|
Post #1
12 Nov 2005, 00:30
... Najwyższy czas opowiedz cos o sobie, chociaz ludzie których spotykam nie zadają za dużo pytań czasem widzę ich zaciekawione spojrzenia, kiedy mowie lub robię cos, co jest dosc dziwne w tych rejonach swiata...
Urodziłem się... Hmm nie, tak nie mogę zacząć ... Pierwsza rzeczą jaka pamiętam z mojego dzieciństwa był ogień i szczęk stali a także mojego ojca Ragnara zwanego także Bykiem, ponieważ chłop był wielki jak Dębowa Szafa, krzyczącego z Palisady naszego obozu „Bronimy się do końca nie oddamy darmo naszych skóóórrrrrrrrrrr – ostanie słowo przerodziło się w krzyk bólu i śmierci, w ten właśnie sposób zmarł mój ojciec... Chyba dlatego to wspomnienie tak bardzo wyryło się w mojej pamięci... Później zapanował chaos ludzie widząc ze ich Przywódca umiera wpadli w panikę każdy zaczął walczyć na własna rękę i niestety Paladyni, którzy nas zaatakowali zaczynali mieć spora przewagę... Tak byliśmy bandytami wyjętymi spod prawa rabusiami żyliśmy z tego, co uda nam ukraść z kupieckich karawan, transportów złota i właśnie tego dnia spadla na nas za to kara... Tak jak już mówiłem zapanował chaos, dym spalonych domów, zapach krwi, zaczynałem trącić przytomność kiedy uniosły mnie do góry czyjeś ręce posądziły na siodle konia... To była moja matka, kobieta wyjątkowej urody zawsze była przy mnie i tym razem nie zawiodła... Jechaliśmy przez kilka dni klucząc po lesie i wśród wzgórz starając się zgubić pościg noce zamieniały się w dnie wiele nie pamiętam z tamtych dni tylko głód, ból i zimno... W końcu wyczerpani kilkudniowa ucieczka dotarliśmy do wioski Ojca mojej matki, mieszkali tam rożni lodzie , myśliwi , rolnicy ,łowcy nagród , niektórzy tez byli wyjecie spod prawa, prawo nie sięgało tak daleko wioska rządziła się swoim zasadami, miałem wtedy ok. 7 lat ... Zamieszkaliśmy w chacie na uboczu, co prawda zostaliśmy przyjęci pod ochronę, ale mój dziadek nigdy nie wybaczył matce ze uciekała kiedyś wbrew jego zakazowi z Ragnarem ... Żyło się nam dobrze , dorastałem ucząc się walki i sztuki przetrwania , zawsze zastanawiałem się tylko dlaczego ludzie nazywali mnie przybłęda , matka po śmierci ojca zmieniła się, mniej się uśmiechała widać było ze bardzo brakowało jej męża wciąż chodziła zamyślona , czasem znikała na cale noce , zawsze pachniała ziołami słyszałem czasem jak ludzie z wioski czasem szeptają ze jest wiedźmą i chodzi nocą tańczyć boso z driadami przy świetle księżyca , raz czy dwa próbowałem ja śledzić, ale ona tak jakby rozpływała się na granicy lasu czasem pytałem ja co się dzieje, ale ona nic nie odpowiadała tylko uśmiechała się delikatnie i patrzyła Na mnie tak jakby mnie nie poznawała ... Kiedy miałem ok. 15 lat stało się cos co do dzisiaj nie daje mi spać po nocach... Był wczesny ranek jednego z tych ciepłych letnich dni słońce dopiero zaczynało majaczyć za horyzontem , ja poszedłem z samego rana z chłopakami na ryby , matki nie widziałem ...Kiedy tak siedzieliśmy sobie nad rzeczka , usłyszeliśmy wrzask starej Znachorki zbierającej jak co dzień rano zioła dochodzący od strony lasu , zerwaliśmy się jak jeden i pobiegliśmy w tamtym kierunku ... Głęboko w zaroślach stała blada jak wapno Znachorka , cala się trzęsła i powtarzała słowa „ tam na polanie , tam na polanie” ... Ostrożnie wyszliśmy z kniei na polanę widok, jaki tam ujrzeliśmy był okropny ... Zmasakrowane ciało mojej matki leżało pod jedynym drzewem, jakie rosło na tej polance ... Kiedy podbiegłem jeszcze żyła , któryś z chłopaków pobiegł po pomoc... Szok sprawił ze straciłem przytomność ... Obudziłem się przed domem w momencie kiedy ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody .... Usłyszałem słowa ‘ ona żyje jeszcze idź do niej , chyba zaatakował ja niedźwiedź , ale nie łudź się nie raczej nie przeżyje dzisiejszej nocy ‘ leżała na łóżku w naszej chacie na uboczu , majaczyła ... Mówiła cos o pamiętniku i o tajemnicy , niewiele z tego rozumiałem , miała wysoka temperaturę ... Siedziałem przy niej cala noc i kolejny dzień , kiedy znów nadeszła noc jakby oprzytomniała , zaczęła wracać do zdrowia . Ku zdziwieniu wszystkich po około tygodniu zaczęła normalnie mówić i powoli wstawać z łóżka ... Rany goiły się w bardzo dobrze i nad wyraz szybko , ludzie z obozu zaczynali cos szeptać wytykać mnie palcami ... Niewiele wtedy rozmawialiśmy pamiętam jak powiedziała mi ze teraz już nic nie będzie takie jak kiedyś ... Uspokajałem ja ze już jest dobrze ze będzie zdrowa ... Przy pierwszej pełni księżyca okazało się, co tak naprawdę stało się tamtej nocy na polanie , wtedy to nie był niedźwiedź tylko wilkoczlek czy jak się ich nazywa w innych stronach swiata wilkołak ...Zniknela nie wracała przez wiele dni do domu poszedłem jej szukać lasu i w końcu znalazłem ... Nie wyglądała tak jak słyszałem z opowiadać wyglądać powinna ... Była pięknym białym wilkiem o tak niezwykle ludzkich oczach ... Ludzie z obozu zaczęli na mnie mówić syn wilczycy . Z początku z uśmiechem który z czasem przerodził się nienawiść ... Pojawienie się takiego drapieżnika w okolicy spowodowało ze las wokoło zaczął pustoszeć większość zwierząt przeniosła się dalej , coraz częściej wywierano na mnie presje abym pozbył się Wilczycy zabił ja, ponieważ odbierała ludziom jedzenie ,a inni się bali się ja zaatakować mówili ze jest przeklęta poza tym tylko ja mogłem się do niej zbliżyć . Nie potrafiłem tego zrobić , czasem w jej oczach widziałem więcej człowieczeństwa niż u ludzi z wioski... Dni mijały pewnego dnia pomyślałem ze odejdę, wtedy właśnie przypomniałem sobie ze matka mówiła o jakimś pamiętniku , przeszukałem cały dom i znalazłem pamiętnik mojej matki i kilka pożółkłych kartek , opisujących noc moich urodzin , dowiedziałem się tez ze nazywam się Undomriel ze tak naprawdę to moi rodzice byli kimś innym ze ludzie których uważałem za matkę i ojca znaleźli mnie w lesie przy zwłokach jakiegoś człowieka ze urodziłem się w zła noc , zapytałem naszego szamana co oznacza „zła noc” powiedział tylko szeptem ze to noc spadających gwiazd ale nie chciał mówić nic więcej ... Tej samej nocy wyruszyłem, po przeczytaniu całego pamiętnika trafiłem na kilka śladów , chciałem się dowiedzieć czegoś więcej na temat mojego pochodzenia ... Wyszedłem z wioski ostatni raz obejrzałem się za siebie ... Na drodze stała ona , biała wilczyca , pokazałem jej pamiętnik , przechyliła delikatnie głowę jakby z aprobata i zeszła mi z drogi ... Przez cala noc towarzyszyło mi wycie Białej Wilczycy , ale było to inne wycie ... pożegnalne ... Przez około trzy lata tułałem się po świecie szukając prawdy o sobie, dokładnie w dniu kiedy skończyłem 19 lat stanąłem przed brama ostatniego Bastionu ludzi Wielkim i porażającym wspaniałością Stormwind Imię Artemis Wzrost 185 cm Waga 95kg Włosy Długie koloru jasnego Oczy niebieskie Spoglądasz na wysokiego dobrze zbudowanego mężczyznę można by rzec ze nawet przystojnego, pomimo młodego wieku widać ze ciężka praca nie jest mu obca. Zawsze czujne i przeszywające spojrzenie świadczy o inteligencji, na twarzy blizna, ale nie z typu szpetnych raczej dodająca w pewien sposób uroku. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |