📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Pezhater - krasnolud
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 16 Nov 2005, 16:03
Nazwa: Pezhater
Opis postaci :

Klasa: Krasnolud
Wzrost : niski ok 1,50 m
Waga : 55 kg
Kolor oczu: czerwone
Włosy : Ciemny brąz
Oczy : krwisto-czerwone
Budowa ciała: Nski lecz wyglądający na masywnego, niepozorny, wyglądający tajemniczo...
Wiek: Jedni mówią że ponad 200, inni że to niemożliwe do określenia... komu wierzyć? Sam nie wiem, tak wiele czasu minęło od tamtych lat... jeszcze przed... było tak, tak jak w niebie.

Pamiętam... pamiętam to jak by to było wczoraj, popołudnie, słonecznie, ja i ona. Piękna, jedyna, moja. Jej włosy jak ogień, usta jak woda. Razem. Na zawsze. Tak sobie to wtedy wyobrażałem. Lecz nie było tak pięknie. Nic już ni będzie takie same. Nie myślałem wtedy że zrobie takie rzeczy. Nie sądziłem że popełnie tyle czynów. Trudno wracać mi do tego co się wtedy stało. To... To, niełatwe. Siedziałem wpatrzony w te jej wielkie oczy, napawałem się jej widokiem jakby to była nasza ostatnia chwila razem. Okazało się że to jest nasza ostatnia chwila razem. Wtem zobaczyłem, on. Wysoki, wręcz ogromny. Straszny. Wtedy go poznałem. Tiscon tak siebie nazwał. Nie widzieliśmy się 50 lat, zawsze wiedziałem że ta chwila kiedyś nadejdzie. Walczyliśmy razem, dawno temu. Orkowie wpadli w szał, zabijali wszystko co stanęło na ich drodze. Tylko nasza osada przetrwała tą fale. Razem. Pezhater i Tiscon. Ja wytrwałem on nie... Błagał mnie o szybką śmierć. Nie mogłem się na to zgodzić, jego rany były z pewnością śmiertelne. wtedy tak myślałem. I nie myliłem się. Zginął. Wykrwawił się na śmierć. Nigdy nie zapomne tej chwili. Nie zapomne tego widoku. Leżał w morzu krwi cieknącej mu z prawie każdej części ciała. Nie miałem sieca go zabić. Umarł przeklinając moje imie. 2 lata później usłyszałem że został ożywiony. Zadbali o to mnisi z Goertu. To oni z pomocą czarownic ożywili mojego kompana. Pojechałem tam od razu. Czekał na mnie. Gdy mnie zobaczył zlękł się lecz zaraz zmężniał i popatrzył mi prosto w oczy. W jego oczach widziałem złośc i pretensje człowieka na zawsze przywiązanego do mnisiego łóżka. Poprzysiągł mi zemste. Sądziłem, że nigdy to nie nastąpi więc przyjąłem wyzwanie. Myślałem tak do tego dnia. Do tej chwili która miała zmienić wszystko, nad spokojnym strumykiem ja i ona. wtedy jeszcze bezimienna. Gordenna. Wtedy właśnie nadszedł Tiscon. Udało mu się odzyskać dawną sprawność. Dawny hart ducha. Walczyliśmy. Starcie trwało krótko. Już po pierwszym ataku wiedziałem że ja i mój miecz Firgoth nie mamy najmniejszych szans. Przegrałem. Tak jak ja dawno temu tak on stał teraz nademną. Nie miał odwagi mnie zabić. Nie mógł. Nie pozwalało mu na to sumienie. Zrobił coś inego. Co zabolało mnie dużo bardziej niż śmierć. Zabrał ją. Chciałem go zatrzymać. Nie mogłem. Ostatkiem sił krzyknąłem "Tiscon... zemszcze sie!!!". Opadłem z sił lecz nie umarłem. gdy doszedłem do pełni sił zacząłem poszukiwania. Do dziś szukam go po całym świecie. Gdybym ją odzyskał... gdybym tylko ją odzyskał. Zemszcze się... ale teraz już napewno go zabije... napewno.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026