|
Post #1
19 Nov 2005, 22:05
Yerga, Ork - wojownik
Wzrost: ok 1,85m – chodzi lekko przygarbiony przez co może się wydawać iż jest niższy niż w rzeczywistości Waga: 100kg – nazwanie Yergi grubym może skończyć sie wizytą u szamana hrhrhr Włosy: Długie, czarne, z przodu zaplecione dwa warkoczyki Twarz: Ciężko powiedzieć że Yer ma inteligenty wyraz twarzy Oczy: niebieskie Ulubiona potrawa: Pieczony dzik w sosie którego przepisu Yer za nic w świecie nie chce zdradzić Poruszanie się: Lekko przygarbiony, 'ciężki'. <Polowanie> BEEEEKK!! - gardłowe beknięcie Yergi odbiło się echem po całej dolinie. - Hrrrr zjadłbym wreszcie cuś porządnygo, nudzą mie się juz ty króliki - mówiąc to złapał kolejnego ze sporej stertki i z głośnym chrupnięciem odgryzł mu głowę. - Wisz Waargh - zwrócił się do swego Wilka, przeżuwając głośno łepek biednego zwierzątka - zjadłbym se dzika, taaak takigo wilkigo piczonego dziczka hrhrhrh - zaniósł się śmiechem - Waargh spojrzał z politowaniem na swego pana jakby rozumiejąc zamiary tego szalonego wiecznie nie nażartego Orka. Yer szybko zerwał sie na nogi wrzucił resztę królika do ogniska, po czym poprawił swą tunikę następnie założył sobie na plecy wielki topór dwuręczny. Broń ta daleka była od nowości posiadała wiele szczerb na ostrzu a i stylisko było wiele razy wymieniane. - Podnoś zadek ryszamy! Yerga wgramolił sie na wilka, skierował go w stronę Mrocznej Kniei. - Tam som jak sondze te ściułkojady zawszone! hrhrhr. Po jakichś 15 minutach znaleźli się nieopodal lasu. Na jego skraju Ork zatrzymał wilka i sprawnie z niego zeskoczył. - Ty zostajesz tutaj, pancio idzie się zabawić hrhrhr - Waargh co wcale nie było zaskakujące nawet nie protestował. Yer zdjął topór z pleców i wszedł do lasu, przeszedł około 200m kiedy to odnalazł pierwsze ślady bytności upragnionego dzika. - Hrrrr juz mie nie uciekniesz hrhrhr - rzekł do siebie Yer, poprawiając uchwyt na broni. Przeszedł następne 300m i usłyszał odgłos podobny do takiego jaki wydaje z siebie dzik, zaczął się skradać, co w przypadku Orka miało wręcz odwrotny skutek, hałasował niemiłosiernie... Gdy był już jakieś 10m od źródła dźwięku wyrżnął jak długi, upuszczając swoją broń - DO KROC SIET! - zaklął Ork, z wolna zaczął się podnosić z ziemi. Jakież było jego zdumienie gdy zobaczył przed sobą sześć par oczu należących do lochy i jej małych, które patrzą się na niego, z zachowania zwierzęcia można było wywnioskować że nie jest za bardzo zadowolone z obecności zielonego, cuchnącego gościa a co najważniejsze zagrażającego życiu jej małej trzódki! - Hrrrrr – mało nie upadł ponownie jak zobaczył przed sobą taką ucztę! - Czykajci no nich ja wyzme topór zrobię z mamusi piczeń a z was szynyczki hrhrhr - Yerga powoli przesuwał się do miejsca w którym leżał topór. Locha bacznie obserwowała każdy ruch Orka, gdy ten był na wyciągnięcie ręki od broni, instynktownie poczuła że zagrożone jest życie jej dzieci i zaatakowała! Uderzenie posłało Odiego parę metrów w powietrze, lądowanie było tym bardziej twarde ponieważ odbyło sie na wielkim dębie, Ork uderzył w niego z głośnym hukiem, zerwał się na nogi lekko tylko oszołomiony – WAAAAAAAAGHHHH!!! - ryknął głośno - Rozyrwe ci na strzympy!!! - Zaczął biec w kierunku zaskoczonego dzika który najwyraźniej był zaskoczony taką sytuacją. Jeszcze bardziej zdziwiło go to że po ciosie Orka osunął się na bok, jednak to był dopiero początek, Ork dopadł dzika i począł niemiłosiernie okładać zwierze pięściami, z każdym ciosem coraz mniej życia zostawało w dziku, obserwujące całą sytuację warchlaki zaczęły kwiczeć głośno jakby wołając o ratunek. - Kwiczci sy kwiczci dziczesyny i tak was nic nie uratuji hrhrhr - Yerga podszedł po topór, wziął go do ręki następnie ruszył zadać ostateczny cios. W tym momencie usłyszał w oddali kwik jakby w odpowiedzi na wołanie małych dzików, za każdym razem kwik był coraz bliżej miejsca w którym byli aż w końcu Yerga zobaczył gigantycznego dzika co najmniej trzy razy większego od normalnego, pędził na niego. Na widok nienaturalnie dużego dzika Orkowi mało oczy nie wyszły z orbit i wyjąkał – Ttttatuś?? - nie zastanawiał się jednak ani chwili dłużej zaczął biec co sił w nogach do miejsca gdzie zostawił wilka. Waarhg rozkoszował sie chwilami kiedy nie było z nim jego narwanego, niezbyt rozgarniętego pana, prawie usypiał.. Jego uwagę zaczęły przykuwać okrzyki dochodzące z lasu aż tu nagle z lasku wypalił jak z procy Yerga krzycząc jakby go sam demon z czeluści gonił, dopadł Waargha wskoczył na niego w biegu, w tym momencie z lasu wybiegł ogromny dzik. Wilk począł gnać jak oszalały przed siebie, mało nie strącając Orka. Żadnemu z Orków w mieście nie udało wyciągnąć z Yergi informacji dlaczego przybył do ich domeny w takim pośpiechu i z przerażeniem na twarzy. <ZASADZKA> Z półki skalnej na jakiej się obecnie znajdował miał świetny widok na okolice, doskonale widział drogę którą według zwiadowców miała podążać ludzka karawana kupiecka. Yerga pociągnął dużego łyka piwa z bukłaka – Hrrr zjadłbym cus – to zdanie wywołało na twarzy siedzącego obok Orka zwanego Odinem grymas zaskoczenia – Przecie żarłeś przed dwoma godzinami!! - Powiedział to znacznie głośniej niż powinien – Hrrr co poradzy żem głodny... - Odparł Yer – Cibi ławtwij ubrać niż wyżywić! Idę na drugi posterunek masz tu siedzieć i wypatrywać ludzi! - Gdy już zniknął z pola widzenia Odiego ten wypił kolejną porcję piwa i sięgnął do torby, wyjął z niej króliczka, któremu jak to miał w zwyczaju odgryzł łepek. Chwile dłużyły mu się coraz bardziej, czuł się znużony. Wlał w siebie resztki piwa jakie mu pozostały, przymknął oczy... Nagle z oddali usłyszał odgłosy przemieszczającej się grupy najprawdopodobniej ludzi, to odkrycie przywróciło mu na powrót trzeźwość umysłu. Dał znać Orkowi na drugim posterunku że zbliżają sie ich ofiary, Ork przekazał te informację jeszcze dalej. Po 10 minutach Odnin widział już wyraźnie karawanę, na jej przedzie maszerowało sześciu dobrze uzbrojonych wojowników za nimi czterech łuczników następnie dwa wozy, pochód zamykało czterech konnych, jeden z nich wyglądał na przywódce strażników. Yer ponownie poinformował drugi posterunek. Gdy karawana docierała już do miejsca gdzie Orki przygotowały zasadzkę, dowódca rozkazał się zatrzymać, zaczął uważnie rozglądać. Trwało to dobre 5 minut, po czym dał rozkaz do kontynuowania pochodu. Karawana znalazła się w dolince, wydawało się że przejdą spokojnie do końca. Wtem! Z gór potoczyły się dwa ogromne kamienie które zablokowały dwa wyjścia z doliny. Ludzie sięgnęli po broń, na łuczników posypał się grad strzał, zabijając trzech z nich. Z lasu na wzgórzu wyskoczyła grupa czterech Orków na wilkach, bardzo szybko zmniejszali dystans dzielący ich od karawany. Ludzie przygotowywali się na ich odparcie, jeźdźcy ruszyli im na spotkanie. Tymczasem Yerga z Odim i dwoma innymi Orkami zachodził karawanę z drugiej strony idąc pod osłoną skał. Nastąpiło zwarcie, ludzie jak się okazało byli doświadczonymi wojownikami i nie była to ich pierwsza walka. Dowódca rozkazał pozostać woźnicom przy wozach, ci także sięgnęli po miecze, zeszli i schowali się za wozami bacznie obserwując rozwój walki. Nie spostrzegli nawet jak za ich plecami wyrósł jak z pod ziemi oddział Orków Yerga i Odiego. Jeden z woźniców zaczął się obracać.. W tym momencie został trafiony w brzuch toporem, cios ten momentalnie pozbawił go życia, pozostała piątka dzielnie ruszyła do boju. Yerga nabrał rozpędu odbił ostrze miecza na bok, wziął potężny zamach i zatopił topór w woźnicy, cios był taki silny że prawie przeciął na pół nieszczęśnika. Widząc że Ork ma problem z wyjęciem broni z zabitego, stojący obok człowiek pomyślał że to jest jego szansa, zaszarżował na Yerge – Hrrrr chcysz mi zabić człowiczku? - To mówiąc złapał woźnice za rękę w której trzymał broń, wzmocnił uścisk, miecz wypadł z ręki napastnika – I co tyraz? Dalyj jysteś taki łodważny? - Uderzył człowieka pięścią w twarz łamiąc mu nos, w oczach człowieka było widać przerażenie, Ork powtórzył cios jeszcze trzy razy, twarz człowieka przemieniła się w krwawą miazgę. Yerga rzucił woźnicę na ziemię, udało mu się w końcu wyszarpnąć topór z poprzednika, podszedł do wciąż jeszcze żyjącego przeciwnika, ciosem z góry pozbawił jego ciało głowy, podniósł tę głowę i zaryczał w geście triumfu – WAAAAAAGHHHH!!!!. W tym momencie dowódca ludzi spostrzegł jaki los spotkał woźniców, nie wiedział że chwila nieuwagi będzie kosztować go jego własne życie, zaczął odwracać głowę w kierunku szarżującego na niego Orka, ten rzucił małym toporkiem, który ugodził go w pierś przebijając kirys. Po śmierci przywódcy ludzie zostali szybko pokonani, nie oszczędzono nikogo. Orki zabrały się do plądrowania wozów z dóbr które przewoziły. Yerga był niesamowicie z siebie zadowolony pokonał dwóch przeciwników, wtedy nastąpiło coś dziwnego podszedł do niego Taytan i zaczął mocno nim poszturchiwać krzycząc przy tym wstawaj opoju!!!. Yerga otworzył oczy, przed sobą miał wściekłego Taytana. - Hrrr? - Zasnąłeś opoju jeden!! Taytan złapał bukłak Yergi i huknął nim w jego głowę. Yer cały czas jakby nie wiedział co się stało, podszedł do niego Odin – wstawaj musimy dogonić tę karawanę.. - |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |