📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Nakhee-elf wojownik[wersja bez błędów]
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 26 Nov 2005, 13:33
Imię: Nakhee
Rasa: Elf
Profesja: Wojownik
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21 lat
Wzrost: 183cm
Waga: 50kg
Włosy: Długie,jasnobiałe
Oczy: Jasnożółte
Cel: Rozpocząć swoje życie od nowa

Klan Nakhee nie pragnął rozgłosu w Świecie. Wystarczyła mu opinia jednych z najlepszych zabójców powierzchni. Zbyt wielu pragnęło się ich pozbyć. Tak więc zaimprowizowali swoje zniknięcie i udali się na nieznaną nawet sobie wyspę. Napotkali tam przeszkody w postaci nieznanych dotychczas olbrzymich stworów. Nakhee namawiał ich do odpłynięcia, do ucieczki z tej niebezpiecznej krainy. Mędrcy powiadali, że wilczy bóg plemienia, Wolerret nakazuje im tu zostać. Jednak klan nie miał zamiaru wracać, jako że wyspa bogata była w drogocenne surowce. Jego klan nie znał litości i zabijał olbrzymie potwory z zimną krwią. Nakhee był wyjątkiem; znał on litość i choć był jednym z najlepszych wojowników w plemieniu, zwykle zabijał w obronie, nie w agresji. Starał się tego po sobie nie pokazywać i jak dotąd dobrze mu to wychodziło. Znalezli dobrze usytuowane miejsce i żyło im się w miarę dobrze. Żyli tam ponad 50 lat kiedy pewnej mroznej nocy stoczyła się ostatnia bitwa klanu Nakhee........
Nic nie wskazywało na problemy. Przeczesał ręką swoje długie, białe włosy. Jednak Nakhee wyczuwał coś złego. Nie podobał mu się ten mrozny wicher przetykany płatkami śniegu. Ani też gęsta mgła która opadła strasznie, zdawałoby się, szybko. Tej nocy jego oddział pełnił wartę na najlepiej ukrytym miejscu zwiadowczym z dala od osady. Przez ponad 20 lat nie stoczył żadnej walki oprócz tych treningowych. Zaczynał odczuwać pewną monotonność. Tym bardziej zaniepokoił go fakt że dziwnych, dużych potworów nie widział od ponad 25 lat. Nie myślał o niebezpieczeństwach zbyt często jeśli nie pełnił warty więc zbytnio się tym nie przejmował. Jednak tej nocy coś go wyraznie niepokoiło. Przeklinał tę mgłę. Nie widział nic na odległość 2 metrów. Przez cały czas swojej warty jego wyczulony słuch ostrzegał go że coś dzieje się w osadzie. Ścisnął wilczy łeb, wiszący mu na szyi, będący symbolem jego boga. Zignorował te prawie nie dające się słyszeć odgłosy, które były jeszcze gorzej słyszalne przez szalejący wicher w jego uszach. Spojrzał na swoich dwóch towarzyszy. Armeriin i Basjoon byli od niego co najmniej 100 lat młodsi. Byli jednymi z jego najlepszych przyjaciół. Owinął się mocno swym płaszczem i nasunął na głowę kaptur. Siedzieli tu już dobre 8 godzin i za niespełna godzinę mieli udać się w drogę powrotną. Wydawało mu się, że usłyszał odległy krzyk. Spojrzał na swych kompanów. Nie byli tak doświadczeni jak on, nie zdziwił się więc że tego nie zauważyli.
-Armeriin, Basjoon, idziemy- Nakhee powiedział szybko i stanowczo
-Czyżby nie za wcześnie?- powiedział Armeriin
-Powiedziałem jasno. Armeriin ani Basjoon nie chcieli się spierać ze swoim dowódcą, więc przygotowali się do drogi. Byli jedynie 2 godziny marszu od wioski, jednak w tych warunkach oceniali drogę na jakieś 3,5 godziny. Niedaleko krańca osady znalezli niezaprzeczalne ślady bitwy. Leżały tam dwa martwe elfy. Jednak to nie to zdziwiło Nakhee i jego dwóch kompanów. Ze zdziwieniem wpatrywali się w zwłoki dwumetrowej bestii, tej samej, której nie widzieli od prawie 3 dekad. Ostrożnie podeszli do ciała i zobaczyli, że jest lekko przetransformowane na postać wilka. Odczuwając pewnego rodzaju strach, że taka bestia zdołała pokonać dwóch dobrze uzbrojonych elfów, zaczęli iść w kierunku osady. Jeśli to, co zobaczyli wcześniej było straszne, to widok, który ukazał im się teraz, był wręcz koszmarem. Wszędzie pełno było trupów, z czego co najmniej trzy razy więcej ciał należało do elfów. Lecz kaplica, naznaczona symbolami wilczego boga, była nienaruszona. Nagły szmer z lewej strony zaalarmował ich. Następny z prawej. Jeszcze więcej. Zrozumieli, że są w pułapce.
-Odwróćmy się do siebie plecami-powiedział Nakhee i za chwilę stali w trójkącie. Byli otoczeni przez olbrzymie wilki oraz wilkopodobne istoty, które widzieli wcześniej. Basjoon rzucił się na najbliższego przeciwnika wymachując swym buzdyganem, lecz został diabelnie szybko zabity przez wilki. Nakhee i Armeriin nie popełnili tego błędu. Kiedy stali tak około minuty, przed zgrupowanie stworów wyszedł trzymetrowy wilkopodobny humanoid. Nakhee nie pominął faktu, iż ten oto stwór miał na szyi naszyjnik z wilczym łbem, symbolem Wolerreta. Nakhee miał prawie identyczny. Wielki humanoid wskazał na port przy brzegu i na nich. Dwóm elfom wydawało się, że stwory każą im odpłynąć. Jednak towarzysze stali nadal w miejscu z pytającymi minami. Wtedy stwór obtoczył wyspę ramieniem i narysował na ziemi wilczy łeb. Nakhee zrozumiał że to wyspa poświęcona jego bogowi.
-Armeriin, idziemy-powiedział
-Gdzie?
-Gdzieś gdzie można by rozpocząć życie od nowa, normalne życie
-Oszalałeś?! Ta wyspa to raj, to nasza egzystencja
-Rozejrzyj się!!!A zresztą twój wybór....chcesz to zostań....
Nakhee odszedł w stronę portu. Wsiadając na okręt nie zdziwił się słysząc przerazliwy okrzyk elfiego mężczyzny. Starał się zdusić łzy ale nie mógł. Odpływając od brzegu zauważył mapę na której były dwa kontynenty. Znał tą mapę....to była jego mapa. Tyle że czerwonym "iksem" była zaznaczona wyspa a na niej napis "Teldrassil". Spojrzał na brzeg i zobaczył tam zakapturzoną, ubraną w czerń postać. Kiedy miał coś krzyknąć, postać rozwiała się wraz z podmuchem wiatru. Został jedynym żywym ze swego klanu. Zdarł emblematy klanu i postanowił rozpocząć nowe życie, z dala od przeszłości. Wciąż wpatrywał się w nazwę "Teldrassil", w nazwę celu swojej podróży.......

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026