|
Post #1
10 Nov 2005, 14:59
Imię: Kerios
Płeć: Mężczyzna Rasa: Nocny Elf Profesja: Łowca Wiek: 142 lat Wzrost: 178 cm Waga: 72 kg Oczy: Zielone Włosy: Jasnoniebieskie Karnacja: Ciemna Spoglądając na Keriosa widzisz nie należącego do najwyższych nocnego elfa. Widać, że jest młody i dobrze zbudowany. Jego uszy są nieco krótsze niż u innych elfów. Mieszkałem ze swoją rodziną w wiosce zwanej Maeth Anlain co oznacza ?walka o wolność?(Maeth ? walka; An ? o; Lain ? wolność). Wioska przyjęła taką nazwę po zwycięskiej walce o wyzwolenie z ludzkim szlachcicem, który uznawał elfy za niższą klasę społeczną i używał ich jako swoich niewolników na jego ziemi, do której należała również ta wioska. Osobiście nie brałem w tym udziału, gdyż nie żyłem w tych czasach i mogłem od dziecka cieszyć się wolnością. Mój ojciec ? Faron, jest drwalem, matka ? Nana, jest typową gospodynią i strażniczką domowego ogniska. Mam starszego brata oraz młodszą siostrę. Brat nazywa się Hathol co oznacza ?topór?. Został nazwany tak, ażeby kontynuować zawód ojca. I faktycznie bardzo lubił topór. Szybko nauczył się nim władać. Muszę przyznać, że jak na elfa był bardzo silny i nigdy nie mogłem wygrać z nim w ?siłowaniu na rękę?. W wieku 120 lat (obecnie ma 162 lata) wyruszył w nieznane w celu zaciągnięcia się do armii i zostania jednym z wielu wielkich herosów. Przestał utrzymywać z nami kontakt i wszyscy się o niego martwimy. Utrzymywałem z nim bardzo dobre stosunki. Bardzo chciałbym się jeszcze z nim spotkać! Natomiast moja siostra ma na imię Baina i jest młodsza o 10 lat i jest wyjątkowo ładna. Wszyscy mężczyźni w wiosce się za nią oglądają. Pomaga mamie w jej pracach domowych. Życie w mojej wiosce wspominam dobrze i z uśmiechem na twarzy. Pamiętam jak tata często zabierał mnie i Hathola do lasu w celu nauczenia się czegoś o roślinach oraz zwierzętach żyjących we wspaniałych lasach. Mój ojciec jak na zwykłego elfa jest bardzo wykształcony. Często pomagaliśmy mu w rąbaniu i noszeniu drzew. W lesie się nawet bawiliśmy, na przykład w podchody, które muszę przyznać szły mi dobrze, tropienie zwierząt po ich śladach i inne takie. I tak żyjąc w spokoju bez większych problemów przeżyłem 129 lat. Tata zauważył, że bardzo lubię przebywać w lesie więc na moje 130 urodziny zapisał mnie na nauki do szkoły dla ?łowców?. Znajduje się ona w mieście o nazwie Taur. Jest to stosunkowo duże miasto w porównaniu z moją wsią. Uczyłem się tam strzelać z łuku oraz tworzyć strzały, władać mieczem. Przekazano nam również ogromną wiedzę o zwierzętach i lesie. Nauczono nas ukrywać się oraz poruszać po cichu. Umiem również obrabiać ze skóry zwierzęta oraz oswajać niektóre z nich. Dzięki tej szkole preferuje walkę na dystans, lecz na kontakt też potrafię nieźle walczyć. Wolę chodzić w skórzanych zbrojach niż w metalowych lub płytowych. Są takie nieporęczne! Na koniec szkoły zdałem egzamin. Polegał on na tym, że każdy z nas otrzymał zbroję, miecz, łuk oraz kołczan strzał. Nie dostaliśmy nic do jedzenia ani do picia. Mieliśmy przeżyć trzy dni w lesie bez pomocy z zewnątrz. Wyruszyło nas dwunastu. Egzamin nie należał do najtrudniejszych po tym czego nas nauczono, ale nie był też najprostszy. Wróciło nas czterech w tym ja. Dostałem na własność miecz, łuk oraz kołczan strzał jako nagrodę od szkoły. Nauka trwała 10 lat. Wspominam ten czas bardzo mile. Gdy wróciłem do domu wszyscy mieszkańcy wsi przyjęli mnie bardzo uroczyście. Następnego dnia odbyła się zabawa z okazji udanego zakończenia szkoły. Przez te 10 lat stałem się silniejszy, mądrzejszy, pewniejszy własnych umiejętności, samodzielny i odpowiedzialny. Jednym słowem dorosłem. Te dwa lata w domu przebiegły dziwnie, inaczej. Większość czasu przesiadywałem w lesie przypominając sobie czasy szkolne, przyjaciół, towarzyszy broni oraz nauczycieli. Dużo rozmawiałem z mieszkańcami wioski. Każdy pytał mnie jak było, czy było ciężko, jak jest w wielkim mieście, co tam jedzą, co tam piją, jak się ubierają, jak wyglądają domy. Każdy chciał również aby pokazać im jak się walczy, strzela z łuku, chcieli również aby pokazać im mój miecz, łuk. Stałem się jednym z bardziej znanych osób w wiosce. Nudziło mnie już życie prostego wieśniaka. Szare i nudne. Długo rozmyślałem czy nie ruszyć w drogę tak jak Hathol. Teraz go rozumiem czemu ruszył ku przygodzie. Rodzice zauważyli, że chcę wyruszyć. Po rozmowie z rodzicami uznaliśmy, że nie powiemy nic Bainie. Po trzech miesiącach od tej rozmowy spakowałem się i byłem już gotowy do drogi. Gdy Baina dowiedziała się, że wyjeżdżam nie była w najlepszym humorze. Powiedziałem jej oraz rodzicom, że ruszam ku przygodzie oraz w poszukiwaniu Hathola i kiedyś razem z nim wrócę do domu, do rodziny, do wsi Maeth Anlain. Do miejsca, w którym się urodziłem oraz przeżyłem całe swe życie, ponieważ przez te 10 lat poza domem byłem tam cały czas myślami oraz duchem. Wyruszyłem w drogę dokładnie w moje 142 urodziny. Moje największe zalety to: upór w dążeniu do celu, radość z życia, jeśli ktoś zasłuży na moją przyjaźń to może mieć we mnie lojalnego przyjaciela. Moje wady to: nie mówię jeśli nie warto a zatem małomówny, nieufny wobec ludzi z powodu pewnego szlachcica z historii mej wioski, lecz potrafię darzyć ludzi przyjaźnią jeśli na to zasłużą. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |