📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Ludobor - człowiek, kapłan
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 28 Nov 2005, 14:14
Mężczyzna

Wzrost: 183 cm
Waga: 87 kg
Włosy: Długie, czarne
Oczy: Szare
Karnacja: Jasna



Lutobor urodził się w Arkonie, został sierotą zanim był by w stanie zrozumieć pojęcie rodzicieli.
Jego ojciec nie powrócił z wyprawy handlowej do Bjornhiet, matkę zaś połoyła nieznana zaraza.
Jego wychowaniem zajął się żerca miejscowej Gontyny Świętowita, Modlibor.
Żerca od początku postanowił Lutobora na męża prawego, żercę wychować i ku temu kierował całą swoją uwagę.
Młodzeniec jednak, mimo iż wdzięczny staruchowi za opiekę do modłów się nie palił, wolał siedzieć całymi dniami na nabrzeżu
i obserwować wojów redarskich i woliniańskich którzy do Arkony przybywali modły i ofiary wznosić, aby przycholność Bogów w nadchodzących
wyprawach sobie zapewnić. Siedział i patrzył, oczy mu się szkliły na widok mieczy dwusiecznych, toporów normańskich brutalną siłą
ludom z Blekinge odebranych. O tym śnił, pragnął walczyć, łupy i branki zdobywać.
Miał lat 13 gdy kolejną, niezliczoną chwilę spędzał w dokach. Stanął nad nim Modlibor, chwilę patrzył, zstanawiał się, aż w końcu
powiedział;
- Zali wojem masz chęć być?
Lutobor milczał, kiwnął tylko nieznacznie głową.
- Młodyś, wszak goruncy, wiedzieć musisz przeto że nie tylko w orężu siła...
Chłopiec sprawił wrażenie jakby coś go zainteresowało.
- Przeto przyjmij, iż my, słudzy Świętowita swą siłę również mamy
- Jaką Ty możesz mieć siłę staruchu - odparł z irytowany Lutobor - w tej swojej ladze sękatej, cóż tą lagą wobec miecza ?
coż tymi szmatami do pancerza ?
- Młodyś, goruncy, ale i głupi... nasza siła nie w ladze, nie w łachmanach, w Świętowicie przeto!
- Zali duża to siła starcze ?
- Ogromna.
- Dlaczego więc nie walczysz, łupów nie zbierasz ?
- Łupy to nie wszystko, Lutoborze.
- Łupy zapewniają dobrobyt, branki sczęście, czyż nie ?
- Owszem, ale nie tylko to może uszczęśliwiać ludzi, Świętowit także daje szczęście świadomym jego istnienia.
- A co z nieświadomymi ?
- Są zgubieni, synu.
- Dlaczego więc nie uświadamiasz ich ?
- Stary jestem, gnaty trzeszczą, sprawności mi brak.
- Zali ja mógłym to czynić ?
- Tyś zaś, za młody, wiedzy nie masz...
- Wiedzę możesz mi przekazać starcze, wiosny same zlecą.
- Doprawdy chicałbyś synu ?
- Tak starcze, doprawdy przeto.
- W takim razie czeka Cię sporo wysiłku, choćmy już do Gontyny, czas na strawę.
Odeszli, Modlibor nieco zdziwiony, gotów był odesłać młodzieńca pod pieczę wojów, Lutobor z silnym postanowieniem niesienia
Świętowita ku nieświadomym.
6 Lat pobierał praktykę w Arkońskiej Gontynie Świętowita, 6 lat treningu ducha, 6 lat pod surową od tamtego pamiętnego dnia opieką Modlibora.
W tym czasie Lutobor poznawał tajniki żerców, tajniki ich kapłańskich zaklęć i oberzędów, zmężniał, choć kapłan - atletycznej był budowy.
Poza wiedzą magiczną nabrał Lutobor także umiejętności praktycznych, nauczył się władać buławami oraz dbać o swą garderobę, przyrządzać
posiłki, polować. Podsumowując nauczył się wszystkiego aby przetrwać sam, nie zależny od nikogo. Pewnego wieczoru gdy siedział samotnie na wybrzeżu podszedł do niego Modlibor.
Po charakterystycznej chwili namysł rzakł;
- Jutro o samym świcie mój synu, weźmiesz sokoła jednego i wypuścisz mu trzewia, jeśli jasne będą - wyruszusz.
- Zrobię o co prosisz mistrzu.
- Wyruszysz do krainy odległej, bardzo odległej zwanej Azeroth, gdy dotrzesz tam, będziesz jeszcze musiał odnaleźć lasy Elwynn,
tam zaczniesz lud uświadamiać, zrób wszystko co w Twojej mocy, przemawiaj do ludzi, Gontyny wznoś jeśli się uda...
Starzec stracił oddech, po chwili jednak zaczał mówić dalej.
- Ja... synu, odchodzę już, duch mój z sił opadł całkowicie.
Zasnął, Lutobor odszedł nieco przygnębiony, nieco podniecony - pełen przeróżnych myśli, chciałby wyruszyć, co jednak będzie kty Świętowit zaprzeczy?
Sen miał jak kamień tej nocy, nadmiar doznań zmęczył go.
Skoro świt poszedł do Gontyny, wyjął młodego dorednego sokoła z klatki i wypuścił jego trzewia - Świętowit sprzyjał...
Poszedł po swój kij i tobołek i ruszył w stronę izby Modlibora, spóźnił się jednak o kilka godzin, stary był zimny.
Uścisnął dłoń jego i zanucił:

" Sława tym wojom co życie oddali
Dla swej wolności i plemienia swego
Sława Im co dumnie umierali
Ducha mając wciąż niezłamanego

Pośród lasów mgłą wieczna spowitych
Niesforny wicher nuci pieśni swe
O Ojcach naszych wieczną czcią okrytych
O Bogu którego ogień ciągle wre "

Wyruszył.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026