się 27 lat temu w odleglych krainach Azeroth. Zycie mlodego orka nie jest latwe. Zwlaszcza w przypadku wyksztalconych rodzicow. Calymi dniami uczyli mnie ortografii i gramatyki. Uważali, że poprawna znajomość języka ojczystego zrobi ze mnie "ludzi". Przyzwoitością przecież jest choćby podstawowa znajomość praw rządzących językiem mówionym, a zwlaszcza pisanym. Z reguly jestem osobnikiem spokojnym i ulożonym, jednakże są pewne rzeczy, których nie potrafię zdzierżyć. Jedną z nich jest odsylanie innych do slownika, w momencie kiedy sami nie potrafimy z niego korzystać.
Lata mijaly powoli i spokojnie. Jedyny problem stanowil fakt powszechnego stereotypu "glupiego i nieoczytanego" orka, z którym staralem się walczyć na każdym kroku. W końcu rodzice nie oszczędzali na mojej edukacji, posylali mnie do najlepszych szkól, abym godnie mogl reprezentowac swój ród. Poza tym, imię nadane mi po slawnym i szanowanym filozofie zobowiązuje. Po zakonczeniu studiow na Uniwersytecie w Undercity, wyprowadzilem się z domu i przenioslem do Thunder Bluff. Zawsze chcialem zostac Druidem. Od malego pasjonowalem się przyrodą. Mimo zapędów rodziców, aby uczynić ze mnie prawnika, nie poddalem się ich presji i skonczylem studia zwiazane ze swoją pasją. To chyba doprawdzilo oboje do groobu. Wiedzialem jednak, ze wiedza teoretyczna to za malo. Wierzylem, że doswiadczenie taurenow jest tym czego mi potrzeba. Nigdy w życiu bardziej się nie zawiodlem. Nie chciano mnie tam. Wmawiano mi, ze ork nie jest dobrym materialem na druida. Na nic zdaly sie moje blagania, nie nauczyli mnie nawet "Entlanitng roots". Po niepowodzeniu w Thunder Bluff, przenioslem się do Orgrimaru, gdzie otworzylem sklep z ziolami i przyprawami. Interes rozkrecal sie powoli. Prosperowalem coraz lepiej. Jednak życie z calą swoją brutalnością przerwalo tą sielankę. Podczas rozruchów, jakie wybuchly w Orgrimarze (nikt dokladnie nie wie co je spowodowalo), spalono caly dobytek mojego życia. Stracilem wszystko. Pieniądze, dach na glową. Od tamtej pory muszę radzić sobie w inny sposób. Żyję na ulicy, żywię się tym co ukradnę. Na początku bylo ciężko, wyrzuty sumienia mnie zjadaly. Jednak szybko przestalo to mieć najmniejsze znaczenie. Potrzeba chwili byla ważniejsza. To dziala jak narkotyk. Z czasem kradzieże przestaly mi wystaczać. Rozpoczęly się wymuszenia i rozboje, potem morderstwa na zlecenie (bez zlecenia zresztą też). I tak już egzystuję 4 rok. Nie narzekam na taki stan rzeczy, gdyż takie życie sprawia mi przyjemność. Także strzeż się wędrowcze, nie wiesz kiedy nadejdzie twoja godzina. Mogę czaić się w każdym cieniu, w każdym zakamarku. Miej oczy dookola glowy. PS: Mimo zupelnej zmiany poglądów i tak nadal hołubię się tym, że w przeciwiństwie do niektórych, moja nauka nie poszla w las. Potrafię poprawnie poslugiwać się swoim językiem ojczystym. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |