📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Miglin - Wojownik - Człowiek
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 02 Dec 2005, 19:24
Imię: Miglin
Płeć: Mężczyzna
Wzrost: 196 cm
Włosy: Brak
Oczy: Szare

Czy chcielibyście usłyszeć historie o wielkim magu, którego przeszywający wzrok mógł zabić niedoszłą ofiarę albo o legendarnym myśliwym, który jak kameleon przedzierał się przez lasy rozszarpując ofiary na strzępy potrafiąc nawet zamienić się w wirusa by nękać swoją ofiarę od wewnątrz i delektować się jego bólem. Nie, nie nigdy, bo to co teraz usłyszycie może zmienić każde oblicze.

- Podaj mi miecz
Dociera do mnie głos, oszołomiony całą sytuacją zastanawiam się jak się tu znalazłem. Lęk sprawia, że nie potrafię się ruszyć, wyostrzone zmysły w krytycznej sytuacji sprawiają ze widzę ludzi, którzy jak mrówki uciekają. Lecz bardziej zastanawia mnie wyraz ich twarzy czy to strach? Tak jakby tracili swoją duszę, ostatnimi ruchami ciała starali się ją złapać i padają na ziemię w bezruchu oczekując przejścia na tamten świat. Nagle czuje, że zagrożenie się zbliża. Przemija lęk wraca pewność. Rzucam się na miecz, podnoszę go, w trakcie obrotu wyrzucam oręż w stronę leżącego żołnierza. Nie patrzę czy miecz doleciał do właściciela mój wzrok Przykuwa wielka ognista bestia. Robie krok w tył, wiem, że to i tak nic nie pomoże, zamykam oczy zagubiony w otchłani życia czekam na koniec
-Uciekaj, uciekaj!!!!!!!
Otwieram to, co mnie pogrążyło w mroku, już nie słychać jego słów ruchy jego ust mówią mi "odwrót”. Obracam się na pięcie, nabieram szybkości przedzierając się miedzy domostwami staram się wybrać najkrótszą drogę do bezpiecznego miejsca. Mocny blask lekko mnie oślepił, ujrzałem maga, który złapał mnie za ramię. Nic, pustka, czerń dziwne jestem a zarazem niczego niema. Nagle czuje, że coś mnie wciąga tak jakbym się poruszał wyginając swoje ciało w różne strony, czy zamieniam się w nicość?. Mrugnąłem powiekami, doznałem szoku, świat w którym żyje istnieje.
-Jak cię zwą?
Widzę ludzi, niezbyt dokładnie. Mgła spowija moje myśli
- Miglin - już nic nie mogę zrobić, spowijając się w mrok trące przytomność.
Ogień, piach, swąd spalenizny, ja, ognisty bicz, żołnierz z tarczą. Jedno zdarzenie, które wypala znamię. Poświęcenie, życie, śmierć. Ja w środku z myślami rozgrzewające krew. Czemu on to zrobił, czemu mnie uratował zagłębiony w studni bez wody pytasz a odpowiedz odbija się pustym echem. Koszmar nie daje mi spać.
-Gdzie ja jestem? - Budzę się a myśli spowite mgłą odchodzą
-Nieboj się, koszmar juz minoł
Spoglądam na człowieka, którego nigdy nie widziałem
-masz szczęście, nie wszystkim się udało - odrzekł mężczyzna ubrany w dziwne szaty.
-A teraz odpoczywaj - Machnął ręką a ja pogrążyłem się w sen

Na drugi dzień aktywność wojsk zwiększyła się okazało się, że atak został odparty, lecz obawiano się ponownego szturmu.


Powyższe wydarzenie przedstawia sytuacje, która wydarzyła się, gdy miałem 21 lat. Mieszkałem na roli. Posiadłość moich rodziców leżała blisko miasta. Żyliśmy skromnie, lecz byliśmy bogatą rodziną, ponieważ mój ojciec oprócz uprawiania ziemi był też łowcą a ze zwierząt, które upolował zdzierał skóry. Nie chodziłem z ojcem na polowania gdyż bardziej marzyłem byciem wojownikiem niż łowcą. Ale nauczyłem się 1 zawodu od ojca, które mogło mi zabierać czas nawet, gdy go nie miałem. Ze skór tworzyliśmy ubrania, pancerze, torby, itd. Lecz zawsze marzyłem o tworzeniu w metalach. Coś, czego nie da się przebić zwykłymi ostrzami. Moje upodobania kierowały się w stronę mieczy 1-recznych. Lecz moi rodzice nie chcieliby żebym został wojownikiem bali się utraty jedynego syna. Naszczęście pozostała moja pasja tworzenia. Mój ojciec widział w mnie dobrego krawca i swego następcę w tym fachu. Z czasem dorastania i zwiedzania górzystych okolic uczyłem się górnictwa wydobywając ze skał surowce potrzebne to tworzenia metalu. Lecz jednak nie mogłem nic z nimi z braku umiejętności gdyż ojciec mi zabronił stykania się ze wszystkim, co metalowe by stłamsić marzenia o wojaczce.
Czasy były coraz gorsze, nie ze względy upraw i znikającej zwierzyny, ale z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Orkowie niszczący nasze wioski, nieumarli pożerają ciała naszych przodków. Lecz ludzie nie poddawali się tworzyli nowe wojska a zgłosić się mógł każdy, oprócz mnie. Lecz wojna nie oszczędziła naszej wioski. Wszyscy uciekali do miasta myśląc ze unikną zagłady. Lecz stało się, miasto zaatakowano mocną ofensywa niszcząc mury, budynki. Żołnierze nie dawali rady bestią, które rozgromiły ich siła była zbyt potężna by temu mogli sprostać. Wszyscy kierowali się na zachód. Moi rodzice biegli z przodu, tu już nikt się nie rozglądał, strach na to nie pozwalał. Akurat trafiłem na zapadającą się ścianę i dostałem kamieniem w głowę tracąc przytomność.[Historia na górze].Po tych wydarzeniach moi rodzice zrozumieli, że powinienem wyruszyć własną ścieżką, widząc, że kiedyś powrócę. Tak wiedz udałem się na miejsce bitwy. Pochowałem ciało żołnierza, który mnie uratował, wziąwszy jego broń i tarcze jedyne rzeczy, które nadawały się do użytku i wyruszyłem. Wyruszyłem by uczyć się kunsztu wojownika i przy okazji spełnić swe marzenia by wykorzystać je w dobrej sprawie.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026