|
Post #1
27 Nov 2005, 10:15
Gnom, Mag
Pełne Imię: Bingendrim Booperspice Popularne imię, pod którym znany jest wśród swoich: Dingle Wzrost: 134cm Waga: 32kg Kolor włosów: Naturalny ciemny blond, przejawia jednak skłonność do częstego farbowania swej gnomiej łepetyny. Karnacja: Jasna niczym poranna zorza nad polem cynamonu. Zainteresowania: Cio lubiem? Nie ma nić lepsiego niź ziapach wśchodnich ziół… I te… elfickie panienki, co to mają te dłuuugie włosy i pikne wieelkie ocięta… prawie tak pikne jak klejnoty… Cio jeście? Źłoto... duzio źłota… Jeśtem Bingendjim Dingle Boopejśpajs, psiedśtawiciel fijmy Peppejsolt Boopejśpajs and Sons! Mogę pańśtwu ziaofejować najlepsie psipjawy na półnoć od Travalahein! Tego… ciena jeśt mozie tjośkę wygójoana, ale śpróbujcie źnaleść gdzieś towaj o takiej siamej jakości. Tatko źwykł mawiać, zie nie ma lepsiejsiego miejścia na źnalezienie lisia niź lisia noja… a mozie to był kujnik… hmmm… w kaźdym jazie nie pziepuśćcie okaźji i kupujcie! Tak, tak! - Synku, zapamiętaj sobie, że nie ma piękniejszej rzeczy niż słońce wschodzące nad polami, zapach majeranku i cynamonu oraz pas mile obciążony pełną sakiewką. Widzisz… twój tatko wiele lat błąkał się po świecie w poszukiwaniu sensu. Zwiedziłem krainy od Żółtych Wód aż do Lodowców Karathlin i powiem Ci synu, że świat nie może zaoferować nic wielkiego. Po tym roku eee… zabijania smoków, zdobywania skarbów i wyzwalania niewyzwolonych dziewic, znudziłem się tym wszystkim. Za złoto, które posiadłem, kupiłem ziemię w Dolinach Krravit i dzięki ciężkiej pracy nasza firma jest teraz największym dostawcą ziół i przypraw w całym królestwie. Nie zaprzepaść tego synku… to twoja wielka szansa. Stary gnom oparł się wygodnie o oparcie fotela i po raz kolejny zaciągnął się fajką. Małe gnomiątko leżało na jego kolankach i tuliło się w obfite, nawet jak na gnoma, brzuszysko. Ogień powoli przygasał a oddechy obu gnomów stały się bardzo regularne. Dringle zwany Łgarzem oraz jego jedyny syn zasnęli spokojnie. Mędrcy mawiają, że nic, co piękne nie może trwać dłużej niż uderzenie serca. To z pozoru bezsensowne zdanie nabrało wartości, gdy Bingendrim spoglądał na mahoniową trumnę powoli spuszczaną do rodzinnego grobowca. Spoglądał wstecz na swoje sielankowe życie u boku tatusia i wydawało się ono krótki, zbyt krótkie by można się nim było nacieszyć. Teraz obok drzewka małych obrazków, symbolizujących bliższych i dalszych krewnych, o których słyszał setki opowieści, pojawiła się roześmiana twarz tatusia. Twarz, którą tak kochał, a której już nigdy nie będzie mu pisane zobaczyć - Witaj, jestem Katie. Pracowałam dla twego tatusia od piętnastu lat i nie masz szans dorwać lepszej księgowej. Jako, że teraz firma należy do Ciebie, muszę Cię nauczyć wszystkiego o zarządzaniu tą instytucją. O ile oczywiście tatuś jeszcze tego nie zrobił. – spojrzała pytająco na Bingendrima, a gdy ten lekko pokręcił głową uśmiechnęła się nieznacznie. - Widzisz… to nie takie proste kierować tym całym biznesem… całe dnie musisz grzebać w papierkach, przekopywać się przez tony dokumentów, harować jak wół. Rola prezesa ciągnie za sobą ogromną odpowiedzialność. To Ty ustalasz, kto pracuje, a kto nie. Kto wylatuje, a kto zostaje. Ustalasz wysokość pensji tak, by zoptymalizować współczynnik zadowolenia pracowników przez koszta. Bingendrim był przerażony jak mało kiedy. Ręce drżały mu niemiłosiernie. Chciał by tatuś był z niego dumny… ale co jeśli nie podoła temu wszystkiemu? - Musię? – zapytał nieśmiało. - Tak… musisz. – odpowiedziała Katie. – chyba, że… - Chyba, zie cio? - Chyba, że pozwolisz mi wszystkim tym się zająć… - tak… ten głupi dzieciak na to pójdzie. – wystarczy, że wypiszemy odpowiedni dokumencik… Będziesz mógł dalej żyć sobie beztrosko jak dawniej. Co Ty na to? Szeroki uśmiech na nieświadomej niczego twarzy wystarczył za odpowiedź. - No dobrze… więc pisz… - podała mu pióro i pergamin. – Ja, nieżej podpisany Bingendrim Dingle Boobperspice zrzekam się firmy Peppersolt Booperspice and Sons na rzecz niżej podpisanej Katie Serthdool… I tak oto Bingendrim uwolnił się od straszliwych obowiązków prezesa największej firmy importującej zioła i przyprawy do Królestwa Velion Drzwi tawerny skrzypnęły, gdy zasępiony kupiec mocno je popchnął i, pocierając dłonią zaczerwieniony policzek, wkroczył do środka. Gdy zapach męskiego potu i piwa, do tego połączony z gęstym dymem, dotarł do jego nozdrzy, wysoki, jak na swą rasę gnom, skrzywił się i wyjął z jednej z wielu kieszeni mały woreczek. Przyłożył go do nosa i, z rozradowaną miną, mocno się zaciągnął. Zrobił, zataczając się lekko, kilka kroków, po czym wpadł w ramiona zmysłowej kelnerce. Ta w odruchu obronnym chwyciła w dłoń butelkę wina i uderzyła go mocno w głowę. Czerwona ciecz spłynęła z głowy na nową, zieloną koszulę i jasnofioletowy kaftan, z pewnością niszcząc wykwintne ubranie. Zaraz po kilku kroplach wina na drewnianą podłogę upadło z głuchym stukotem bezwładne ciało nowego klienta. Kilka minut później obolały gnom podczołgał się do lady i, chwytając przeróżnych mebli, podniósł się i spojrzał w oczy barmana. - Witaj, dobji ćłowiećku! Jeśtem Bingendjim „Dindgle” Boopejśpajs – Psiedśtawiciel Peppersolt Booperspice and Sons Company - najwienksiego i najlepsiejsiego impojteja psipjaw do półnoćnych kjain! Psibyłem tu by ziaofejować Ci nasią ofejtę… Ale zianim psiejdzimy do intejesiów to daj mi ślanećkę wody, na suche gajdło… i lód – dodał wskazując palcem na guz wielkości i koloru śliwki, który górował na jego czole. Barman szybko uporał się z robotą i już chwilkę później Bingendrim szedł przez salę, trzymając w jednej ręce szklankę wody, a w drugą mocno przyciskając woreczek z lodem do spoconego czoła. - Mam juź dość tego cholernego miasta! Ziejo siaciunku dla mojej wśpaniałej rasi! – Obrócił wzrok na półnagą sylwetkę w kącie tawerny. Długie blond włosy spływały po kształtnych ramionach, a błekitne oczy niczym morski wir, wciągały wszystkich, którzy zdecydowali się w nie spojrzeć. Szklanka spadła na ziemię i stłukła się, co sprawiło, że barman z irytacją schował twarz w dłoniach. Gnom w charakterystycznym ruchu podciągnął spodnie i powolnym krokiem, z miną na tak zwanego karpia, ruszył w kierunku uroczej damy. – Psinajmniej kobitki sią wśpaniałe. Usiadł obok i uśmiechając się tak, że złoty ząb błyszczał w świetle pochodni, rzekł: - Witaj urocia damo! Ci pozwoliś mi na ten zaścit, zie pośtawiem Ci drynka? - Oczywiście mój drogi gnomie - odpowiedziała dźwięcznym głosem istota - jednakże jak widzisz mam już co pić. Pozwól że się przedstawię. Na imię mi Ashtana - mówiąc to pochyliła się delikatnie nad gnomem a temu przez plecy przeszły delikatne ciarki. - Usłyszałam że zajmujesz się różnego rodzaju przyprawami. Szczerze mówiąc zaciekawiło mnie to jednakże ja interesuję się rzadkimi i egzotycznymi ziołami - mówiąc to Ashtana położyła naciśk na egzotyczność towarów którymi się interesuje. - Nie masz może mój miły w swoich zapasach czegoś co mogłoby mnie zainteresować? Nie czekając na odpowiedź gnoma Ashtana zauważyła guza na głowie rozmówcy, wyciągnęła dłoń i delikatnie go dotknęła. - Czy to boli? - spytała kładąc nacisk na słowo boli. - Pani, gdi ciujem dotyk Twej dłoni, ni ma dla mniem bólu… - rzekł cicho gnom, patrząc w przenikliwe oczy Ashtany. Chwycił ją lekko za dłoń i ucałował z szacunkiem. Twarz rozpromieniła się, co zamaskowało już nie tak mocny fiolet na czole. „To ona!” pomyślał. – Pani, jeśteś psieciudowna… Cio do ziółek… Podniósł nogę i sciągnął wysoki do kolana, wypolerowany bucik, na co kobieta oczywiście lekko się skrzywiła. Odwrócił go i na stół wypadł mały czerwony woreczek z szytymi złotymi nićmi inicjałami BB. Rozwiązał żółtą kokardę, a po pomieszczeniu rozszedł się miły zapach… migdałów? Pani… To mój nacienniejsiejszy towaj. – wyszeptał cicho kupiec. Rozejrzał się dokoła wsadził dwa zadbane palce do torebki i wysypał na otwartą dłoń Ashtany szczyptę złotego pyłu. – To Królewśki Pył z Wyziyn Ajkadii… Ponoć roślina, ź któjej siem go wytwazia, kwitnie ciały wiek, nim osiongnie dojziałość. Rośnie pod boskim słońcem podlewany łzami aniołów. Mam tylko trosiećkę, ale Pani… uźnaj to zia daj od unizionego śługi. – Zawiązał woreczek i złożył go w dłoniach kobiety. Ponownie ucałował jej ręce. – Pani… Jestem Bingenjim… Wyjdź zia mnie… Ciąg dalszy (w tym historia poznania sztuk magicznych) nastąpi. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |