📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Lisgardh - Nieumarły - Łotrzyk
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 05 Dec 2005, 14:21
Imię: Lisgardh
Płeć: Mężczyzna
Wzrost: ~179cm
Waga: 51 kg
Rasa: Nieumarły
Klasa: Łotrzyk
Kolor włosów: Ciemno niebieskie
Kolor skóry: zielono-niebieska
Ulubiona broń: Sztylet
Cechy charakterystyczne: Brak

Wygląd zewnetrzny:

Raczej niskiego wzrostu zombie. Jego skóra jest nadgnita, i wydziela niemiły zapach. W oczach widać żądzę krwi. Twarz ma zawsze groźny, wręcz przerażający wyraz. Krótkie, sterczące, ciemne włosy. Widać mu niektóre kości. Ciemne postrzępione i poplamione krwią ubranie. W ręce trzyma krótki, trochę zardzewiały sztylet.

Wygląd wewnętrzny:

Lisgardh uwielbia zabijać wszystko co niewinne, a najbardziej ludzi. Chce dokonać zemsty na Neithanie, który go podstępnie zabił.

Religia: Wyznaje Koth-Daroka, boga śmierci, który tchnął w niego ponowne życie. Jest to najbardziej powszechna religia w Vanorath.

Historia:

Niegdyś byłem człowiekiem. Mieszkałem w niewielkiej wiosce zwanej Dagorlad. Byłem synem właściciela karczmy w Dagorlad. Ojciec chciał, abym został wojownikiem i pomógł tutejszym wojownikom walczyć z hordą, która nieustannie atakowała naszą wioskę, lecz ja wolałem zostać zabójcą. Poprosiłem ojca, aby pozwolił mi na trening u jednego z zabójców mieszkającego niedaleko naszej wioski. Po kilku dniach udało mi się go namówić, więc od razu udałem się rozpocząć trening.
Po dotarciu do domu zabójcy zapukałem do drzwi. Nikt nie odpowiedział, więc ponownie zapukałem. I tym razem cisza. Zasmucony odwróciłem się i ruszyłem w stronę wioski. Gdy już odchodziłem ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął do tyłu. Zobaczyłem ze był to ów zabójca u którego chciałem brać trening.
Ubrany był prawie cały na czarno. Jedynie głowa nie była zasłonięta tym dziwnym materiałem w który był ubrany. Miał ciemne, krótkie włosy i gładko ogoloną brodę. Zapytałem się go czy mógłbym brać u niego trening jako zabójca. Spojrzał na mnie surowo i oznajmił że nigdy nie miał żadnego ucznia, a zabójców jest coraz mniej, więc nauczy mnie wszystkiego co sam umie.
Gdy zapytałem o jego imię odpowiedział mi, że prawdziwy zabójca nigdy go nie zdradza, ale skoro ma mnie uczyć zdradził mi je: Terrenah.
Powróciłem do wioski, aby spotkać się z ojcem. Powiedziałem mu, że od dzisiaj biorę trening u jednego z zabójców. Pożegnałem się z nim i wróciłem do Terrenaha. Ćwiczyłem każdego dnia, w każdą pogodę, dzień i noc. Treningi były ciężkie, a techniki trudne. Minęło kilka lat, a ja ciągle nie opanowałem wszystkich technik. Wróciłem do wioski jak co miesiąc, aby odwiedzić ojca, lecz go nie zastałem w domu. Dowiedziałem się, że został on zabity przez wojownika zwanego Neithan.
Ta wiadomość rozwścieczyła mnie, postanowiłem odnaleźć i zabić winowajcę. Odnalazłem go i wyzwałem na pojedynek Przyjął pojedynek. Walka miała odbyć się za miastem, sam na sam, bez widzów, wiedzieliśmy o niej tylko ja i on.
Po dojściu na miejsce walki musiałem trochę poczekać, gdyż Neithana jeszcze nie było. Czekałem i czekałem, a jego nie było. Już miałem odchodzić gdy z krzaków dokoła polany na której stałem wyskoczyło z tuzin wojowników. Jednym z nich był Neithan – zabójca mojego ojca. Ustawili się dookoła mnie, każdy z mieczem w dłoni i złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Gdy tylko Neithan dał rozkaz ataku poczułem jak moje ciało przeszywają miecze. Ostatnią rzecz, którą słyszałem był śmiech Neithana. Osunąłem się na kolana, po czym upadłem na twarz. Umarłem, a raczej tak myślałem.
Kilka godzin po tym zdarzeniu niebo rozświetliła czerwona błyskawica, która uderzyła w moje ciało. Była ona jak tchnienie życia. Poczułem, że mogę znowu się poruszać. Wstałem i zobaczyłem zakapturzoną postać stojącą przede mną. Nagle jakby niewidzialna ręka zaczęła napierać na moją szyję i mimo woli ukłoniłem się tej postaci. Postać odezwała się do mnie, powiedziała mi, że jest bogiem śmierci.
Od tamtego dnia mam nową religię, czczę Koth-Daroka mojego nowego boga, boga który mnie ożywił. Jedynym skutkiem ubocznym jest to że moje ciało jest ohydne i trochę śmierdzi. Nie przeszkadza mi to, bo od tej pory jest we mnie żądza krwi. Cieszy mnie zabijanie niewinnych.
Koth-Darok powiedział mi gdzie znajduje się miasto nieumarłych Vanorath. Wędrowałem długo aż w końcu dotarłem do Vanorath, gdzie podjąłem ponowny trening zabójcy. Minęły trzy lata i w końcu udało mi się opanować wszystkie techniki zabójców.
Teraz pozostało mi tylko zemścić się na Neithanie. Nie obchodziło mnie już to, że zabił mojego ojca, im mniej ludzi tym lepiej, teraz chcę tylko się zemścić za to że mnie „zabił”. Wyruszyłem w drogę do Dagorlad. Czy uda mi się odnaleźć Neithana i go zabić? To wie tylko wielki Koth-Darok.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026