|
Post #1
22 Nov 2005, 20:18
Imię: Lurtz
Płeć: Mężczyzna Rasa: Ork Profesja: Wojownik Wiek: Nieznany Wzrost: 203 cm Waga: 105 kg Oczy: Czerwone Włosy: Czarne Karnacja: Ciemna Patrząc na Lurtza widzisz orka o ciemnej karnacji z hebanowymi włosami oraz wulkaniczno czarnymi oczami. Ma niecodzienną fryzurę a dokładniej dredy. Jest umięśniony, masywny, na jego ciele jest parę blizn. Szczerze mówiąc nie pamiętam swojego dzieciństwa ani ile mam lat. Nie interesuje mnie to. Wiem, że wychowywałem się w obozie wojskowym i od małego kazali mi się uczyć władać bronią co akurat mi odpowiada. *ork zaczyna się śmiać* Teraz przynajmniej mogę was zabić bez strachu o własną skórę. *ponowny śmiech orka* Gdy już dorosłem, to kapitan mojej nowej kompani od razu mnie polubił. Miałem coś w rodzaju talentu do zabijania. Pierwszą bitwę stoczyłem pod Skałą Śmierci. Nazwana została tak z powodu ciągle powstających szkieletów naszych zmarłych wojowników. Musieliśmy zabić jakiegoś maga. Nie wnikałem kim on był oraz co robił. Dostałem rozkaz zamordowania go co też uczyniłem razem z moimi towarzyszami broni. Później trolle z naszego obozu oznajmili nam, że gdy wracali ze zwiadu dojrzeli w lasach posterunek ludzi. Ruszyliśmy bezzwłocznie. Mieli dwukrotną przewagę. Walka była okrutna a zarazem piękna. Z naszej 100 wojowników wróciło 24. Zmarł nasz kapitan i Gharosh ? mój dobry przyjaciel został nowym wodzem naszego oddziału. Szybko uzupełniliśmy żołnierzy i ruszyliśmy w poszukiwaniu bazy ludzi. Teraz było nas już 200. Zostałem kapitanem II plutonu. Miałem pod sobą 100 zawodowych żołnierzy. Po dwóch dniach forsownego marszu znaleźliśmy mały obóz. Prawdopodobnie była to stacja zaopatrzeniowa gdyż znaleźliśmy tam dużo pokarmu ludzi. Broniło go tylko 20 piechurów. Zostali zmasakrowani a naszych poległo zaledwie 5. Wciąż ich szukaliśmy. W końcu czwartego dnia marszu znaleźliśmy ten posterunek. Było ich na oko 200 więc szanse były równe. Najpierw ruszył I pluton wraz z Gharoshem. Mój pluton miał flankować te psy, co też uczyniliśmy i dzięki temu posunięciu wygraliśmy. Niestety w tej bitwie zginął mój przyjaciel Gharosh i wojsko powołało mnie na dowódcę. Atakowaliśmy i zwyciężaliśmy przez długi czas. Pewnego dnia gdy siedziałem i już prawie zasypiałem w swoim namiocie wkradł się do mnie jeden wojownik ode mnie z oddziału i próbował mnie zabić i przejąć władze. Na szczęście ja jeszcze przytomny i czujny, czego uczył mnie zawsze Gharosh za czasów swego panowania zdążyłem chwycić za mój topór i jednym ciosem powaliłem napastnika. Widział to inny wojownik, jego towarzysz. Krzyknął, że wezwałem do siebie tego wojownika po czym go zabiłem! Był z nim w zmowie. Moja armia mu uwierzyła i wydaliła mnie z wojska i skazała na wygnanie. Zawiodłem się na nich. Po moim odejściu dowiedziałem się, że wielu wojowników padło od bratobójczej walki. Długo wędrowałem aż w końcu trafiłem do tego świata... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |