|
Post #1
21 Nov 2005, 20:34
Imię: Tameron
Wzrost: 224 cm Waga: 147 kg Wiek: 23 lata Historia: Już świta.Słońce leniwie wznosi się ponad horyzont rozpoczyajac swą odwieczną drogę.To dobra pora na smierć pomyślałem. Tu kończy się moja wędrówka - tu gdzie się zaczęła.Odwracam wzrok w kierunku wzgórza.Stłumione odgłosy zbroj- nych świadczą o tym,że z tamtąd nadejdą.Stanę przed nimi z głową wzniesioną do góry.Ja wielki pan gotowy na to co nieuniknione. [...twarz biegnącego wyrostka.Tuż za nim wioskowy mędrzec z dyscypliną w ręku.Biegnij Tameron,dasz radę!Głos przyjaciela siedzącego na pochyłym drze- wie.Po chwili biegną już razem ku Orkowej Skale.Kto ostatni ten stara ropucha. Skok z urwiska...błękit nieba...błękit wody...wolność...Podwodna grota<Fort> to ich największy sekret...] Spoglądam w dolinę.Na zgliszcza wioski.Tragiczny widok miejsca,które przez tyle lat bylo całym moim światem.To śmieszne ale tak bardzo tu teraz pasuję. Wynędzniały,ubrany w strzępy starych łachów,dzierżący w dłoniach zardzewiałe żelazo wyciągnięte spod truchła przy drodze.Ja wielki pan? [...dzieciak stojący w przejściu obserwuje ucztujących wojowników.Szczególną uwagę zwraca na jednego zdającego się przewodzić pozostałym.To Aheon jego ojciec.Ile to już czasu upłynęło odkąd widział go po raz ostatni? Aheon nigdy zbytnio nie interesował się synem.Prawie cały czas poświęcał na wyprawy wojenne.Odkąd pamiętam tropił ich i zabijał we wszystkich zakątkach swiata.Dlaczego tak bardzo ich nienawidził? Nikt nie miał odwagi zapytać. Przywożone z licznych wypraw łupy zapewniały synowi dostatnie życie a wysoka pozycja wśród swoich całkowite bezpieczeństwo.Nie było to bez znaczenia dla potomka wychowującego się całe życie bez matki.Jednak on o wiele bardziej pragnął czegoś innego.Chociaż odrobiny ojcowskiej miłości. Zataczający się wojak potrąca malca.Aaa to ty mały bełkoce.Przechylając w dół głowę przykłada palec do ust.Strzeż się tego,który ma oczy jak para błyskawic. Purpurowe plamy jak kwiaty na łące rozkwitają na ubraniu dziecka.Bezwładne ciało z rozłupaną toporem czaszką opada na ziemię.Zawsze miał za długi jęzor. Po tych słowach Aheon ponownie powraca do biesiadowania.Zszokowany wyrostek wybiega na zewnątrz.Co miały znaczyć te słowa? Dlaczego on musiał zginąć?...] Odgłosy zdają się być coraz bliższe,miarowe kroki,uderzenia metalu o metal. Już niedługo rozgniotą robaka jakim się stałem.Tak - robaka bo jak inaczej nazwać kogoś takiego jak ja.Jem,piję,śpię,uciekam przed smiercią.Już nie mam siły uciekać.Niech ten koszmar nareszcie się skończy. [...przynieśli ciało.Biegnący młodzieniec wyprzedza gapiów.Kaarnak!Bracie. Widok przyjaciela rozszarpanego przez dzikie bestie przyprawia go o mdłosci. Nie tak miał wyglądać powrót z twoich pierwszych łowów,nie tak to sobie wyma- rzylismy.Tego dnia żegna na zawsze marzenia o wielkich czynach.Ostati raz odwiedza Orkową Skałę,nigdy już tu nie przyjdzie...] Nieopodal mnie preriowy piesek przebiega jedną ze swoich scieżek w sobie tylko wiadomym celu.Wydaje się,że dzwięki dochodzące z oddali nie obchodzą go wcale.Jak bardzo mu teraz zazdroszczę. [...pijany młokos wyszedł za potrzebą.Pomyślal,że klatka na środku placu nie pasuje do reszty znajomych kształtów.Zgarbiona postać w jej wnętrzu zasty- gła w bezruchu jak posąg.Dlaczego tatko go tam uwięził? Przecież nigdy nie brał jeńców.Z tym było inaczej,jemu obiecał,że bedzie umierał po stokroć. Choć tu Tameron i przylóż tej gnidzie zawołał strażnik pilnujacy klatki.Na dzwięk imienia postać w klatce poruszyła się zwolna i uniosła głowę.Wtedy ujrzał je po razpierwszy.Te oczy.Na ich widok miękną kolana a dreszcze przechodzą przez całe ciało.I rzekł nieznajomy:Twój ojciec zginie i całe jego plemię...] Pikujacy ptak jak meteor uderza z nienacka.Schwytany piesek wydaje odgłos rozpaczy.Czego ja ci zazdroszczę bracie? Twój los w niczym nie różni się od mojego. [...klatka!Klatka jest pusta!Wrzask stawia na nogi całą osadę.Kto żyw biegnie w kierunku placu.Zionąca pustką klatka i trup wartownika leżący tuż obok nie wróżą niczego dobrego.Glos ojca w pośpiechu wkładającego zbroję.Wyruszamy, wyruszamy natychmiast!...] Skazany na zagładę piesek wyrywa się ze szponów swojego kata.Oszołomiony, broczący krwią desperacko walczy o życie.Pobliskie cierniste zarośla to jego cel-to jego wyścig o życie. [...te szczury,nigdy nie dadzą pospać,pomyślał.Wypite wieczorem piwo wciąż spowalnia mu zmysły.Powoli odgarnia słomę.Postacie widziane w bladym świetle księżyca wyglądają złowrogo.Kim są? Niespodziewanie jedna z nich odwraca się na krótką chwilę odsłaniając oblicze.Ciarki przeszywające ciło na wskroś stawiają mu włosy na karku.Nie ma już wątpliwości,już wie kim są nieznajomi.Myśl-by uciec stąd jak najdalej zaprząta mu umysł.Biegnie przed siebie,byle dalej,byle szybciej.Za plecami krzyki,łuna pożaru.Nie odwraca wzroku...] Hałas odgania obrazy z przeszłości.Piesek wygrywa wyścig o życie.Może to znak dla mnie? Może i ja powinienem spróbować? Za póżno.Sylwetki zbrojnych wyrastają ponad wzniesieniem.Nadchodzi mój koniec.Głos w mojej głowie woła Tameron,dasz radę! Orkowa Skała-to może się udać.Lecz czy starczy mi sił,jestem taki słaby? Nogi bezwiednie ruszają do biegu.Chęć życia wyzwala we mnie siły o których istnieniu nie miałem pojęcia.Świst,strzała przeszywa pochyłe drzewo. O bogowie,przysięgam jeśli mi się uda całkowicie odmienię swe życie! Już tak blisko.Kilka kroków.Nie odwracam głowy.Skok z urwiska...błękit nieba, świst,ból...czerwień wody? A jednak żyję,<Fort> da mi schronienie. Żegnaj gromooki,pewnie kiedyś się spotkamy.Ale jeszcze nie teraz,nie teraz. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |