|
Post #1
25 Nov 2005, 13:43
Wiek: 119lat
Rasa: Elf Klasa: Wojownik Wzrost: 192 Waga: 92kg Oczy: Niebieskie Skóra: blado-żółta Włosy: długie blond ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Aghrrrr przeraźliwy ból przeszył moją głowę, ale zaraz zaraz kim ja właściwie jestem? Spoglądam na moje blado sine ręce z zaciekawieniem przypatrując sie wielkiemu pierścieniowi z ametystem*(1) pokrytym dziwnymi symbolami. Strzępy wspomnień przelatują mi przez głowę niczym błyskawice, z przerażeniem rozglądam się po wilgotnej jaskini którą delikatnie rozświetla dogasające ognisko. -Jak się czujesz Heathen?- usłyszałem gruby donośny głos. Przerażony odwróciłem się i nerwowo w półmroku próbowałem rozpoznać zarys krępej siedzącej postaci. -Kim jesteś? KIM JA JESTEM?!!!!!!!- krzyknąłem. Z Cienia powoli z widocznym trudem podniosła sie niewysoka postać. Był to krasnolud z wymalowanym na twarzy uczuciem bólu. -To ja Geldor?! Nie pamiętasz mnie?- Brodaty krasnolud podszedł i złapał mnie za rękę. Nastała cisza, głucha cisza przerywana jedynie dźwiękiem spadających ze sklepienia jaskini kropel wody. Trwało to nie dłużej niż kilka sekund, lecz te kilka sekund wydawało sie wiecznośćią. W głowie wysokiego elfa przemijały jak w kalejdoskopie setki obrazów i wpomnień. Jego twarz także malowana była cierpieniem, a nad prawa skronią miał dużą i świeżą ranę. -Niestety nie. -Nic dziwnego po takim ciosie ciesz sie że żyjesz- powiedział krasnolud z wyczuwalnym w głosie humorem. -Ale co się stało? -Ehhh chłopie ahg agh- przykucnął łapiąc się za pierś- nie mieliśmy rzadnych szans, bylo ich za dużo a ja bez mojego Rąbigłowa*(2) nie byłem w stanie nic zrobić. W tym momencie dostrzegłem wystający grot strzały z piersi krasnoluda....strzały wystrzelonej z łuku która miała trafić mnie!!! Teraz wyraźnie widzę jej obraz, przypominam sobie... walka dośc nierówna nas było tylko dwóch. Kilka orków i banda goblinów zaatakowała nas podczas wędrówki. Broniliśmy się ostatkiem sił, w ogolnym chaosie ostanie co pamiętam to potężne uderzenie w głowę i to jak własnym ciałem Geldor zasłonił mnie przed strzałą wystrzeloną z łuku goblina. Rozejżałem się po jaskini. Nigdzie nie było widać naszego oręża. -widocznie pomyśleli że nieżyjemy. Głupie bestie- powiedział Geldor wyprzedzając moje pytanie. -Tak tak powoli zaczynam sobie przypominać- ze smutkiem spojżałem na pierś krasnoluda. Skóra wokół rany była martwa i sina, wszystko wskazywało na to że krążąca w jego krwii trucizna nie pozostawiła mu zbyt wiele czasu... -Usiądźmy- powiedziałem dokładając drewna do ogniska. Patrzyłem na wesołe oczy Geldora, on zawsze potrafił mnie rozbawić ale nie tym razem... Siedzieli tak kilka minut wspominając wspólne polowania, i zabawy w karczmach do białego rana. Lecz w głębi duszy młody (jak na swój wiek) elf był załamany, znał go dziecka, w sumie można powiedzieć że Heathen Isolartus był niczym ojciec dla Geldora wszak to on go wychował. Siedzieli tak razem aż do samego końca....Geldor skonał na rękach swego "ojca". Heathen pochował go z głową zwróconą w kierunku wschodzącego słońca by co dzień był przy nim. -Przysięgam- że Cię pomszczę!!!!!- przez zacisnięte zęby ze łzami w oczach wyszeptał Heathen nad grobem swojego przyjaciela.... Niestety od tamtego czasu Heathen nadal nie przypomniał sobie wszystkiego. Każdy nowy dzień jest dla niego wyzwaniem można powiedzieć że zaczął życie od nowa, życie w swiecie ogarniętym odwieczną walką dobra ze złem. Powoli przypomina umejętności w walce oraz starych przyjaciół....jednego z nich nie zapomni NIGDY! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ (1) Pierśćień z ametystem- Pierścień rodu Salvelinus który otrzyuje każdy elf przy narodzinach. Zgodnie z podaniem posiada magiczne moce, jednak jak narazie Heathen takowych nie odkrył. (2) Rąbigłów- dwóręczny topór bojowy, ulubiona broń Geldora, którą otrzymał od swego przyjaciela na swoje 30 urodziny. Od tamtej pory nigdy się z nią nie rozstawał. Chyba że był u kowala w naprawie. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |