|
Post #1
27 Nov 2005, 20:44
Rasa: Elf
Klasa: Łowca(rouge) Wzrost: 187cm Waga: 72Kg Wiek: 173 lata Włosy: blond Oczy: blado-niebieski Karnacja: Jasna Spojrzenie: Przenikliwe Pierwsze wzmianki o Vastarze ukazały się 169 lat temu, a pochodziły z księgi mieszkańców niewielkiej wioski, zwanej przez bardów Hudahan. Vastar miał być niczym nie wyróżniającym się elfiątkiem, podrzuconym na progu jednego z miejscowych domów. Przypadkiem była to rezydencja bogacza imieniem Derdil , który z dobroci serca (co NAPRAWDĘ nieczęsto się zdarza) przygarnął biednego podrzutka pod swoje skrzydła. Vastar dorastał w atmosferze dobroci i wygód. Jednak niezbyt pasowało mu to monotonne życie, wiec pewnego zimowego poranka po wstaniu z łóżka z baldachimem i zjedzeniu pieczonego bażanta w rodzynkach i słowiczych językach, e, o czym to ja mówiłem? Aha no po zrobieniu tych wszystkich czynności postanowił UCIEC. Zaznaczam, że było to po śmierci szanownego przybranego ojca, jego syna i dwóch córek, a nasz bohater miał już wtedy 145 lat. Po spakowaniu swojego dobytku, czyli poza niezwykle potrzebnym zestawem do makijażu, lusterkiem, nożyczkami i tomikiem własnych wierszy, wziął rzeczy, z którymi, jak stwierdził, ładnie będzie prezentował się w podróży. Były to między innymi: łuk z kołczanem, pięć sztyletów, racje podróżne na dwa tygodnie. Tak właśnie rozpoczęła się jego wielka przygoda Początki nie były łatwe - błąkał się po lesie półtorej tygodnia (mimo że las miał wielkość trzech kilometrów kwadratowych), aż w końcu dotarł do miasta, w którym zaistniał: do Kodilku. To łaśnie tu przez 3 lata Vastar musiał kraść i rabować aby utrzymać się przy życiu, przez co naprawdę znielubił miasta i zatęsknił na łono natury. Lecz życie mocno doświadczyło młodego złodzieja... Stało się to pewnej zimnej, listopadowej nocy, przy próbie zaznajomienia się z dzikim leopardem, który błąkał się po alejkach miejscowego zoo (gdzie Vastar mieszkał, gdyż wśród drzewek małpiego gaju było miękko, przytulnie i cieplutko, a co najważniejsze – blisko natury). Vastar wierząc w swe umiejętności postępowania ze zwierzętami; zbliżył się do dzikiego kota chcąc się z nim zaprzyjaźnić. Cóż, troszkę się przeliczył, gdyż kot okrutnie go pokiereszował, robiąc jego twarz jeszcze bardziej niewyjściową niż była wcześniej i zostawiając mu na prawym ramieniu bliznę, która do końca życia przypominała mu, że życie nie jest lekkie i nie można ze wszystkimi próbować się zaprzyjaźniać (dodajmy jeszcze, że mało brakowało, aby Vastar mówił cienkim głosikiem do końca życia, gdyż kocur prawie ogryzł mu ...). Ale wracając do opowieści, krwawiącego i umierającego elfa znalazł niejaki Azrael, łotrzyk i mag, który zainteresował się tym, co przypuszczalnie było posiłkiem leoparda, a naprawdę naszym elfim bohaterem. I po raz kolejny Vastarowi pomogło szczęście – Azrael okazał się względnie dobrym człowiekiem, i od tego niezrównanym (choć niedocenionym i nieznanym) czarodziejem i łotrzykiem. To on właśnie nauczył wszystkiego co Vastar wie teraz i z czego jest słynny w swoich kręgach – z niezrównanej pewności siebie, wykształconemu na przedmieściach wielkiego miasta sprytowi, oszlifowanej przez Azraela inteligencji i nieprawdopodobnej wręcz biegłości w posługiwaniu się łukiem (lecz i tak nie był w tym lepszy od swojego mentora). W czasie tych 15 lat spędzonych ze swoim mistrzem młody łowca nauczył się więcej niż przez całe swoje życie – nauczył się sztuki przetrwania, zarówno w dziczy, jak i w mieście, wiedział jak pokonać na swojej drodze przeciwności losu i wyjść cało z opresji (co mu się często przydawało, ponieważ miał duszę hulaki i często był gościem na wielu zabawach, a raczej nieczęsto był na nie zapraszany). I miał coś jeszcze – cel – jego Mistrz na pożegnanie powiedział mu, by udał się w poszukiwania Mrocznych Wrót, gdyż tam znajdzie to, czego od zawsze szukał, choć nie wie jeszcze, co to być może... że tam znajdzie swoje przeznaczenie. Vastar wziął sobie uwagę swojego mentora do serca i wyruszył na spotkanie przygody jego życia. W ciągu wędrówki spotkał wiele osób, nie zawsze mu przyjaznych – zaklinaczy; upartych krasnoludzkich wojowników (lub wojowniczek (te brody J)); paladynów, z tym dziwnym, nieobecnym wzrokiem; niezrównanego gnoma łotrzyka-narkomana z tendencja do szukania kochanek na jedną noc; kapłanki-niemowy; oraz wiele innych równie wspaniałych osób. Ale omińmy to bo to już inna historia – wystarczy powiedzieć tyle, że nasz bohater stanął w końcu przy Mrocznych Wrotach, niepewny tego, co go tam czeka..... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |