📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Ankhara
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 21 Nov 2005, 16:01
Imię: Ankhara
Rasa: Człowiek
Klasa: Kapłan
Wiek: 20 lat
Wzrost: 176 cm
Waga: 70 kg
Oczy: szafirowe
Włosy: białe

WYGLĄD:
Jest to dość młoda, wysoka i szczupła kobieta. Jej długie, jasne niemalże białe włosy kontrastujące z prawie że orzechowa karnacją związane są w gruby warkocz opadający na plecy. Lśniące, szafirowe oczy wiecznie błyszczą się rozglądając się w około. Jest dość dobrze zbudowaną kobietą o smukłej, prężnej sylwetce.

TROCHE HISTORII:
Z okna mojej rodzinnej chaty widać potężne białe szczyty gór. Siła i groza bijące z tego widoku, zawsze mnie intrygowały, jednak będąc małym dzieckiem, nie wolno mi było wyruszać daleko w ich kierunku…
Wychowałam się w małej górskiej wiosce, a rodzice moi nie byli zamożni. Żyliśmy z hodowli kóz. Już jako ośmioletnia dziewczynka miałam wiele obowiązków, a głównym było pasienie moich ukochanych kóz. Uwielbiałam zabawy z nimi. Moi rodzice zawsze zastanawiali się dlaczego całe stado jest mi posłuszne. Zawsze szły tam gdzie chciałam, jadły trawę którą im wskazałam, pozwalały mi robić ze sobą wszystko. Co rano więc zabierałam kozy na pobliskie łąki i spędzałam tam z nimi prawie cały dzień.
Pewnego dnia….miałam wtedy chyba 10 lat, jedna z kóz zaczęła oddalać się od reszty bez mojego pozwolenia. Wołałam ją, ona jednak nie reagowała. Zaczęłam za nią biec, lecz była szybsza ode mnie. Wszystko działo się tak prędko, że nie zauważyłam nawet jak daleko odbiegłam od stada i co ważniejsze od miejsca, które wyznaczone zostało przez rodziców, za granicę moich wszelakich wędrówek. Nie widziałam kozy, lecz słyszałam dźwięki przez nią wydawane. Postanowiłam dalej podążać w jej kierunku. Szybko straciłam orientację, po pewnym czasie znalazłam jednak moją zgubę. Ma ukochana kózka wpadła w szczelinę i nie umiała się z niej wydostać. Zeszłam do niej i ku swemu zdziwieniu zauważyłam, że tak naprawdę wcale nie utknęła w tym miejscu, lecz wpatruje się we wnękę w ścianie. Wnęka okazała się wejściem do groty. Byłam odrętwiała ze strachu - z jaskini wydobywał się stłumiony jęk. Koza nagle wskoczyła do jaskini. Postanowiłam pobiec za nią.
W ciemności ujrzałam kraty, a za kratami skuloną postać, ubraną w brązową wypłowiałą szatę. Postać odwróciła się w moim kierunku. Była to stara kobieta. Przez chwile wydawało mi się że widzę dziwny błysk w jej oku. Nagle przeszły mnie niesamowite dreszcze i zimno zakuło moje serce. Po chwili jednak, jej wzrok stał się łagodny i ukazywał smutek oraz zwątpienie. Wychudzonymi dłońmi poprawiła do tyłu siwe, zniszczone włosy i zaczęła zbliżać się w moim kierunku. Nie wyglądała na groźną, jednak sprawiała, że czułam niesamowity lęk. Nagle wydobyła z siebie dziwny jęk, który po chwili zamienił się w śpiew o przepięknym brzmieniu. W tym momencie poczułam jakby ulgę. Cały strach zniknął w krótkiej chwili. Moim jedynym celem w tym momencie, było podanie jej dziwnego przedmiotu, który znajdował się przy wejściu. Przedmiot ten otoczony był świetlistą łuną i wydawało mi się że wisi w powietrzu. Dziś wiem, że był to magiczny pierścień, który dawał jej potężną moc. Wtedy jednak nie miałam o tym pojęcia. Jej śpiew, brzmiał jak śpiew cudownego ptaka. Opętał mnie i wiedziałam, że muszę zrobić wszystko co w mojej mocy aby podać jej to czego pragnie. Nie wypowiedziała do mnie ani jednego słowa, a wszystko wydawało mi się tak oczywiste. Podeszłam do świetlistego przedmiotu i podałam go jej…nie miałam pojęcia ilu ludziom czynie krzywdę w tej chwili. Nagle kraty zamieniły się w pył, a krucha postać zaczęła się prostować i…rosnąć. Po chwili stal przede mną wysoki mężczyzna. Z jego oczu biło zło tak niesamowicie silne, że po dziś dzień na myśl o nim czuję zimno przekuwające moje serce. Spojrzał na mnie i roześmiał się. Ton jego śmiechu przerażał mnie tak bardzo, że łzy silnym strumieniem zaczęły płynąć z moich oczu. Wypowiedział dwa dziwne słowa, których nie umiałam zrozumieć i po chwili znalazłam się w zupełnie innym miejscu a obok mnie stała koza. Z oddali słyszałam stłumione wycie, które napawało mnie grozą. Koza zaczęła ocierać się o moje nogi , wydając przy tym przerażający dźwięk. Zupełnie nie miałam pojęcia co robić. Byłam sama w wielkim ciemnym lesie. Towarzyszyła mi jedynie koza, której przerażenie zdawało się być dużo większe od mojego.
Postanowiłam iść przed siebie. Wycieńczona wędrówką, bałam się jednak zatrzymać…zapadł zmrok i nastała przeraźliwa ciemność. Szłam dalej, a koza podążała moim krokiem.
Nagle z daleka usłyszałam szelest. Po chwili zdałam sobie sprawę że coś biegnie w moim kierunku. Zaczęłam uciekać. Przebyłam zaledwie kilka kroków, gdy do moich uszu doszedł przeraźliwy dźwięk wydawany przez kozę. To „coś” dopadło ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Biegłam przed siebie z nadzieja, że zaraz zza drzew wyłoni się chatka moich rodziców. Byłam tak przestraszona, że zupełnie straciłam poczucie czasu. Zaczęło się rozjaśniać i w pewnym momencie za drzewami ujrzałam mały drewniany domek . Szybko dobiegłam do drzwi i zaczęłam w nie desperacko uderzać pięściami. Drzwi otworzyły się a zza nich wyłoniła się wysoka postać. Był to stary budzący grozę mężczyzna. Miał białe długie włosy i gęsta siwą brodę. Ubrany był w długą, zniszczoną już białą szatę. Mężczyzna rozejrzał się z niepokojem i kazał mi szybko wejść do środka. Z izby biło niesamowite ciepło. Blask z kominka oświetlał pokój. Nagle znikł cały mój strach. Mężczyzna nalał mi tajemniczego gorącego naparu i kazał natychmiast wypić. Spokój ogarnął mój umysł. Przedstawił się, mówiąc że na imię mu Morlon i wszyscy tak się do niego zwracają. Opowiedziałam starcowi całą historię. Na jego twarzy rysował się wielki niepokój. Powiedział mi, że człowiek który mnie tu sprowadził jest bardzo potężnym magiem. Został uwięziony w grocie i miał tam spędzić resztę swego żywota, ponieważ ciemne moce ogarnęły jego duszę. Swą potęgą czynił tak ogromne spustoszenie, że grupa magów postanowiła go unicestwić. Udało im się jedynie uwięzić go w grocie rzucając na nią potężny czar. Jej miejsce miało na wieki pozostać tajemnicą…
Nie umiałam wytłumaczyć Morlonowi, gdzie znajduje się moja wioska. Nie miałam nawet pojęcia o tym co znajduje się w jej pobliżu, gdyż wcześniej nie oddalałam się od domu. Po chwili uświadomiłam sobie, że mogę już nigdy nie spotkać rodziców. Starzec nie wiedział gdzie uwięziony był człowiek którego uwolniłam. Wiedział jednak, że miejsce to znajduje się daleko stąd. Jakiś czas siedzieliśmy w milczeniu. W pewnym momencie Morlon zaproponował mi abym zamieszkała z nim i pobierała od niego nauki. Obiecał również, że pomoże mi odnaleźć rodzinny dom.
Mijały lata…
Z każdym rokiem zdawałam sobie coraz większą sprawę z tego kim naprawdę jest Morlon. Starzec, który wziął mnie pod swoje skrzydła był potężnym kapłanem. Przekazywał mi swą wiedzę i umiejętności aż do dnia moich dwudziestych urodzin….do dnia w którym uznał, że jestem gotowa aby wyruszyć w poszukiwaniu domu…

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026