|
Post #1
20 Nov 2005, 20:15
Mężczyzna - Krahs
Rasa: Człowiek Klasa: Wojownik Wzrost: 188 cm Waga: 95kg Wiek: 19 lat Włosy: Czarne Oczy: Czerwone (Świecące) Karnacja: Ciemna Cechy charakterystyczne: Dobrze zbudowany Rosły,dobrze zbudowany młodzianin. Zaprawiony w boju, płomiennym wzrokiem jak dwa miecze przeszywa wroga, poszukując zaczepki. Kamienna twarz, skrzyzowane dłonie, stoi nieruchomo niczym przyczajony w cieniu drapieznik. Zgadniesz łatwo jakie ma zamiary. Walczyc i wygrywac! Urodziłem się w miescie Stormwind, położonym w centralnej czesci Azeroth, nad morzem. Tam także dorastałem przeżywałem swoje pierwsze miłości, poznawałem kolegów, dostawałem lanie od starszych urwisów i wiele innych rzeczy, ktróre mozna wpominać z dzieciństwa. Moi rodzice byli bardzo młodzi,zakochani w sobie po uszy,postanowili wziąć ślub, założyć rodzine i nie myślec o przyszłości. Gdy tata miał 20 lat a mama zaledwie 18 pojawiłem sie na świecie ja. Brakowało pieniedzy na wszystko, mama dorabiała grosze na boku sprzedając ludziom własnoręcznie szyte ubrania, a ojciec zaciągnął się do garnizonu i został wojownikiem w służbie miasta Stormwind. Matka zawsze stała przemoczona i zziebnieta na targu do ostatniego kupca i sprzedawałą swój towar,żyliśmy w warunkach na króre niezasługiwał nawet pies. W moje 15 urodziny matka zmarła na gruźlicę, prawdopodobnie jej przyczyną było przemęczenie organizmu. Ojciec kompletnie się załamał, stracił kobiete, która byłą jedyną rzeczą dla której warto było żyć. Popadł w alkoholizm. Wyrzucono go ze służby. Pił notorycznie, każde pieniądze ,które wpadły mu w ręce wydawał na alkohol, ja już dla niego sie nie liczyłem. Zawsze powtarzał że jak on miał 16 lat to był już samodzielny, a ja powinienem isć do pracy i zarabiać na nas. Pewnego wieczoru gdy siedziałem sobie przy świeczce przy stoliku i pisałem list, usłyszałem pukanie do drzwi. Było to głosnie pukanie nie takie jak mojego ojca-ciche i spokojne. Zawsze gdy przychodził do domy z tawerny nie miał siły porządnie uderzyć w drzwi. To pukanie było głośne a od ulicy dalo sie słyszeć dziwne głosy. Otworzyłem drzwi i ujrzałem czterech meżczyzn trzymających mego ojca. Bez pytania weszli do domu ,połozyli ojca na łóżku i powiedzieli ze został napadniety na rogu ulicy koło karczymy przez bande oprychów. Potem wyszli. Byłem wstrząśniety, widziałem mojego ojca leżącego na łózku, nieruszał się. Podszedłem bliżej i zobaczyłem ze jego kamizelka jest czerwona, była chyba splamiona krwią. Rozszeżyłem ją i spostrzegłem ze ojciec został popchniety sztyletem lub jakimś ostrym narzędziem. Niemiałem pojecia co trzeba robić, jedyne co przyszło mi do głowy to zatamowanie krwi za pomocą jego własnej koszuli. Siedziałem na łóżku przy moim ojcu, z oczu leciały mi łzy, jedną ręką trzymałęm opatrunek a drugą trzymałem go za rękę. Spojrzałem na jego twarz,wtedy otworzył oczy, jego wzrok mówił sam za siebie. Wiedziałem że za chwile odejdzie, a ja zostane sam na tym wielkim świecie. Spojrzał na mnie, powiedział "Przepraszam, nie żyłem godnie", z jego ust wydobywała sie krew... ostatnim tchem rzekł pamietaj synu: "Nie jesteś stracony,nadal jestes człowiekiem" i zamknął oczy. Tej nocy nie zmrużyłem oka, całą noc rozmyślałem i przypominałem sobie moich rodziców, moje dzieciństwo, całą przeszłość. Na drugi dzień zawiozłem ciało ojca taczką na cmentarz, ponieważ niechiałem schanbić już do końca mojej rodziny, niechciałęm żeby ludzie wiedzieli że ojciec umarł pjiany. Teraz zostałem sam... . Mam 17 lat żadnego wykształcenia, jedyne co umiem, to dobrze posługiwać sie drewnianym mieczem. Wszyscy moi koledzy zostawili mnie przez krążące o mnie słuchy, podejrzenia o zabicie ojca. Pewnego razu gdy ćwiczyłem szermierke na kukle w ogrodzie za domem, zauważył mnie spacerujący paladyn. Usiadł na pienku i przyglądał się jak trenuje.Po jakims czasie podszedł do mnie, zpojrzał na mnie z góry i rzekł: "Masz synu predyspozycje na wojownika, jeśli nie brak ci odwagi możesz uczęszczać na treningi do paladyna Lartosa, odbywają się na głównym dziedzińcu w koszarach" koncząc te słowa odszedł. Bez zastanowienia podjąłem decyzje. Teraz wiedziałem że chcę zostać wielkim wojownikiem. Ciało ludzkie jest bardzo słąbe a życie kruche i tak ulotne. Moje ciało było "miękkie" chciałęm być inny niż wszyscy, chiałem przekuć swoje ciało na stal, niedać się "złamać". Zacząłęm cwiczyć, podejmować cięzkie prace siłowe u ludzi, trenowac walke bronią na treningach u Paladynów. Powoli stawałem się silniejszy psychicznie jak i fizycznie, moje mięśnie stawały sie coraz twardsze. Po czterech latach intensywnych ćwiczeń i ciężkiej pracy doszedłem do tego do czego dązyłem całe życie. Teraz wiedziałem że walka jest moim przeznaczeniem, że urodziłęm się po to żeby walczyć, "WALCZYĆ i WYGRYWAĆ". Zostałem zauważony przez paladynów. Wyróżniałem się spośrod innych trenujących samoobronę, byłem od nich lepszy: silniejszy, zwinniejszy. Po jednym z treningów mistrz Lartos kazał mi zostac i poczekać na niego na dziedzińcu. Nie wiedziałem jakie mial plany wobec mnie. Po zajeciach tak jak mi powiedziano czekałem, Lartos się spóźniał, ale czekałem... . Wreszcie zauważyłem jak pojawia sie w drzwiach prowadzących na zewenątrz, zbliżał się do mnie, stanął ze mną twarzą w twarz i powiedział ze starsza rada i starsi paladyni chcą sie ze mną widzieć. Byłem bardzo zdziwiony. "Być może niedługo staniemy na równi chłopcze" powiedział te słowa odwrócił głowe i poszedł w swoją strone. Niestety nie zrozumiałem o co mu chodzi. Odrazu udałem sie do wielkiej sali, nie chciałem aby rada długo czekała. Gdy otworzono mi wrota ujrzałem naprawde wielką sale. Było tam mnóstwo portretów członków zakonu którzy polegli w walce z wrogiem. Naprzeciw mnie rozciągał się długi czerwony dywan, który prowadził do najwyższej rady. Podszedłem powoli. Nie miałem pojęcia co się zaraz stanie. Gdy stanąłem na przeciwko wielkiej rady usłyszałem tylko jakieś szmery i szepty, drzwi się uchyliły a zza nich wyszedł główny mistrz zakonu o którym tak wiele słyszałem: Martosix. Był on wielkim człowiekiem, biła od niego ogromna aura, wiedziałem że włada taką mocą, której ja narazie niebęde mógł posiąść. Usiadł i zaczął przemawiać: "Wiele słyszałem o tobie młodzieńcze, wyprzedzasz wszytkich uczonych przez nas młodych wojowników, słyszałem że poziom twoich umiejętności jest bardzo wysoki jak na kogoś tak krótko trenującego. Po wielu godzinach narad ze radą starszyzny podjęliśmy decyzję, a mianowicie dostałeś szanse, możesz dostąpić zaszczytu. Widze ze jesteś prawy i uczciwy, czy chiałbyś wstąpić w nasze szeregi, zostać jednym z nas, pomagać biednym i walczyć ze złem tego świata?". Stałem jak wmurowany w ziemie, przyszedłem tutaj nie myśląc nawet o tym że może mnie spotkać tak wspaniała rzecz. W moich oczach pojawiły się łzy, była to pierwsza miła rzecz, która mnie spotkała od 5 lat. Niezastanawiając sie długo odrzekłem z powagą: "Wielki mistrzu chcę służyć dobru i walczyć ze złem". Mając 19 lat zostałem Paladynem... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |