|
Post #1
20 Nov 2005, 22:22
IMIE: Dorkah Dy'Nei
RASA: Człowiek KLASA: Wojownik WIEK: 38 lat WAGA: 119 kg WZROST: 191 cm KILKA SŁÓW NA TEMAT WYGLĄDU: Jest to nad wyraz dobrze zbudowana kobieta o nietuzinkowym wzroście. Jej głowę zdobią gęste, lekko falowane, kruczoczarne włosy ciasno spięte grubym rzemieniem. Wielkie czarne, wiecznie rozglądające się oczy osadzone są dość szeroko nad lekko spłaszczonym i przekrzywionym w prawo nosem. Na jej twarz dość często widnieje uśmiech ukazujący cały, nienaruszony rząd białych zębów. Jeden z policzków ozdobiony jest pokaźną, dość dobrze rzucającą się w oczy blizna. Uszy oraz jedna z brwi naszpikowane są całą gamą kolczyków przybierających różne formy i kształty. Głowa osadzona jest na szerokiej szyi, na której wyraźnie widać pulsujące tętnice. Z szerokich ramion, jakimi może poszczycić się niejeden rosły mężczyzna wyrastają muskularne ramiona. Ręce ozdobione są kilkoma szramami, kryjącymi się pod plątaniną grubych żył. Na lewym ramieniu widnieje bezkształtny tatuaż wykonany demonicznie czarnym tuszem. Jedną z niewielu cech jaka różni ją od ludzkiego mężczyzny są dość wydatne, jędrne piersi, delikatnie falujące podczas chodu. Pępek, w którym umieszczone jest duże metalowe kolko otoczony jest doskonale wyrobionymi mięśniami brzucha. Przeciętnie wąska talia przechodzi w wydatne biodra z których wyrastają potężnie umięśnione szerokie w udach i łydkach nogi. KRÓTKA OPOWIASTKA: Pośród lasu szalała zamieć, wiatr hulał pomiędzy drzewami, gęsty śnieg parł ze wszystkich stron, widoczność ograniczała się na wyciągniecie reki. Potężna postać opatulona w ciemne skóry parła powoli przez niekończące się zaspy, zostawiając za sobą głębokie ślady. Spod kaptura wydobywały się kłęby pary, efekt nagłego chłodzenia, ciepłego, miarowego oddechu. Prawa ręka postaci pomimo trudów marszu nieustannie spoczywała na rękojeści miecza. Na plecach osadzona była ogromna, owalna tarcza, kołysząca się przy każdym kroku. Z każdą chwilą na zaśnieżonym świece gęstniał mrok. Pomimo wielogodzinnej wędrówki postać nadal maszerowała rytmicznie zachowując cały czas to samo tempo. W pewnym momencie zatrzymała się, poprawiając osłonę twarzy, przystawiła dłoń skrytą w grubej, skórzanej rękawicy do czoła osłaniając oczy przed zamiecią. Zaczęła się wpatrywać wprost przed siebie. Gdzieś daleko, pomiędzy grubymi czarnymi pniami drzew migotało żółtawe światełko. Po chwili ruszyła dalej. Kilkanaście minut później stała już przed wielka gospoda tuz u podnóża ogromnej góry. Bez trudu odnalazła drzwi pomimo wdzierającego się do oczu śniegu. Otworzyła je sapiąc cicho. Weszła powoli do środka. Oczy wszystkich będących wewnątrz zwróciły się w stronę otwierających się drzwi. Wchodząca do środka postać, zatrzasnęła je za sobą, a one zamknęły się z głuchym hukiem, otrząsnęła śnieg z odzienia po czym zrzuciła z głowy kaptur. Chwile potem gruby kobiecy glos wydobył się z jej ust docierając do każdego ucha w gospodzie. Padło jedno zdanie "Szukam krasnoluda imieniem Fermi". |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |