📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

stelloZZa
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 14 Nov 2005, 21:08
Mężczyzna - Kederimond

Wzrost: 185cm
Waga: 70Kg
Rasa: Człowiek
Klasa: Rouge
Włosy: Czarne
Oczy: Zielone
Karnacja: Ciemna




W poszukiwaniu ostatniego członka do mojej drużyny, wybrałem się do karczmy w Tandrassil, w nadzieji, że znajde tam 'brakujące ogniwo'. Rozglądając się za kimś odpowiednim, otarłem czoło z potu, gdyż w tym tłumie ludzi gnieżdzących sie przy stołach o tej porze roku jest naprawdę gorąco. W pewnym momencie, moją uwagę przykuł pewien podejrzany, wysoki i szczupły typek, który chował twarz pod dużym, ciemnym kapturem. Patrząc na jego ruchy, zauważyłem, że są one bardzo precyzyjne i pieczałowicie dopracowane - chodził jakby miał coś na sumieniu lub chciał coś ukraśc. Nie tracąc ani chwili, udałem się do niego. Młody mężczyzna był na tyle spostrzegawczy aby zauważyć iż idę w jego kierunku. Spod kaptura wyłoniła się młoda, mroczna twarz. Uwagę przykuła duża blizna przecinająca jego czoło.

- Witaj, w czymś mogę pomóc?
- Witam, być może - szukam do mojej drużyny, kogoś kto potrafiłby przejść na tereny wroga niezauważonym, zdobyć jakiś ważny przedmiot, lub poprostu zrobić sabotaż na tyłach wroga, a Pan wygląda mi na osobę, która obraca się w tych klimatach.
- Właściwie to dobrze trafiłes - od paru miesięcy szukam jakiejś stałej roboty. A w najbliższej okolicy nie znajdziesz nikogo lepszego w tym fachu.
- Może opowiedz coś o sobie?
- No więc urodziłem się na przedmieściach Stormwind. Moi rodzice byli zwykłymi, szarymi kupcami, którym nie wiodło się najlepiej. Pracowali długimi godzinami aby zarobić chociaż trochę. Niestety chęci nie wystarczały. Często bywając głodnym, udawałem się do miasta na "łowy", aby poprostu przeżyc. Pewnego razu zostałem przyłapany na moich czynach. Strasznie się wtedy przeraziłem, ponieważ moj ojciec nie oszczedzał pasa, gdy cos nabroiłem. Jednak ku mojemu zdziwieniu, starszy już mężczyzna zabrał mnie do swojego domu. Powiedział mi, że obserwuje mnie od dłuższego czasu i że mam warunki do bycia bardzo dobrym złodziejem. Starzec widocznie nie był już na tyle sprawny fizycznie, aby samemu brać udział w takich akcjach, więc postanowił przekazać swoją wiedze i umiejętności komuś młodszemu. Jakoże rodzice pracowali długo i rzadko bywali w domu, codziennie chodziłem do Flaviana, bo tak owy starzec się nazywał. Przez całą moją młodość nauczyłem się u niego wielu umiejętności. Pewnego jednak dnia, staruszek umarł, ale zanim to się stało dał mi wszystkie swoje narzędzia. Do dzisiejszego dnia, dorobiłem się na tyle, aby otworzyć swoj własny sklep z akcesoriami dla ludzi z "mojego fachu".
- Niesamowita historia.A czy nie starcza Ci życie z dochodu sklepu?
- Może i finansowo tak, ale nadal brakuje mi adrenaliny, dostarczanej przy wykonywaniu mojej dawnej roboty.
- Na co jeszcze czekamy, udajmy się na góre, gdzie przebywa moja drużyna, przedstawię Cie reszcie - nie ma co tracić czasu.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026