📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Hvergelmir, krasnolud - łotr
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 30 Nov 2005, 19:07
imie : Hvergelmir

Wzrost: 150 cm
Waga: 81
Włosy: Czarne
Oczy: niebieskie
Karnacja: jasna

Hvergelmir urodził się w Abemal. Nie zdążył nawet poznać swoich rodziców, nie było mu dane

zaznać ciepła domowego ogniska. Został porwany przez bandę miejscowych opryszków gdy miał

zaledwie siedem miesięcy. Grupa ta, zwana klanem Dellamorte trudniła się grabierzą

okolicznych osad i wsi. Często podczas ataków członkowie Dellamorte ginęli, dlategoż właśnie

porywali oni młodych chłopców aby wychować ich na twardych, bezlitosnych rzezimieszków. Ów

chłopcy od najmłodszych latach byli przyuczani do oręża i rywalizacji zbrojnej. Ponieważ

Hvergelmir od samego początku wykazywał się szczególnymi umiejętnościami jego treningiem

zajął się idnywidualnie sam herszt bandy. Doskonały fechtmistrz, mistrz dyscyplin cienia

Madrigal.
Madrigal czuł dodatkową sympatię do Hvergelmira ponieważ widział w nim siebie samego, mimo

to nie oszczędzał młodego krasnoluda. Wiedział, że jeśli ma uczynić z niego wojownika

najwyższej klasy musi traktować go z całą surowością i zdecydowaniem. Hvergelmir rozumiał

to, doceniał także łaskę jaką okazał mu mistrz, zapewniając mu indywidualne szkolenie.
Nauka była długa i wyczerpująca, utalentowany kadet wstawał o 5 rano i odrazu chwytał

sztylety, trening trwał nieprzewanie do godziny 11, śniadanie, południe - trening do godziny

18, kolacja i wkońcu upragniony sen. Tak było dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po

roku. Gdy miał lat 14 nadeszła wielce wyczekiwana chwila, nazajutrz o świcie miał wyruszyć

na swoją pierwszą wyprawą rabunkową. To jest ta chwila prawdy której oczekiwał od wielu lat,

wieczór spędził przygotwując rynsztunek, przeróżne myśli kłebiły się w jego głowie, noc

również nie była spokojna, budził się i zasypiał na przemian. Wybiła godzina wymarszu,

wszyscy krzątali się pakując prowiant i czyniąc ostateczne przygotowania. Celem była osada

Springdusk, oddalona o 3 dni marszu, atak miał nastąpić w nocy. Pierwszego dnia wyprawy

natknęli się na karawanę Gnomich handlarzy, która stała się doskonałą okazją do rozgrzewki

przed nadchodzącą batalią. Hvergelmir ruszył do ofensywy, pełen w równym stopniu desperacji

co strachu. Zanim jednak dotarł do upatrzonego gnoma ten leżał już na ziemi z rozbitą głową,

targany spazmatycznymi drgawkami. Poczuł się zmieszany, zimny pot zrosił mu czoło, przed

oczami zrobiło się ciemno. Z zadumy wyrwał go okrzyk Madrigala, momentalnie odzyskał

świadomość, odrzucił wszelkie skrupuły i zachamowania, przykucnął nad dogorywającym gnomem,

przymrużył oczy i go dobił. Jeszcze chwila było po wszystkim, cóż mogło uczynić 3 gnomich

handlarzy przeciw 40 zaprawionym w boju łotrów. Dalsza droga przebiegła bez żadnych

nieplanownych potyczek. U celu podróży byli wczesnym popłudniem, postanowili więc ten czas

wykorzystać na dodatkowe rozeznanie w terenie. Hvergelmir zgłosił się na ochotnika do

drużyny zwiadowców. Wyruszyli natychmiast po krótkim zimnym posiłku. Życie w osadzie biegło

swym normalnym, wolnym trybem. Nikt niczego nie podejrzewał, żadnych straży - poprostu

zwykli wieśniacy i handlarze. Mogli wracać i odpocząć przez kilka godzin przed zamierzonym

zamachem. Po zmierzchu rozpoczął się atak. Walka nie wyglądała zbyt spektakularnie, wręcz

walki w ogóle nie było. Cała wieś została wymordowana w pień podczas snu. Po krwawej jatce

zabrano się do szacowania i pakowania łupów, na tym zleciał im czas do świtu. Czas już było

wracać do kryjówki, więc zabrali się do marszu.
Kilka godzin po tym jak wyruszyli, do wioski powrócił myśliwy nieświadom rzezi jaka zaszła

podczas jego nieobecności. Już po kilku minutach w osadzie zdał sobię sprawę z tego co się

wydarzyło. Zginęła jego żona, jego bliscy, zdecydował się ruszyć tropem ludzi którzy byli

odpowiedzialni za ten mord.
Klan Dellamorte zadawolony z łupów już w drodze powrtonej opijał zwycięstwo zdobytym

alkoholem, wędrówka była pełna śpiewów i opilstwa, wszyscy gotowali się do biby szykującej

się już po powrocie z wyprawy. Hvergelmir bez oporów łykał wino, śpiewał i poddawał się

ogólnie panującemu nastrojowi zadowolenia. Nikt z nich nawet nie pomyślał że ich tropem

podąża żądny zemsty myśliwy. Droga pełna sielanki minęła szybko. Po powrocie i wystawnym

posiłku udali się na załużony spoczynek. Gdy obudził się Hvelgimir wokół wrało, pachniało

mięsem pieczystym, pojawiły się także kobiety, zapewne kurtyzany sprowadzone z okolicznego

miasta.
Nie zdający sobie sprawy z tego że ich kryjówka została wytropiona przez myśliwego, że

myśliwy zgłosił to lokalnej władzy i że właśnie w ich kierunku wyruszył oddział 400

doborowych zbrojnych. Sielanka trwała w najlepsze gdy chmara najemników wlała się do

kryjówki Dellamorte. Ich opór był nikły i daremny wobec miażdżącej przewagi intruzów,

pozatym wszyscy zbóje byli już pijani. Ci którzy byli wstanie stawiać opór zostali

zgładzeni, resztę pojmano i wtrącono do lochów z zamiarem rychłego wymierzenia

sprawiedliwości. Hvergelmir był jednym ze "szczęśliwców" którzy zostali uwięzieni. Wszyscy

wiedzieli co ich czeka, nie było żadnych wątpliwości. Śmierć. Nazajutrz wszystkich za

wyjątkiem Hvergelmira wyprowadzono na plac centralny i ustawiono w kolejce do gilotyny.

Rozentuzjazmowany tłum domagał się krwi, egzekucję trwały do późnego popołudnia.

Przeznacznie Hvergelmira było inne, jako że był jeszcze dzieckiem został obdarzony łaską i

skazany jedynie na wygnanie. Został wywieziony w srogie szczyty Khaz Modan i pozostawiony

własnemu losowi...

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026