|
Post #1
11 Nov 2005, 17:23
Imię: Utrica
Wiek: 155 lat Wzrost: 170 cm Waga: 45 kg Profesja: Druid - No, wróciłaś. Gdzie tym razem się włóczyłaś? Z mroku wyłoniła się średniej wielkości pantera. Ciało miała poznaczone licznymi zadrapaniami, z ran sączyła się krew. Mimo to kot szedł powoli, wręcz dumnie, spokojnym krokiem podszedł do ogniska. - Z kim znowu walczyłaś? Co? Kot spojrzał na siedzącego przy ognisku człowieka. - Już ty nie patrz tak na mnie tylko się zmieniaj. Pantera mruknęła, po czym zaczęła lizać rany na lewej łapie. Mężczyzna przyglądał się temu zabiegowi, po chwili jednak, rozgniewany, powiedział: - A rób co chcesz! Uparta jak każda! Ja idę spać! I pilnuj ogniska! – po czym odwrócił się, i dość szybko zasnął, z głową opartą o korzeń rozłożystego dębu, w pobliżu którego rozpalił ognisko. Pantera jak gdyby nigdy nic lizała łapę. Księżyc powoli zbliżał się ku zachodniej stronie nieba, gdy mężczyzna się obudził. Ognisko wciąż się paliło, tak że mógł widzieć, jak siedząca pod drugim drzewem kobieta goi odniesione w kolejnej walce rany. - Po co tyle walczysz? Podniosła głowę. Jej spojrzenie zawsze robiło wrażenie, wśród przedstawicieli każdej rasy. Jedno oko zielone, drugie czerwone; w obu małymi czarnymi kropkami znaczyły się źrenice. - Idź spać. Wy, dzienne istoty, nie jesteście przyzwyczajeni do nocnego życia. - Daj spokój... - Śpij. Kobieta opuściła głowę, wracając do samouzdrawiania. Mimo że miała w tym dużą wprawę, musiała się mocno skupiać, tym bardziej że dzisiaj straciła dużo krwi. Walki ze zwierzętami wymagają wysiłku, a dziś po raz pierwszy walczyła z niedźwiedziem. To nic, że był młody. To oznacza tylko, że nie ma wprawy w walkach. I już jej nie zdobędzie. Było ciężko, ale doświadczenie i kocia zwinność, a dodatkowo efekt zaskoczenia, którymi dysponowała, dawały jej minimalną przewagę. To było to minimum, którego potrzebowała. Do kolejnego wieczoru po dzisiejszych ranach nie będzie śladu ani na jej ciele, ani w jej pamięci. Zostanie tylko doświadczenie, nauki wyniesione z kolejnej walki. Była druidką, tak ją wychowano, ale poza szacunkiem i swego rodzaju miłością do Matki Ziemi i jej dzieci, cechowało ją nietypowe dla kobiet, a w szczególności druidek, zamiłowanie do nocnych walk drapieżników. A ponieważ jako Nocny Elf była w pewien sposób nieśmiertelna, nie musiała obawiać się o stratę życia. Co najwyżej czekała ją długa i żmudna rekonwalescencja. Na szczęście póki co, kończyło się na rozległych, lecz łatwych do wyleczenia ranach. * * * Maszerowali cały dzień, z jedną tylko przerwą na odpoczynek. Przez cały ten czas kobieta nie odezwała się ani słowem, pogrążona w myślach o kolejnym wieczorze, który właśnie nadchodził. - Jak to jest widzieć w ciemności? - Co? – pytanie wyrwało ją z zamyślenia. - Podobno Nocne Elfy to potrafią. - Owszem. - Więc? - Więc co? - Jak to jest? - ... To po prostu jest. - ... Czy wszystkie Nocne Elfy są takie rozmowne? - A czy wszyscy ludzie zadają tak dużo pytań? - Ciekawość. Jestem druidem, jak ty. Ale pierwszy raz spotkałem druida, który byłby Nocnym Elfem. - ... - Jesteś bardzo małomówna. Wywyższasz się w ten sposób, wiesz? Kobieta wciąż nie reagowała. - Masz jakieś imię? - Utrica. - Pokrzywa? - Cicho..! – przerwała, nasłuchując. Z głębi lasu dobiegał dźwięk bębnów, gdzieś trzasnęły gałęzie. - Niedźwiedź... - Mogę… Nie słuchała go. Wbiegła między drzewa, podążając za odgłosem łamanych gałęzi. Bębny słyszała teraz wyraźniej, do tego dochodziły ją dźwięki fletu. „Polowanie...” Wiedziała już, że ktoś chce wyciągnąć niedźwiedzia – tylko na nie tu polowano – na otwarte pole lub po prostu wypłoszyć z lasu, gdziekolwiek, byle łatwo go było później zabić. Dla rozrywki, która jej nie odpowiadała. Rozróżniała swoją walkę o przeżycie, mimo że prowokowaną, od głupiej jej zdaniem, ludzkiej zabawy. W tej jednak chwili odczuwała wręcz wdzięczność dla głupiej rasy ludzkiej, gdyż dzięki temu będzie mogła znów sprawdzić się w walce. Gdy między trzaski wmieszały się pomruki zwierzęcia, przykucnęła i zmieniła się w panterę, postanawiając w duchu, że – jeśli Los pozwoli – skończy z drapieżnikiem w swej prawdziwej postaci. A póki co zostawiła krótki miecz i tarczę przy drzewie, na które wskoczyła, i stamtąd obserwowała pobliską polanę. Nie musiała długo czekać, by na skraju lasu zobaczyć niedźwiedzia; nie wbiegł on jednak na polanę, lecz… „Zatrzymał się?” Było to dość zaskakujące, ale trwało krótko – niedźwiedź przestał się wahać i wybiegł z lasu. Wtedy do uszu Utricy dotarł inny dźwięk – trzask dochodzący spod drzewa, na którym siedziała. Spojrzała w tym kierunku i zobaczyła innego niedźwiedzia, większego niż ten, którego płoszyli gońcy. Niewiele myśląc skoczyła na niego, chcąc zadać mu zawczasu jak najwięcej ran. Kropla drąży skałę, to powiedzenie można przełożyć na wiele sytuacji. Kot wbił się zębami w kark niedźwiedzia, jednocześnie orząc pazurami jego grzbiet, z którego zaraz został zrzucony. Przeciwnik odwrócił się i rycząc stanął na tylnych łapach. Zaatakowała od razu, kłami szukając gardła lub serca zwierzęcia, tak by szybko z nim skończyć, by uwolnić się z jego uścisku, zanim sama odniesie więcej ran. Kotłowali się dłuższy czas, warcząc i odskakując od siebie co chwila; niedźwiedź zdawał się walczyć delikatnie, jakby nie chciał jej zabić, a jedynie ogłuszyć. Nie zastanawiała się jednak nad tym, natchniona duchem walki, chciała znowu zwyciężyć. Udało jej się. Gdy niedźwiedź bronił się ostatkiem sił, osłabiony utratą krwi, wróciła do swej ludzkiej postaci, tylko po to jednak, by pokonać go stalą miecza. Gdy wbijała ostrze w jego krtań, zdało jej się, że między charczeniem słyszy ludzką mowę. Odrzuciła jednak tę myśl, kończąc żywot zwierzęcia pchnięciem prosto w serce. Dopiero poczuła, jak bardzo wyczerpała ją ta walka. Obejrzała się na tyle, na ile to było możliwe, oceniając stopień i rozległość ran. Było ich wiele, więcej niż noc wcześniej, niektóre krwawiły mocniej niż inne. Miała skórę zdartą z całego lewego ramienia, białe włosy zlepione krwią, czuła tez jej gorący strumień spływający po plecach, tak że nie mogła oprzeć się o drzewo, pod którym usiadła. Wiedziała, że może tu odpoczywać długo, bez obawy natknięcia się na drugiego niedźwiedzia, który, ostrzeżony przez martwego brata, pobiegł w inną stronę. Bębnów i fletów również nie było słychać, gdyż gończy uciekli widząc kotłowaninę dwóch dużych drapieżników. Nieuzbrojeni, naraziliby się na stratę życia, gdyby zwierzęta nagle zmieniły zdanie i zajęły się nimi, odkładając tymczasem własną walkę. Siedziała pod drzewem długo, sądząc że jej przymusowy towarzysz ją tu odnajdzie. Czekanie jednak nużyło ją, mimo że zajęła się leczeniem ran. Z drugiej strony, bynajmniej nie miała ochoty na towarzystwo człowieka, który sam do końca nie wiedział czego chce, i zadawał dużo pytań. Ta ciekawość kiedyś go zgubi, pomyślała. A póki co, wciąż brudna, ale odzyskawszy nieco sił, chciała obejrzeć tego, którego pokonała. Podchodząc do ciała zauważyła coś, co wcześniej umknęło jej uwadze – kolorową plecionkę zawiązaną wokół kostki lewej łapy zwierzęcia. Plecionka… „Identyczna z tą, jaką miał ten człowiek!” Teraz zrozumiała, czemu jej towarzysz nie nadchodził, oraz że między charczeniem naprawdę padły ludzkie słowa. Walczyła z innym druidem. „Nie. Walczyłam z niedźwiedziem, nic o jego prawdziwej naturze nie wiedząc. Chciał ocalić brata, otrzymał nagrodę.” Nie zastanawiała się nad tym dłużej, bo nie było nad czym – ona stąd odejdzie, ciało druida zjedzą wilki, albo znajdą je myśliwi, i wtedy zjedzą je ludzie. A ona musi szybko zaleczyć rany, to jest najważniejsze. Trzeba się leczyć. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |