|
Post #1
05 Dec 2005, 14:24
Odkąd pamiętam w domu było dużo zwierząt, nie tylko same skóry niedźwiedzi które upolować ojciec, ale także zwyczajne kozy świnie i takie zwierzęta jakie można spotkać na farmie. W domu czas spędzałem zazwyczaj ze starszym bratem, rodzice byli zbyt zajęci, matka umarła jak miałem dopiero parę lat na jakąś dziwna chorobę a ojciec dobrze wyszkolony wojownik często znikał nawet na cale miesiące walcząc w imię Hordy. Kharr mój brat zajmował się domem, zbierał czasem jakieś zioła dla mieszkańców wsi i zawsze dbał o to żebyśmy mieli pełne brzuchy. Moja rola była opieka nad zwierzętami, nigdy mi to nie sprawiało problemu, ojciec czasem mówił ze mam chyba dar do tego, do okiełznywania zwierząt. Kiedyś nad tym myślałem, teraz wiem ze, cos w tym jest…
Po paru latach przyszedł i czas na mnie bym pomógł współplemieńca pozbyć się tego ścierwa z naszych ziem. Mowa była o tych małych żylastych pucułowatych śmierdzących ludziach. Przygotowania trwały krotko, nasi bracia zawsze byli zwarci gotowi i chętni posmakować krwi. Moim zadaniem było okiełznanie jakiegoś zwierzęcia które mogłoby wyrządzić jak największe szkody wśród tych nędzników. Wybrałem wilka, niezły okaz ostre kły wygłodniale spojrzenie, takiej zwierzyny szukałem. Od dawna mam kontakt ze zwierzętami wiec nie zajęło mi dużo czasu oswajanie bestii. Starszyzna ustaliła ze atakujemy o świcie, nie mogłem się doczekać to miała być moja pierwsza wyprawa. Godzinę przed świtem już wyruszyliśmy, ojciec był dumny z faktu ze jego potomstwo okazało się być prawdziwymi orczymi wojownikami. Z pełnym kołczanem na plecach lukiem w reku a wilkiem u boku skradałem się ramie w ramie w pierwszych szeregach z moim bratem. Po jakimś czasie było już czuć ten ludzki smród, ludzie się chyba niczego nie domyślali w końcu ta wioska została zbudowana niedawno. Nasza grupa ustawiła się na granicy lasu od wschodniej strony celu, na rozkaz ojca wszyscy mieli ruszyć i pokazać ludziom co to znaczy potęga hordy! Nikt już nie mógł się doczekać, wilka musiałem trzymać za sierść żeby nie wyskoczył, ojciec to lubił, kochał przedłużać o sekundy te chwile w końcu padł okrzyk. Puściłem wilka i tylko czułem jak mijają mnie moi współplemieńcy. Wioskę ludzi zalała zielona fala, nie przygotowane ścierwo uciekało w popłochu ja z moim lukiem wybierałem tylko cele jednak sam chciałem zanurzyć ostrze we ludzkim mięsie. Widziałem jak brat ucina głowię jakieś ludzkiej kobiecie, nie było litości, nie dla ludzi.. Poczułem jak coraz bardziej ogarnia mnie chęć zabijania, to wrodzone w naszej rasie, złapałem za Topor i ruszyłem z okrzykiem w centrum bitwy… Nie wiem ile to trwało nie pamiętałem wiele, rodzina mnie ostrzegała, ze za pierwszym razem mało się pamięta. Po mnie spływała krew trochę moja w większości wroga. Brat kończył właśnie ucinać głowy niedobitka i zabierał się za nabijanie ich na pal. Reszta orków plądrowała wioskę. Stałem tak chwile jeszcze w szoku gdy podszedł do mnie ojciec, widziałem ten uśmiech na jego twarzy widziałem jego dumę. Spojrzał i się prosto w oczy i powiedział: -Wiedziałem, ze będę z Ciebie dumny, twój wilk nam pomógł, widziałem go jak jadł gdzieś w okolicy, przydały nam się twoje umiejętności. -Dziękuje ojcze -Podobało ci się Khaorii ? -Tak podobało, chce więcej, chce więcej ludzkiej krwi ! |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |