|
Post #1
05 Dec 2005, 17:57
...Był bezchmórny słoneczny dzień i wbrew pozorom to nie był piękny dzień zwłaszcza dla grupy taurenów, zostali zaatakowani podczas patrolowania ziem własnych było to w lesie, ludzie przygotowali zasadzkę. Po długiej i zaciętej walce dużo ludzi poległo lecz taurenów także.Zostało ich już tylko trzech. Ormo, Migal i Tentel walczyli do ostatnich sił. Trzech taurenów przeciwko dziesieciu ludzi byli zacięci w boju i nie dopuszczali oręża wrogów do swych ciał pokrytych już ranami i bliznami po wcześniejszych bitwach. Nagle jednemu z nich przemknęła myśl, że sobie nie poradzą, że to już koniec, że zostaną tu zarżnięci... chwila nieuwagi Ormo... nagle poczuł ból, z wściekłości ryknął, zamachnął się swoim kafarem i niemal zmiażdżył człowieka który wbił swój krótki miecz w jego tors potem zrobił drugi wymach i znów trafił. udeżył z taką siłą że połamał chyba więkrzość żeber człowiekowi stojącemu po jego prawej stronie, człowiek nie podniusł się już. Migal... walczył on wielkim oburęcznym toporem jak na taurena zręcznie blokował i odbijał miecze wroga, może dlatego że wspomniany topór obustronny i oburęczny miał średnicę mniejwiecej małej tarczy. Ponieważ używał go jego ojciec i dziad bawił się nim w dzieciństwie i teraz doszedł niemal do perfekcyjnego posługiwania się tą bronią zrobił wymach raz drugi i trzeci ciała czterech ludzi padly pocięte i porozrywane. Tentel walczył dwom małymi jak dla taurena toporami uderzył niemal jednocześnie w dwuch ludzi, zabił ich na miejscu pozostałych dwuch uciekło pozostawiając swoją broń na miejscu zasadzki. Gdy uciekli już Migal nagle spostrzegł że ma strzałe wbitą pod żebra. Rana krwawiła obficie zbyt obficie by mogła się szybko zagoić. Ormo także krfawił z mieczem w torsie którego nie mógł sam wyciagnąć. Wiedział że nie zostanie mu już dużo czasu. Poprosił jedynie by odprawili ceremonię i spalili jego ciało. Chwilę po tych słowach jego duch oddzielił się od Ciała. Ormo umarł. Tentel wraz z Migelem musieli jak najszybciej wrócić do wioski i uprzedzić że ludzie mogą wrócić z posiłkami. Ruszyli więc w drogę. Po dwuch dniach Migal wiedział już że nie dotrze do domu, jego rana poczerniała i zaczęla wydzielać dziwny zapach. Nie mówił tego swojemu towarzyszowi, nie chciał go tym martwić czwartego dnia gdy na szlaku nie miał już sił by iść dalej poprosił by jego syn który ma się niedługo narodzić przyjął imie jego ojca Glingar i przekazał mu jego broń. Tentel odprawił ceremonię i spalił ciało Migala. Po czterech dniach samotnej wędrówki dotarł do wioski. Okazało się że wioska została już zaatakowana lecz w odparła atak zginęło niewielu taurenów. Gdy został już powitany w wiosce dowiedział się że matka Glingara zmarła podczas porodu, przekazała mu tylko swoją szamańską moc w chwili śmierci i zaklęła że będzie go strzegła jako duch. Dziecko urodziło w miarę zdrowe, choć mogło by urodzić się zdrowsze. Zgodnie z prośbą ojca zostało one nazwane przez radę starszych Glingar. Dorastało wychowywane przez wszystkich mieszkańców wioski głównie przez przyjaciela jego ojca Tentela który uczył go walki
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |