|
Post #1
28 Nov 2005, 10:50
Mój ojciec był wojownikiem, i to nie najgorszym, moja matka była elfką - druidką, sprowadzało się to do tego, że musieliśmy się przeprowadzić z wielkiego miasta na wieś, by mogła być blisko lasu. Wszystko układało się pomyślnie: mały domek z białym płotkiem pod lasem na obrzeżach wsi. Jednak ludzie we wsi nie byli zachwyceni z naszej obecności, oni nienawidzili elfów... nie rozumiem jak można kogoś tak bardzo nienawidzić... potem to zrozumiałam... Pewnego razu w środku nocy do domu ktoś zapukał... tata kazał nam uciekać... do domu wtargnęło osmiu napastników, poruszali się dziwnie... spod czarnych kapturów dostrzegłam okropną twarz bez skóry, same kości ... tata chwycił za miecz wiszący na ścianie, ale oni byli już blisko... pierwszym cięciem rozpłatał najbliższego... cięcie, blok, zwód, cięcie... drugi padł martwy... mama i ja wybiegłyśmy przez tylne drzwi - kątem oka zobaczyłam jak wysoki barczysty człowiek wbija mojemu ojcu miecz w brzuch... biegiem do lasu... ile sił w nogach... sssykk... dwa bełty wypuszczone z kuszy... 2 napastników kryjących się za domem... "biegnij Sekeno... ratuj się... do lasu... do lasu!". Ostatnim tchem matka rzuciła na mnie zaklęcie ukrycia. W lesie stałam się niewidoczna - tam przeczekałam do rana. Rankiem nie było już domu, nie było do czego wracać... zgliszcza... popiół... zatarli ślady... pragnęłam już tylko zemsty nad nieumarłymi i nie spoczne dopóki nie pomszcze rodziców ....
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |