|
Post #1
30 Nov 2005, 19:59
Wiek: 157 lat
Rasa: Elf Klasa: Druid Wzrost: 187 cm Waga 85 kg Oczy: Zielone Włosy: Dlugie czarne Historia postaci: Zawsze byłem zwyczajny. Obserwowałem wszystkich naokoło i nie mogłem wyjść z podziwu. Uwielbiałem przesiadywać w tawernach, gdzie można było posłuchać wspaniałych przygód wielkich wojowników: bardów przy piwie korzennym. Żyjąc w Shadowglen podziwiałem nie tylko tych wspaniałych ludzi lecz także wielkich magów i druidów. To co robili i czym się zajmowali zawsze było dla mnie czymś nieosiągalnym, ich przygody były niczym bajki a ja sam czułem się przy nich jak dziecko, któremu nigdy nie było dość! Pewnego dnia, który był przeciętny jak zwykle (nic dziwnego, co w moim życiu może być nieprzeciętne?) zostałem wysłany do Darnassus. Wojownik o imieniu Xeon wysłał mnie tam, bym wyświadczył mu przysługę - ot taka przysługa, ale i tak nie miałem co robić więc się zgodziłem. Po wykonaniu zadania wracałem wolnym krokiem do Shadowglen. Po drodze spotkało mnie coś dziwnego. Nagle znalazłem się w samym środku walki. Chcąc dać dyla w krzaki, ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Nie mogłem się ruszyć, sparaliżowało mnie, mogłem tylko biernie oglądać walkę. Toczyła się pomiędzy elfem o imieniu Leorcanan a krasnoludem imienia którego nie znałem. Walka wydawała się być zażarta do momentu gdy owy elf powtórzył swój atak, który składał się z bardzo imponującej kombinacji ciosów. W tym właśnie momencie krasnolud uśmiechnął się pod nosem i zaatakował. Atak jego był tak precyzyjny iż elf padł na ziemię jak zaklęty. Krasnolud okazał się więc być zmyślnym wojownikiem, który był bardzo doświadczony w rzemiośle wojennym. Leorcanan zaczął strasznie krwawić i nie mógł się ruszyć z ziemi. Krasnolud widząc to rzekł: "Teraz jesteśmy kwita", po czym spojrzał na mnie, podniósł swój topór lecz szybko zrozumiał iż lepszym przeciwnikiem byłaby dla niego mucha. W mgnieniu oka znikł w gęstwinie drzew. Mogłem wreszcie się ruszyć, odzyskałem władzę w nogach i szybkim krokiem pobiegłem do elfa, zył jeszcze lecz zrozumiałem iż zbyt długo nie pożyje w takim stanie. Leorcanan zaczął coś majaczyć z bólu. Nie wiedziałem co robić, byłem bezradny, nie miałem nawet sposobu by ulżyć temu biedakowi. Więc stałem tak nad nic a z tego biedaka uciekało życie. Nagle przeleciało przeze mnie dziwne mrowienie, coś na zasadzie gęsiej skórki, trwało to dosłownie chwilę. Po dziwnym odczuciu otworzyłem oczy. Zacząłem się rozglądać na lewo i prawo. zobaczyłem nagle coś dziwnego, krzak który już gdzieś widziałem, nie wiedziałem tylko kiedy i gdzie. Zwinnie ruszyłem w jego kierunku po czym uciąłem jego liście i zacząłem je żuć. Po przeżuciu ich wypełniłem całą ranę owymi liśćmi. Ku mojemu zaskoczeniu krwawienie ustało bardzo szybko. Zdałem sobie sprawę, iż jednak nie jestem taki przeciętny mam jakiś potencjał. Opatrywałem rany tego elfa po czym zasnąłem. Rano elf ten już nie spał, był przytomny, przypomniał sobie co się stało, resztę mu dopowiedziałem. Nie mógł wyjść z podziwu. Elfa owego zaniosłem do miasta a ja sam zacząłem nową pełną przygód historię... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |