|
Post #1
12 Nov 2005, 12:03
IMIĘ: Cavalorn
RASA: Człowiek KLASA: Wojownik WZROST: 180 cm WŁOSY: Brązowe OCZY: Piwne KARNACJA: Śniada WIEK: 19 lat Wygląd: Powiadają o mnie żem przystojny, choć wcale nie podzielam tego zdanie z innymi. Mam brązowe włosy do ramion. Moja cera jest śniada. Mam bliznę przy prawym oku od miecza mojego nauczyciela. Historia: Ojcem mym Neiron był. Kleryk, który umiłował pomoc ludziom, leczenie ich z chorób. Dziś już ludzi tak zacnych siem nie spotyka. Ojciec mój, choć serce ze złota szczerego posiadał, nie był głupcem i wiedzial, kiedy uciekać, lub, na kogo ręki z magiczna formułą nie podnosić. Mógłbym nawet domniemywać, iż posiadał on tak słynny w tamtych czasach dar przewidywania, tak zręcznie unikał kłopotów... Lecz opisać miałem, historyję mom, a nie ojca mego. Wychowywanym był na wzór i obraz Ojca. Ów ojciec chciałbym został jak on, mistrzem w leczeniu ran i pomagania ludziom - klerykiem, lecz jam wolał machać mieczem i toporem (ino mylić mnie z dawnymi barbarzyńcami, berserkerami NIE WOLNO, bo ten twój durny orczy łeb, co to właśnie się nauczył czytać i czyta mom historyje strącę z jeszcze durniejszego karku). Tak wiec za młodu jakżem szczeniakiem był chciano mnie zrobić na jakiegoś kleryka. Jakoż, że fajtłapa i baba był za młodu to Tatuś rzekł: -Uch ty durny ty! Za magie się nie bierz! CO to robisz! Nie mamrocz tej formuły teraz! AA....Ot i widzisz, co żeś znowu narozrabiał? O mało ojca swego nie przypiekłeś, idź ty lepiej do tego twojego miecza i naucz się nim machać, chodź mam dziwne przeczucie ze będę żałował tej rady... Tak to mnie ojciec wychowywał... O mieczem jako szczeniak machałem równie dobrze jak żem władał magia. W wieku lat 12 ojciec postanowił zrobić męża ze mnie, stwierdził wszak iż do wojaczki się nie nadaje to może będę kura domowa... I tutaj. O bogowie! Właśnie w tym okresie mego życia ujawniła się ścieżka życia mego. A stało się to w Karczmie przydrożnej... Była to zwyczajna karczma z krasnoludzkim karczmarzem, chciwym jak każdy krasnolud i barman w jednoczas. Tutaj poznałem prawdziwe oblicze mego ojca, i mnie samego. Siem okazało, iż Tatuś był, mimo iż kleryk i złote serce miał to Zapijaczona morda i dziwkarz był z niego. Ujawniało siem to ino w towarzystwie 'mężnych'. Tego wieczora w karczmie jak zwykle ojciec kończył piąty kufel piwa a ja ledwo się męczył z drugim (tak tak... miałem zostać mężczyzną..) Gdy weszły zbójcy do karczmy, jakoż, iż było ich 7 to ten wspaniały obrońca uciśnionych i bezbronnych, chciał dać nogę i zostawić biednego krasnala (echem.. nie tak biednego, wszak to krasnal i karczmarz w jednym... kasy miał hohoho i jeszcze trochu, a i zapewne obronić się umiał jak to krasnolud i topór pod ręką miał, lecz te szczegóły pomińmy). Gdy już się podnosił z miejsca i chciał uciec, wtenczas ujawniło się moje powołanie. Nie chciałem zostawić bezbronnych ludzi na rzeź i rabunek, więc żem rzekł: -Tato!! Tatoooo! Nie zostawiaj tych biednych ludzi, jeśli byś to uczynił to nie byłbys tak mężny i odważny, a także tak złoto-sercowy jakżem myślał. Tak tak... wasz Cavalorn jak trza było umiał być przekonujący.. i to była jego cecha która nieraz życie mu umilała.. -Psie juha i zaraza z ciebie Cavalornie! Ale przekonałeś mnie.... ubije tych zbójców, lecz polegnę pewnie. Niech wieść o mych czynach nie zginie... Wstał on wtedy i rzekł 'paru dudasabru' i ku memu zdumieniu trzech zbójników zatrzymało się w miejscu z przestrachem w oczach. Potem ze złośliwym uśmiechem wymówił 'yucandus' i owi unieruchomieni zbójcy zaczęli się palić i w parę mrugnięć oka została z nich kupka popiołu.. i tak znowu... 'paru dudasabru' i 'yucandus' nie opuszczał mego ojca, aż się zmęczył w końcu i siódmy zbój przebił mu krtań mieczem. Żem krzyknął wtedy głośno i wybiegłem z karczmy. Nie patrzyłem gdzie biegnę, nie liczyło się dla mnie nic, prócz tego żem stracił ojca. W pewnym momencie wpadłem na jakiegoś mężczyznę wzrostem przewyższającego orkow. Żem płakał to dokładniej go wam nie opisze... Był on niesamowicie mądry i rzekł: - Widzę malcu żeś stracił bliska ci osobę... jeśli sobie życzysz mogę cię wychowywać przez 4 lata, a potem oddalisz się dokąd chcesz. Jest jeno jeden warunek: przez te cztery lata będziesz miął zawiązane oczy. I ku mej rozpaczy, nie wiedząc, czemu się zgodziłem. Ów mężczyzna tylko się uśmiechnął i od razu mnie ogłuszył. Obudzenie nie należało do najprzyjemniejszych, bo łeb mnie bolał i dodatkowo nic nie widziałem usłyszałem tylko glos "Podałem ci zioła, które oślepiły cię na 4 lata, słuchaj się i wykonuj polecenia to będziesz wojownikiem. Wyszkolę cię na prawdziwego bohatera" Jakież męczarnię wtedy przyzywałem nie wspomnę jakoż, iż te historyje może czytać jakiesik dziecko. Napisze żem skończył szkolenie i wyruszyłem, w świat, nie znając go w ogóle. Poszedłem przed siebie. Po kilku dniach wyczerpującej wędrówki wszedłem na wzgórze i ujrzałem piękną krainę zwaną Azertoh, nie wiedziałem, że to tutaj zacznie się moje nowe życie. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |