|
Post #1
02 Dec 2005, 19:24
Imię: Miglin
Płeć: Mężczyzna Wzrost: 196 cm Włosy: Brak Oczy: Szare Czy chcielibyście usłyszeć historie o wielkim magu, którego przeszywający wzrok mógł zabić niedoszłą ofiarę albo o legendarnym myśliwym, który jak kameleon przedzierał się przez lasy rozszarpując ofiary na strzępy potrafiąc nawet zamienić się w wirusa by nękać swoją ofiarę od wewnątrz i pałać się jego bólem. Nie, nie nigdy, bo to co teraz usłyszycie może zmienić każde oblicze. - Podaj mi miecz Dociera do ciebie głos, oszołomiony całą sytuacją zastanawiasz się jak się tu znalazłeś. Lęk sprawia, że nie potrafisz się ruszyć, wyostrzone zmysły w krytycznej sytuacji sprawiają ze widzisz ludzi, którzy jak mrówki uciekają. Lecz bardziej zastanawia cię wyraz ich twarzy czy to strach? Tak jakby tracili swoją duszę, ostatnimi ruchami ciała starali się ją złapać i padają na ziemię w bezruchu oczekując przejścia na tamten świat. Nagle czujesz, że zagrożenie obejmuje także ciebie. Przemija lęk wraca pewność. Rzucasz się na miecz, podnosisz, w trakcie obrotu wyrzucasz oręż w stronę leżącego żołnierza. Nie patrzysz czy miecz doleciał do właściciela twój wzrok Przykuwa wielka ognista bestia. Robisz krok w tył wiesz, że to i tak nic nie pomoże, zamykasz oczy zagubiony w otchłani życia czekasz na koniec -Uciekaj, uciekaj!!!!!!! Otwierasz to, co cię pogrążało, już nie słychać jego słów ruchy jego ust mówią ci "odwrót”. Obracasz się na pięcie, nabierasz szybkości przedzierając się miedzy domostwami starasz się wybrać najkrótszą drogę do bezpiecznego miejsca. Mocny blask lekko cię oślepił, ujrzałeś maga, który złapał cię za ramię. Nic, pustka, czerń dziwne jesteś a zarazem niczego niema. Nagle czujesz, że coś cię wciąga tak jakbyś się poruszał wyginając swoje ciało w różne strony, czy zamieniam się w nicość?. Mrugnąłeś powiekami, doznałeś szoku, świat w którym żyłeś istnieje. -jak cię zwą? Widzisz ludzi, niezbyt dokładnie. Mgła spowija twoje myśli - Miglin - już nic nie możesz zrobić, spowijając się w mrok tracisz przytomność. Ogień, piach, swąd spalenizny, ty, ognisty bicz, żołnierz z tarczą. Jedno zdarzenie, które wypala znamię. Poświęcenie, życie, śmierć. Ty w środku z myślami rozgrzewające krew. Czemu on to zrobił, czemu mnie uratował zagłębiony w studni bez wody pytasz a odpowiedz odbija się pustym echem. Koszmar nie daje ci spać. -Gdzie ja jestem? - Budzisz się a myśli spowite mgłą odchodzą -Nieboj się, koszmar juz minoł Spoglądasz na człowieka, którego nigdy nie widziałeś -masz szczęście, nie wszystkim się udało - odrzekł mężczyzna ubrany w dziwne szaty. -a teraz odpoczywaj - Machnął ręką a ja pogrążyłem się w sen Na drugi dzień aktywność wojsk zwiększyła się okazało się, że atak został odparty, lecz obawiano się ponownego szturmu. Wstajesz, wiesz co masz zrobić, wracasz na miejsce zdarzenia. Widzisz ciało, które chciało żyć i chciałoby inni żyli. Podnosisz miecz i tarcze. Pamiętając, czego się nauczyłeś przez ostatnie dni podnosisz głowę wprowadzając światło w mrok. Powyższe wydarzenie przedstawia sytuacje, która wydarzyła się, gdy miałem 21 lat. Mieszkałem na roli. Posiadłość moich rodziców leżała blisko miasta. Żyliśmy skromnie, lecz byliśmy bogatą rodziną, ponieważ mój ojciec oprócz uprawiania ziemi był też łowcą a ze zwierząt, które upolował zdzierał skóry. Nie chodziłem z ojcem na polowania gdyż bardziej marzyłem byciem wojownikiem niż łowcą. Ale nauczyłem się 1 zawodu od ojca, które mogło mi zabierać czas nawet, gdy go nie miałem. Ze skór tworzyliśmy ubrania, pancerze, torby, itd. Lecz zawsze marzyłem o tworzeniu w metalach. Coś, czego nie da się przebić zwykłymi ostrzami. Moje upodobania kierowały się w stronę mieczy 1-recznych. Lecz moi rodzice nie chcieliby żebym został wojownikiem bali się utraty jedynego syna. Naszczęścię pozostała moja pasja tworzenia. Mój ojciec widział w mnie dobrego krawca i swego następcę w tym fachu. Z czasem dorastania i zwiedzania górzystych okolic uczyłem się górnictwa wydobywając ze skał surowce potrzebne to tworzenia metalu. Lecz jednak nie mogłem nic z nimi z braku umiejętności gdyż ojciec mi zabronił stykania się ze wszystkim, co metalowe by stłamsić marzenia o wojaczce. Czasy były coraz gorsze, nie ze względy upraw i znikającej zwierzyny, ale z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Orkowie niszczący nasze wioski, nieumarli pożerają ciała naszych przodków. Lecz ludzie nie poddawali się tworzyli nowe wojska a zgłosić się mógł każdy, oprócz mnie. Lecz wojna nie oszczędziła naszej wioski. Wszyscy uciekali do miasta myśląc ze unikną zagłady. Lecz stało się, miasto zaatakowano mocną ofensywa niszcząc mury, budynki. Żołnierze nie dawali rady bestią, które rozgromiły ich siła była zbyt potężna by temu mogli sprostać. Wszyscy kierowali się na zachód. Moi rodzice biegli z przodu, tu już nikt się nie rozglądał, strach na to nie pozwalał. Akurat trafiłem na zapadającą się ścianę i dostałem kamieniem w głowę tracąc przytomność.[Historia na górze].Po tych wydarzeniach moi rodzice zrozumieli, że powinienem wyruszyć własną ścieżką, widząc, że kiedyś powrócę. Tak wiedz udałem się na miejsce bitwy. Pochowałem ciało żołnierza, który mnie uratował, wziąwszy jego broń i tarcze jedyne rzeczy, które nadawały się do użytku i wyruszyłem. Wyruszyłem by uczyć się kunsztu wojownika i przy okazji spełnić swe marzenia by wykorzystać je w dobrej sprawie. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |