|
Post #1
04 Dec 2005, 18:14
Imie: neXciek
Wzrost: 195 cm Waga: 87 kg Włosy: Białe(siwe) Oczy: zielone Karnacja: lekko ciemna Wiek: nikt tego nie wie Opis: Wysoki, postawny mężczyzna, o siwych włosach i przenikliwym, wciąż nieufnym spojrzeniu. Ma szramę ciągnącą się przez pół twarzy. Od dziecka byłem wychowywany według surowych zasad moralnych. Mój ojciec - kowal był postacią powszechnie szanowaną w wiosce, której nazwy nikt już nie pamięta. Matka zgineła gdy miałem 5 lat. Nawet nie wiem w jaki sposób. Miałem dwóch braci, młodszego i starszego. Starszy brat bardzo szybko się usamodzielnił i zaczął pomagać ojcu przy pracy. Cały mój czas poświęcałem opiece nad młodszym bratem, który, tym sposobem, stał się najbliższą mi osobą. W wieku 20 kilku lat byłem już znanym w okolicy wojownikiem. Czasami ta "sława" sprowadzała na mnie kłopoty. Wiele osób uważało mnie za kogoś bogatego (co było nieprawdą). Urządzali na mnie zasadzki, atakowali, gdy przechodziłem przez las etc. Stało się to dość męczące. Tak więc postanowiłem wyruszyć w podróż. Wędrowałem przez wiele dni i nocy, gdyż nie posiadałem konia. Oprawcy z rodzimej wioski dali sobie spokój ze śledzeniem mnie po jakichś trzech dobach. W końcu dotarłem do bram jakiegoś nieznanego mi miasta. W celu zdobycia pieniędzy okradałem miejscowych wieśniaków w tawernach. Było to zajęcie stosunkowo łatwe (miejscowi lubili popić) i dawało duże zyski. Pewnego dnia ktoś chwycił mnie za rękę, gdy próbowałem okrać kolejnego człowieka. Tak oto spotkałem osobę, która towarzyszyła mi przez następne poł roku. Był to nie czarodziej, nie wojownik, ale ktoś pomiędzy. Nauczył mnie dobrej walki i czarów. Pokazał mi świat, jakego nigdy wcześniej nie widziałem. Po pewnym czasie postanowiłem wracać do domu. Gdy już dotarłem, okazało się, że mój młodszy brat wyruszył aby mnie odnaleźć. Cóż, nie miałem wyboru, ruszyłem jego śladami. W czasie drogi nabawiłem się mojej blizny na twarzy (zaatakował mnie wilk). Przeżywałem wiele przygód i stoczyłem wiele walk, nim natrafiłem na trop brata. Niektórzy widzieli jak zmierza w kierunku morza, inni mówili że w góry. Nad wyszukiwaniem dobrego śladu upłyneły mi kolejne 3 lata życia. W końcu udałem się w kierunku dzikich, górskich puszcz. Znajdywałem obozy, wypalone ogniska, ślady koni. Uważałem, że jestem na dobrym tropie i już niedługo odnajdę brata. Myliłem się... Jakiż byłe głupi, że niewłaściwie rozpoznałem tropy. Wepchalem się w sam środzek bandy orków. Jak nietrudno się spodziewać wygrały w bespośrdnim starciu, wzieły do niewoili i zabrali do jakiegoś miasta orków, którego nazwy nie jestem w stanie nawet wymowić. Myśleli chyba, że jestem jakimś szpiegiem. Przesłuchiwali tygodniam. W końcu, wykorzystując ich głupotę, udało mi się zbiec. Wróciłem do punku wyjścia, do miejsca w którym zaczynałem. Mam nadzieję, że teraz pójdzie mi lepiej... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |