|
Post #1
13 Nov 2005, 19:38
Ossai - ślepy wedrowiec
Wzrost: 190cm Waga: 68Kg Wiek: 180 lat Włosy: biało-szarawe (gołębie jak u starca) Oczy: białe Karnacja: Jasna Opis zewnętrzny: Patrząc na elfa możesz dostrzec dosc dobrze zbudowanego , wysokiego osobnika. Jego twarz bardzo dobrze moze odzwierciedlić trudy życia jakie go spotkało. Oczy spowite ciemną opaską oraz sękaty kij to tylko na pozór rzeczy wędrownego starca , lecz nie jeden mógł się już przekonać o drzemiącej w nim siły. Jest bardzo tajemniczną postacią , mało mówiącą i żadko nawiązująca jakiekolwiek znajomości. Jego ruch jest raczej ociężały , wydaje sie jakby jego działania były starannie przemyślane lecz nie można mu odmówić dużego refleksu , raczej nie spotykanego na codzień. Jego szaty nie wyglądają na bardzo wytrzymałe , skórzane spodnie i podobna koszula moga chronic jedynie przed zimnem. Nosi dobre utwardzane buty , co może swiadczyć o tym , że dość długo trwa jego wędrówka. Całą postać owija płaszcz dośc długi , zakrywający większość jego ciała. Zakrywa tez ręce , na których z pewnością bardzo podejżane są rekawice. Są to nietypowe rękawice , wyglądają jak rękawice rycerskie lecz nie są tak cięzkie i szerokie. Mają w niektórych miejscach stalowe blaszki ułożone na kształt budowy kości w okolicach dłoni. Zakończone są pazurami ze stali demancaśkiej o niedużej długości. Historia postaci: Spodziewając sie historii o wielkich herosach i potężnych magach raczej bedziesz zawiedziony mą historią. Jest nieco inna i raczej niezbyt przyjemna dla ucha , lecz nie dano mi innego wyboru. Urodzony w niewielkiej wiosce Arwill na północ od Darnasuss wiodłem raczej błache życie , z dala od trosk. Mój ojciec jako przywódca rady wioski był najważniejsza i najbardziej poważaną osobą we wiosce. Moja matka , kapłanka także była bardzo lubiana. Szkoląc się przy boku najlepszych wojowników wioski nigdy nie wykazywałem kunsztu sztuki wojennej. I tak jako całkiem zwyczajny chłopiec egzystowałem w łańcuchu życia zwanym światem. Z tego co najbardziej mi się obecnie kojarzy z mojego dotychczasowego życia , to na pewno czas spędzony z moją towarzyszką dzieciństwa , Leorą. Przy swietle księżyca i blasku gwiazd , unoszony podmuchem miłości , mogłem powiedzieć , że czas zatrzymywał sie na chwile. Pamiętam też wiele chwil spędzonych z ojcem i matką. Jeśli chodzi o ojca to z niewiadomych powodów wiele razy chodziłem z nim w głąb lasu do chaty starego druida - Aruloa , którego mój ojciec dażył wielkim zaufaniem. Na każde moje zapytanie , dlaczego chodzimy z wizytą do ów elfa , zawsze odpowiadano mi "oficjalną" wersja : "synku chcemy poprostu zadbać o toje zdrowie". Ja i tak nie wierzyłem , że to dlatego tam chodzimy. Wszystko co robiłem do moich setnych urodzin raczej nie budziło podziwu i wspominanie każdego dnia z mojego dotychczasowego życia to czysta strata czasu. Z pewnością dzień moich setnych narodzin był przełomowym momentem mojego życia. Sam fakt , że owej nocy mój sen nie był zbyt spokojny spowodował moje przebudzenie tuż po świcie , przebudzenie.... Ciężko to można nazwać przebudzenie , gdyż próby otwarcia oczu zawsze kończyły sie tak samo. Białą poświatą przed i po otwarciu oczu. Czułem jakbym wogóle nie wstał , i to doprowadzało mnie do strasznej furii i depresji. Chwile później zostałem zabrany do Aruloa , który niestety wykazywał stoicki spokój , tak jakby spodziewał się takiej ewentualności. Przebadany po upływie kliku godzin wróciłem do domu , z głową wypełnioną niepewnością , pytaniami i wielkimi obawami. Czułem jak wewnatrz mnie coś się zmienia , coś czego z pewnością niechciałem w sobie obudzić. Tak minął czas do zachodu słońca. Widok , którego niestety nie mogłem dostrzec był podobno zniewalający , otóż kolor słońca jakie miało tegoż dnia było mocno czerwone , można było powiedzieć , że krew przelana czyjomś śmiercią wypełniała jasne swiatło słońca.W tej samej chwili biel , jaką mogłem jedynie dostrzec , zalała sie czerwoną farbą. Wtedy to stało sie coś , co nie było przeznaczone dla jakichkolwiek oczu. Bardzo chciałbym pamiętać coś , z tego co wydarzyło się wtedy , ale moja luka w pamięci idealnie wymazała tamtą chwile. Kiedy moja dezorientacja mineła , mogłem głębszym wdechem wyczuć zapach rosy o poranku. Nietylko taki zapach unosił sie w powietrzu. Surowy , mdlisty zapach krwi snół sie przy ziemi , jakby tyż po bitwie. Niestety musiałem mieć racje co do tego aspektu. Zmysłem dotyku zrozumiałem , że nikt w wiosce nie przeżył nocy. Dotarł do mnie ogrom masakry jaka wydarzyła się podczas mojej duchowej nieobecności. I wtedy usłyszałem gloś , znajomy głos osobnika wiele razy odwiedzanego - Aruola. Pomógł mi się pozbierać i zabrał mnie do swojej chaty. Opowiedział mi historie , która miała miejsce wiele lat temu. Była to historia o wojowniku elfickim , który był strażnikiem Feniksa na wyspie Ohgnul. Owy wojownik był zdecydowanie największym z wojowników , z którymi przyszło mu się zmierzyć. Wypełniony pychą i samouwielbieniem ruszył w podróz w poszukiwaniu wojowników , którzy mogli by sprostać jego wymaganiom co do umiejętności. Wojownik dzierżył broń o nazwie Ognisty ogon czarnego smoka , był to miecz , lecz nie zwyczajny. Wyjęty z pokrowca , wokół wspaniale uformowanej stali ostrza , z wyrytymi runami wzdłóż trzonka , unosił sie ogień. Kolor ognia był dość nietypowy - fioletowo pomarańczowy. Jako , że wojownik stracił wzrok w jednych z bitew jakie stoczył , jego oczy powite były czarną chustą. Szukając godnego siebie przeciwnika , jego charakter zaczął przeważać nad jego duchem. Spaczony umysł działał jak maszyna do zabijania. W miare jego przemiany , a raczej przechodzenia na strone zła , jego miecz dokładnie odzwiercielał to co sie w nim dzieje, Kolor ognia zmieniał kolor na taki jaki przeważał w jego życiu - czerwony , krwawy.Wieści o tym nieszczęśniku zagineły wraz z jego duchem , lecz nie jego miecz. Pare razy w historii przewinął się w tle obraz ognistego ostrza. Podobno miecz miał dar dostrzeżenia prawdy w samym sobie. Ostatnie słowa wojownika , które wstrząsneły światem brzmiały: "Ja Jasso , wielki wartownik przy wieży feniksa , krół wśród wojowników , duch bez ciała powróce na nowo w poszukiwaniu godnego przeciwnika i prawdy , prawdy która to mnie zdradziła". Tymi słowami , wyposażony w kij , odzież i słuchy prowiant wyruszyłem w świat w poszukiwaniu?... prawdy? Nie sądze. Jest to raczej droga - tułaczka wypełniona pytaniami i niekończącymi się brakami odpowiedzi. . |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |