|
Post #1
30 Nov 2005, 19:07
imie : Hvergelmir
Wzrost: 150 cm Waga: 81 Włosy: Czarne Oczy: niebieskie Karnacja: jasna Hvergelmir urodził się w Abemal. Nie zdążył nawet poznać swoich rodziców, nie było mu dane zaznać ciepła domowego ogniska. Został porwany przez bandę miejscowych opryszków gdy miał zaledwie siedem miesięcy. Grupa ta, zwana klanem Dellamorte trudniła się grabierzą okolicznych osad i wsi. Często podczas ataków członkowie Dellamorte ginęli, dlategoż właśnie porywali oni młodych chłopców aby wychować ich na twardych, bezlitosnych rzezimieszków. Ów chłopcy od najmłodszych latach byli przyuczani do oręża i rywalizacji zbrojnej. Ponieważ Hvergelmir od samego początku wykazywał się szczególnymi umiejętnościami jego treningiem zajął się idnywidualnie sam herszt bandy. Doskonały fechtmistrz, mistrz dyscyplin cienia Madrigal. Madrigal czuł dodatkową sympatię do Hvergelmira ponieważ widział w nim siebie samego, mimo to nie oszczędzał młodego krasnoluda. Wiedział, że jeśli ma uczynić z niego wojownika najwyższej klasy musi traktować go z całą surowością i zdecydowaniem. Hvergelmir rozumiał to, doceniał także łaskę jaką okazał mu mistrz, zapewniając mu indywidualne szkolenie. Nauka była długa i wyczerpująca, utalentowany kadet wstawał o 5 rano i odrazu chwytał sztylety, trening trwał nieprzewanie do godziny 11, śniadanie, południe - trening do godziny 18, kolacja i wkońcu upragniony sen. Tak było dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Gdy miał lat 14 nadeszła wielce wyczekiwana chwila, nazajutrz o świcie miał wyruszyć na swoją pierwszą wyprawą rabunkową. To jest ta chwila prawdy której oczekiwał od wielu lat, wieczór spędził przygotwując rynsztunek, przeróżne myśli kłebiły się w jego głowie, noc również nie była spokojna, budził się i zasypiał na przemian. Wybiła godzina wymarszu, wszyscy krzątali się pakując prowiant i czyniąc ostateczne przygotowania. Celem była osada Springdusk, oddalona o 3 dni marszu, atak miał nastąpić w nocy. Pierwszego dnia wyprawy natknęli się na karawanę Gnomich handlarzy, która stała się doskonałą okazją do rozgrzewki przed nadchodzącą batalią. Hvergelmir ruszył do ofensywy, pełen w równym stopniu desperacji co strachu. Zanim jednak dotarł do upatrzonego gnoma ten leżał już na ziemi z rozbitą głową, targany spazmatycznymi drgawkami. Poczuł się zmieszany, zimny pot zrosił mu czoło, przed oczami zrobiło się ciemno. Z zadumy wyrwał go okrzyk Madrigala, momentalnie odzyskał świadomość, odrzucił wszelkie skrupuły i zachamowania, przykucnął nad dogorywającym gnomem, przymrużył oczy i go dobił. Jeszcze chwila było po wszystkim, cóż mogło uczynić 3 gnomich handlarzy przeciw 40 zaprawionym w boju łotrów. Dalsza droga przebiegła bez żadnych nieplanownych potyczek. U celu podróży byli wczesnym popłudniem, postanowili więc ten czas wykorzystać na dodatkowe rozeznanie w terenie. Hvergelmir zgłosił się na ochotnika do drużyny zwiadowców. Wyruszyli natychmiast po krótkim zimnym posiłku. Życie w osadzie biegło swym normalnym, wolnym trybem. Nikt niczego nie podejrzewał, żadnych straży - poprostu zwykli wieśniacy i handlarze. Mogli wracać i odpocząć przez kilka godzin przed zamierzonym zamachem. Po zmierzchu rozpoczął się atak. Walka nie wyglądała zbyt spektakularnie, wręcz walki w ogóle nie było. Cała wieś została wymordowana w pień podczas snu. Po krwawej jatce zabrano się do szacowania i pakowania łupów, na tym zleciał im czas do świtu. Czas już było wracać do kryjówki, więc zabrali się do marszu. Kilka godzin po tym jak wyruszyli, do wioski powrócił myśliwy nieświadom rzezi jaka zaszła podczas jego nieobecności. Już po kilku minutach w osadzie zdał sobię sprawę z tego co się wydarzyło. Zginęła jego żona, jego bliscy, zdecydował się ruszyć tropem ludzi którzy byli odpowiedzialni za ten mord. Klan Dellamorte zadawolony z łupów już w drodze powrtonej opijał zwycięstwo zdobytym alkoholem, wędrówka była pełna śpiewów i opilstwa, wszyscy gotowali się do biby szykującej się już po powrocie z wyprawy. Hvergelmir bez oporów łykał wino, śpiewał i poddawał się ogólnie panującemu nastrojowi zadowolenia. Nikt z nich nawet nie pomyślał że ich tropem podąża żądny zemsty myśliwy. Droga pełna sielanki minęła szybko. Po powrocie i wystawnym posiłku udali się na załużony spoczynek. Gdy obudził się Hvelgimir wokół wrało, pachniało mięsem pieczystym, pojawiły się także kobiety, zapewne kurtyzany sprowadzone z okolicznego miasta. Nie zdający sobie sprawy z tego że ich kryjówka została wytropiona przez myśliwego, że myśliwy zgłosił to lokalnej władzy i że właśnie w ich kierunku wyruszył oddział 400 doborowych zbrojnych. Sielanka trwała w najlepsze gdy chmara najemników wlała się do kryjówki Dellamorte. Ich opór był nikły i daremny wobec miażdżącej przewagi intruzów, pozatym wszyscy zbóje byli już pijani. Ci którzy byli wstanie stawiać opór zostali zgładzeni, resztę pojmano i wtrącono do lochów z zamiarem rychłego wymierzenia sprawiedliwości. Hvergelmir był jednym ze "szczęśliwców" którzy zostali uwięzieni. Wszyscy wiedzieli co ich czeka, nie było żadnych wątpliwości. Śmierć. Nazajutrz wszystkich za wyjątkiem Hvergelmira wyprowadzono na plac centralny i ustawiono w kolejce do gilotyny. Rozentuzjazmowany tłum domagał się krwi, egzekucję trwały do późnego popołudnia. Przeznacznie Hvergelmira było inne, jako że był jeszcze dzieckiem został obdarzony łaską i skazany jedynie na wygnanie. Został wywieziony w srogie szczyty Khaz Modan i pozostawiony własnemu losowi... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |