|
Post #1
21 Nov 2005, 20:32
W odległej krainie Kalimdoru leżała wioska taurenów. Tak się stało, że pewnego dnia w tej oto wiosce przyszły na świat dwa taurenki. Jednego nazwali Ogrip, a drugiego Torlor. Historia tych oto braci, zakończona tragicznie, będzie naszą dzisiejszą opowieścią…
Bracia od urodzenia zdradzali świetne predyspozycje na wojowników. Każdy z nich odznaczał się sporą siłą fizyczną i zwinnością. Umieli już zręcznie wymachiwać bronią treningową od dzieciństwa. Po osiągnięciu dojrzałości, zostali oddani na szkolenie do najlepszych nauczycieli. Ogrip od początku był lepszy od Torlora, łatwiej przyswajał techniki walki. Torlor był trochę niezdarny, często broń mu bez powodu wypadała z ręki. Ogrip wyśmiewał go za to, szydził z niego. Bracia różnili się bardzo. Torlor miał raczej łagodne usposobienie, zawsze myślał zanim cokolwiek zrobił, oceniał przeciwnika zanim zaatakował. Z kolei Ogrip był znacznie inny. Preferował brutalną walkę, bez litości. Zawsze rzucał się z furią na przeciwnika, wymachując dziko bronią. Otrzymawszy ranę powarkiwał tylko chwilę i dalej walczył. Obaj byli jednak uparci, nie poddawali się, zanim nie wykonali powierzonego im zadania. Z czasem jednak przepaść między braćmi pogłębiała się. Ogrip coraz bardziej zdradzał swoją niechęć do brata. Oboje chcieli zawsze wywrzeć wrażenie na ich ojcu. Ogripa to denerwowało, nie mógł znieść konkurencji. Do tego stopnia, że któregoś dnia podczas treningu, Ogrip po przegranej walce z bratem rzucił się na niego. Gdyby nie nauczyciele, Ogrip niechybnie zabiłby brata… Ojciec skarcił go za to, co jeszcze spotęgowało jego nienawiść do Torlora… Mógłbym jeszcze długo opowiadać o nich, lecz te fakty są niczym, w porównaniu z tragicznym zakończeniem tej historii… Pewnego dnia, o poranku, Ogrip przyszedł do Torlora i zapytał go czy nie poszedłbym z nim na urwisko nieopodal, aby porozmawiać z nim i się pogodzić. Torlor zgodził się na to, chciał już wreszcie zakończyć ten spór. Kiedy jeszcze większość spała, dwa taureny poszły na urwisko. Po drodze rozmawiali ze sobą, Ogrip zachowywał się bardzo uprzejmie, widać było wyraźnie, że chciał zgody. Gdy byli już blisko skraju urwiska, wyraźnie w dobrych humorach, śmiejąc się z tego i owego, Ogrip nieco zwolnił kroku, aby Torlor go wyprzedził. Zanim się odwrócił, runął na ziemię ścięty z nóg. Od razu po obróceniu się na plecy, z rykiem spadł na niego Ogrip, przyszpilając brata. Zaczęli się szamotać i siłować, ale Ogrip był prawie dwa razy większy od niego, więc Torlor nie miał z nim szans. Zdołał jednak nogami podnieść brata na parę centymetrów i zrzucić go na bok. Torlor wstał szybko i przyjął pozycję obronną. Ogrip wstał powoli i obrócił się do brata. Na jego twarzy zagościł szyderczy uśmieszek. - „Nędzny robaku!” – ryknął. „Myślisz, że jesteś w stanie pokonać mnie, Ogripa?” Ogrip zaczął iść w jego kierunku, a Torlor zaczął się cofać. - „Zawsze byłeś słaby”. – warknął. „To ja będę z ojcem rządził wioską, nie ty, taki amator!” Ogrip spojrzał w bok na młode drzewko, rosnące na skraju urwiska. Uśmiechnął się szeroko i jednym szarpnięciem wyrwał drzewo z korzeniami. - „To twój koniec braciszku!” – wykrzyknął triumfalnie i rzucił drzewem w Torlora. Słabszy tauren zdołał się uchylić, ale stracił równowagę i runął w dół, lecz zdołał złapać się wystającego kamienia! Torlor spoglądał w górę błagalnie. Słychać było ciche grzmoty, gdy nadchodził Ogrip. Po chwili oczom Torlora ukazał się potężny tauren, trzymający głaz w ręku i uśmiechający się szyderczo do niego. - „Żegnam żałosna istoto” – zaśmiał się przez chwilę i uniósł kamień do rzutu. Lecz nagle coś targnęło nim. Wybałuszył oczy, na jego twarzy pojawił się grymas zdziwienia. Kamień wyleciał mu z ręki i spadł na ziemię. Postąpił krok do przodu i zaczął obracać się powoli. Gdy był już obrócony bokiem do Torlora, z włócznią wbitą w plecy, postąpił krok w bok i runął w czeluść urwiska. Torlor wisiał tak przez chwilę zastanawiając się, co będzie się działo dalej. Znów usłyszał cichy grzmot kroków i po chwili jego oczom ukazał się jego ojciec! - „Ojcze!” – wykrzyknął radośnie i błagalnie. Ogromny tauren schylił się i wyciągnął rękę do Torlora. Młody tauren wyciągnął rękę, a jego prawie trzykrotnie większy ojciec bez problemu wciągnął go na górę jedną ręką. - „Synu” – powiedział ze łzami w oczach i uściskał taurena. -„ Ogrip nie żyje, ojcze.” - „Nie zasługiwał na życie. Nie był honorowym taurenem…” Po powrocie do domu, przez kilka dni Torlor próbował się przystosować do nowego życia, bez brata i jego nienawiści. W kilka tygodni później Torlor pożegnał się z ojcem i opuścił swoją wioskę. Młody tauren chciał zapomnieć o wydarzeniach z przed paru tygodni. Wyruszył z nadzieją na odnalezienie spokoju… |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |