|
Post #1
28 Nov 2005, 22:19
Wstęp:
Gniew burzy, delikatne muśnięcie porannego słońca, spryt lisa, siła niedźwiedzia-to wszystko i wiele więcej jest do mojej dyspozycji. Jednak osobiście nie przyznaje się do władzy nad przyrodą. Takie stwierdzenie według mnie, to puste przechwałki mieszczucha. Druid zyskuje swą moc nie przez rządzenie przyrodą, ale poprzez zrównanie się z nią. Jednakże dla nieproszonych gości w jego świętym gaju i tych, którzy czują na sobie gniew druida, to rozróżnienie nie ma znaczenia. Historia: Urodziłem się i dorastałem w Thunderbluf. Moja matka jest zielarką, a ojciec Łowcą. Kiedy się urodziłem tata postanowił, że wychowa mnie na łowcę. Jednakże kiedy miałem 5 miesięcy zaczęły mi rosnąć rogi....CZRNE ROGI! U nas, taureonów, kiedy młody rodzi się z czarnymi rogami znaczy to, że jest wyjątkowy. Zaraz gdy to wszystko wyszło na jaw, Krusk miejscowy druid powiedział memu ojcu, że jestem darem. Tak też mnie nazwali, zmienili mi imię z Oog co oznacza skałę, na Gagnar co znaczy dar boży. Druid szkolił mnie wiele lat, nauczył mnie jak żyć w zgodzie z naturą, matka uczyła mnie jak rozpoznawać rośliny i do czego mogą się przydać lecz również jak mogą zaszkodzić. Natomiast ojciec uczył mnie jak mam obchodzić się ze zwierzętami żeby nie odgryzły mi głowy ale nauczył mnie także żeby nigdy nie ufać ludziom i żeby nie odwracać się do człowieka plecami. Ludzie to jeszcze nic najgorsze są gnomy, takie małe głupie i nie idzie się nimi najeść. Nienawidzę gnomów. Okazało się, że mam ogromny talent i szybko się uczę. Ta cała nauka nie była trudna i przychodziła mi z ogromną łatwością. Pewnego dnia stała się rzecz straszna dla całej osady a dla mnie szczególnie...mój nauczyciel zniknął. Zostawił po sobie tylko małą karteczkę, na której było napisane „miałem wizję, ruszyłem na południe nieść pomoc”. Nie musiałem się długo zastanawiać, szybko zabrałem w torbę to co najbardziej przydatne i ruszyłem na południe w poszukiwaniu Kruska. Szedłem tak wiele dni i wiele nocy. Przedzierałem się przez gęste chaszcze puszczy, walczyłem z olbrzymimi skorpionami w kanionach, ale tam go nie było. Znalazłem go... leżał wpółżywy na środku pustyni, już myślałem, że na uratowanie go nie ma szans. Jednak po paru sekundach zobaczyłem ukąszenie na łydce. Rozpoznałem co to za wąż go ukąsił i dzięki lekcjom matki wiedziałem jaka roślina jest potrzebna na zrobienie okładu. Zostawiłem mu trochę jedzenia i ruszyłem na zachód bowiem tam i tylko tam rośnie taka odmiana tej rośliny. Całe szczęście, że to miejsce było nie cały dzień drogi od miejsca gdzie leżał druid. Mimo to i tak się śpieszyłem ponieważ wiedziałem, że ten jad wolno zabija lecz zanim zabije atakuje różne punkty ciała, takie jak np. oczy. Co tu dużo gadać, znalazłem kwiat i przybyłem ponownie do mego nauczyciela. Okład pomógł i Krusk wyzdrowiał, lecz tak jak się spodziewałem jad zaatakował oczy. Zaprowadziłem niewidomego z powrotem do rodzinnej osady. Gdy byliśmy sami powiedział do mnie „a więc o to mu chodziło, zsyłając ciebie chciał uratować mi życie gdyby nie twoje czarne rogi Gagnarze nie miałbyś wiedzy aby mnie uratować-powiedział Krusk w zamyślonym grymasie. Hm...tak myślę, że to dobra pora-powiedział druid jak gdyby sam do siebie i dodał na koniec-jutro wszystko ci wyjaśnię a teraz idź i wypoczywaj. Cały dzień myślałem o co mogło chodzić biednemu Kruskowi, po chwili zastanowiłem się nawet czy ten jad czasem nie działa również na mózg ale to nie ten wąż. Rankiem odwiedziłem mego mentora by wyjaśnił mi to całe zamieszanie jakie właśnie panowało w moim łbie. Aaa....jesteś, nareszcie-powiedział Krusk na mój widok, Tak mistrzu kazałeś mi być dzisiaj w twojej szopie - uświadomiłem druida, Tak, tak pamiętliwy jestem ja, wizje ja miałem o osobie twojej Gagnar - wyszeptał, po czym ciągnął dalej – Ja widziałem cię na armii czele, na czele armii ja widziałem ciebie Gagnar!! Ale ty nie być sam na miejscu wodza. Ty iść czym prędzej i znaleźć niebieski troll zwać się on orgul, duży zielony ork co w ręku mieć duży topór w dwie łapy, on Gord się zwie i jeszcze kościak co niedawno dobrym był i w imię prawa walczył a teraz ludzi jak ty nienawidzi za to co mu sami zrobili, jego imię to Tharizdun. Wy razem podbić obydwa kontynenty . Wy najlepiej ze wszystkich poprowadzić Horde. Wizja: ....i wtedy poszedłem spać: Coś słyszę...to chyba bębny...bębny orków....ale skąd tu orkowie? A gdzie ja jestem? Przede mną rozpościerały się przepiękne łąki, pagórki a ja sam stałem na najwyższej skarpie i karmiłem swoje oczy tymi przepięknymi widokami....lecz nagle...nagle ponownie usłyszałem brzmienie bębnów...były coraz bliżej, wraz z bębnami coraz głośniej nabrzmiewały wrzaski gardłowych głosów. Obejrzałem się przez ramię i zobaczyłem coś niesamowitego, z góry zbiegały tysiące orków, trolli, taureonów jak i nieumarłych. Ponownie spojrzałem przed siebie, a na pięknych pagórkach stała już ustawiona równiutko armia ludzi. Gdy to ujrzałem krew się we mnie zagotowała. Odwróciłem się do braci biegnących na wojnę i uniosłem prawą rękę żeby się zatrzymali. O dziwo kiedy tylko ręka znalazła się w powietrzu wszyscy stanęli jak wryci. Niespodziewanie usłyszałem z lewej strony potężny i donośny głos orka, który wrzeszczał do szeregów hordy „Formować szyk!! Magi i kapłany z tyłu a wojowniki na przód” , Nagle z prawej strony odezwał się spokojny lecz skrzeczący głos trolla, niebieskiego trolla „Dobrze Gord, ty ich pobudzić do walki tej, ja zaraz powiedzieć co trzeba”, Wtem zaraz po trollu do mych uszu doszedł głos tak przeraźliwy i zimny jak sopel lodu w jaskini zimowych trolli. ”Moi bracia są gotowi” - powiedział kościotrup, wyszedł dwa kroki na przód i odwróciwszy głowę w stronę zgromadzonych żołnierzy po czym podniósł miecz w górę i wykrzyczał „Za króla Lisza!!” – to było coś niesamowitego, po jego okrzyku wszystkie szkielety uniosły miecze i zaczęły. Ork, którego troll nazwał Gordem uniósł wysoko nad głowę topór i wrzasnął „Gloktar! Za Horde! „ Wtedy wszystkie orki powtórzyły za nim „Za Horde!” Troll zrobił trzy kroki w przód uniósł ręce, wszyscy umilkli , wtedy wrzasną „To już czas, wy musieć iść zabić ludziów tak jak oni zabijali wasze rodziny, wy nie mieć dla nich litości tak jak oni nie mieć litości dla was, my iść na wojnę z ludziami, my zwyciężyć i to wszystko się skończyć raz na zawsze. A więc ruszać i zabijać w imię HORDY!!” Wszyscy ruszyli jak szaleni, a kilku chyba nawet się przewróciło i zostali poturbowani. Zrozumiałem, ze to ostatnia wojna, tak właśnie będzie wyglądało ostateczne starcie, a mi jest pisane stać na czele armii razem z niebieskoskórym trollem, wielkim orkiem i przerażającym nieumarłym. To właśnie nas czterech wybrał los do poprowadzenia Hordy przeciwko Przymierzu....obudziłem się, byłem sam w środku lasu. Ale ta wizja przyszłości, która odwiedziła mnie we śnie, czuję że jest ona prawdziwa, wiec idę w poszukiwaniu mysz kompanów, z którymi mam poprowadzić armię, mam nadzieję że kiedyś ich wszystkich odnajdę i spełni się przepowiednia z mego snu... Cechy charakteru: Ze względu na to, że dość długo mieszkałem z rodzicami i wiele mnie uczyli o życiu mam pewne spojrzenie na świat. Strasznie nienawidzę gnomów, ojciec uczył mnie żeby nie ufać ludziom. Aktualnie podróżuję. Szukam przygód, żeby zdobyć wiedzę, przede wszystkim o nieznanych mi zwierzętach i roślinach, oraz moc. Czasami wykorzystuję swoją moc przeciwko wrogom, którzy zagrażają temu, co kocham, do czego częściej zaliczają się wiekowe drzewa i nieprzebyte góry. Akceptuję w przyrodzie to, co straszne i okrutne, ale nienawidzę tego, co nienaturalne i sztuczne. Jestem dumny z tego, że zostałem wybrany przez boga i mam pewność, że kiedyś poprowadzę Hordę ku zwycięstwu. Unikam noszenia zbyt dużej ilości obrobionego metalu, ponieważ zakłóca to czystość i pierwotność natury. Wygląd zewnętrzny: Jestem wysokim Taureonem, można powiedzieć, że niezły ze mnie byk. Moje futro jest czarne jak i rogi. Moją bronią jest laska na sobie mam brązową szatę w nosie przypięty kolczyk i trzy warkocze na brodzie. Bóstwo: Nie wierze w żadnego z bogów, wierzę po prostu, że gdy ktoś znajdzie harmonię z naturą to jego życie będzie miało sens. Codziennie dziękuje naturze za to, że wschodzi słońce i za to, że w nocy świeci księżyc. Podziękować trzeba też za dary jakie codziennie spotykamy na swojej drodze. To, że rano możemy się pożywić to wszystko jest sprawka natury. To właśnie dzięki temu, że potrafię z nią współpracować posiadam moc i mogę rzucać czary. Koniec |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |