📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Grungnar Fellhammer
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 28 Nov 2005, 17:45
Imię: Grungnar
Nazwisko (nazwa klanu): Fellhammer
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Krasnolud
Profesja: Myśliwy
Wiek: 53 lat
Wzrost: 147 cm
Waga: 89kg
Oczy: Piwne lśniące
Brwi: Gęste i dosyć długie
Sylwetka: Umięśniona
Karnacja: lekko opalona
Kolor włosów: Siwe

Grungnar jest dobrze umięśnionym krasnoludem. Jego twarz zasłaniają długie wąsy i broda sięgająca do kolan, spięta srebrnymi pierścieniami w 2 warkocze. Włosy ma długie do łopatek i część nich spięta jest w kitkę. Wzrostem i wagą nie różni się wiele od swoich pobratymców. Dłonie ma wielkie i silne, mógłby nimi bez problemu objąć większą część ludzkiej głowy. Nos ma duży i zgięty w dół, jak większość krasnoludów. Na jego prawym policzku można dostrzec bliznę z 3 równoległymi cięciami, która ciągnie się spod oka aż do ucha.
Grungnar przyszedł na świat w górach niedaleko Coldridge Valley. Klan, w którym się urodził zajmował się kowalstwem, oraz w małym stopniu górnictwem, ponieważ obszar na którym znajdował się klan był ubogi w minerały. Jego ojciec Kazrun był jednym z kowali lecz często musiał ruszać do pobliskiej wioski w celach zdobycia minerałów do wyrobu broni. Matka Valanyia była dobrą żoną, troszczyła się o swojego męża i za każdym razem się o niego martwiła, kiedy ruszał handlować. Dwa lata po narodzinach Grungnara przyszedł na świat Kargrom, jego młodszy brat. Kiedy jeszcze byliśmy z bratem małymi krasnoludami, ja obserwowałem często ojca wyrabiającego broń i pomagałem mu podając narzędzia i paląc w piecu hutniczym. Brata zaś zainteresował klanowy alchemik, który był dobrym przyjacielem ojca, więc pozwolił mu pomagać w laboratorium. Kiedy byłem już w wieku dojrzewania często samotnie chodziłem po górach zwiedzając rozmaite obszary, poszukiwałem minerałów i rozpoznawałem ślady dzikich zwierząt. Kiedy zbyt daleko zapuściłem się w głąb lasu znienacka zaatakował mnie młody niedźwiedź, który zranił mnie swoimi trzema pazurami. Pozostała mi po tym duża blizna na twarzy. Razem z bratem ćwiczyliśmy walkę, on najczęściej jakimś młotkiem z drewna, a ja toporkiem, również drewnianym. Podczas wspólnych treningów nikt z nas nie mógł wygrać, walczyliśmy tak samo dobrze, aż do zmęczenia, które zazwyczaj kończyło starcia. Pewnego dnia, kiedy miałem 26 lat krasnoludy z klanu zachorowały na dziwną chorobę. Ich ciała zaczęły pokrywać sine plamy, które powoli się rozrastały. Z początku myślano, ze to jakieś zatrucie, lecz po pewnym czasie, kiedy plamy pokrywały już większą część ciała, pękały ze skutkiem krwotoku. Nasi rodzice ani my nie zachorowaliśmy. Myślano, że alchemik znajdzie lek na tę chorobę lecz wkrótce i on zmarł.
Kiedy już większość klanu zachorowała, zdrowa część powoli opuszczała siedzibę. Gdy nie było nadziei, również my wyruszyliśmy. Zabraliśmy część dobytku klanu, mając nadzieję, że nie zachorujemy. Ruszyliśmy na północ, do Coldridge Valley. Droga była niebezpieczna i niewygodna z powody skał i gór. W pewnym momencie usłyszałem coś w krzakach. Dałem znak ojcu który nie usłyszał nic za pierwszym razem, podobnie jak i matka i brat. Po chwili ponownie coś zaszeleściło w krzakach i wyłonił się z nich wilk, a po nim inne. Była to cała wataha i spośród niej można było wyróżnić jednego, który nie miał oka i był trochę większy od reszty.
Spojrzałem na wilka, zaś on spojrzał na mnie. Następnie klęknąłem na ziemi i wyprostowałem w jego kierunku dłoń trzymając w niej kawałek mięsa. Wilk niepewnie powąchał i łapczywie połknął mięso., po czym rozejrzał się swoimi lśniącymi oczyma, zawył i wycofał się razem z resztą wilków. Po tym dziwnym wydarzeniu ruszyliśmy dalej, docierając w końcu do wioski. Ojciec zamienił część cennych przedmiotów zabranych z siedziby klanu na srebrne monety i kupił dom. Kontynuował swoją pracę i często ruszał do Kharanos po minerały, zresztą razem z nami. Ja nadal często podróżowałem samotnie po lasach, a brat szkolił się w Kharanos u pewnego Paladyna. Pewnego dnia ojciec zabrał nas nad pobliskie jezioro i spytał jak widzimy swoją przyszłość. Prosił nas również, abyśmy kontynuowali istnienie klanu Fellhammer, jeżeli on upadnie.
Kiedy już oboje staliśmy się dojrzałymi krasnoludami, nasi rodzice niespodziewanie zachorowali na chorobę tak charakterystyczną dla naszego klanu i po pewnym czasie zmarli. Ojciec przed śmiercią przypomniał nam jeszcze swoje dawne słowa, wypowiedziane nad jeziorem. Postanowiliśmy sprzedać dom, za zaoszczędzone pieniądze kupić broń i ekwipunek, po czym wyruszyć, aby znaleźć innych członków dawnego klanu, lub inne krasnoludy chętne do wstąpienia do niego, a następnie powrócić do siedziby.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026