|
Post #1
05 Dec 2005, 20:33
Nerevar (Ork)
Wzrost: 220cm Waga: 140Kg Włosy: Czarne, niezadbane Oczy: Czerwone Karnacja: Mocno zielona ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Widzisz przed sobą ogromnego orka. Jego ciało jest silnie umięśnione i zdobione dużą ilością blizn. Czarne, niezbadane włosy niedbale splecione w krótki warkocz nie sprawiają pozytywnego wrażenia. Tępy, ale mimo to przyjazny wyraz twarzy może przerażać czerwonymi oczami nieokazującymi żadnych uczuć. Postać, mimo, że zgarbiona - bardzo pewnie stawia kroki podczas chodu. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Nerevar urodził sie w Durotar, niedługo po zawarciu traktatu pokojowego między Hordą, a Przymierzem. Jego ojciec brał udział w wielu bitwach w oddziałach Thralla. Niestety niedługo po narodzinach syna zginął w walce. Matka była zwykłą "panią domu". Zajmowała sie Nerevarem, domem, zarabiała na życie hodując różne rośliny przydatne alchemikom oraz magom. Mimo iż Nerevar od dziecka interesował sie ojcem i jego dokonaniami nigdy nie myślał poważnie o szkoleniu wojennym. Podczas gdy inni młodzi orkowie wraz z ojcami trenowali walkę toporami, mieczami, chodzili razem na polowania. Nerevar pomagał matce w polu i sprzątał dom. Gdy podrósł musiał jakoś zarabiać, więc zaciągnął sie na ochotnika do prac w kopalni Darkul gdzie za pieskie pieniądze całymi dniami kopał rude. Zmęczony wracał do domu i rozmawiał z matką. Z biegiem lat wszyscy jego koledzy zaciągnęli sie do bitewnych oddziałów hordy gdzie byli szkoleni do walki w razie złamania traktatu. Nerevar został w domu i ciężko pracował. Kilka lat później konflikty hordy z przymierzem zaczęły narastać, było wiadomo, ze prędzej czy później traktat zostanie złamany. Chodziły już plotki o coraz częstszych bitwach i walkach pomiędzy wrogami. Wojna była nieukniona. Pewnego pochmurnego poranka przed wioską Nerevara zawyły rogi bitewne. Ork podbiegł do okna i to, co zobaczył przerosło jego wyobrażenie. Dziesiątki uzbrojonych po zęby ludzi i elfów szykowało się do ataku. Jeden ork podbiegł do domu Nerevara, nakazał jego matce udać się z resztą kobiet do bezpiecznej wioski na zachód, sam chwycił przerażonego Nerevar’a za ramie i podał do ręki rzeźbiony topór. - Zero litości! Rzekł, popychając młodego orka do szeregu uzbrojonych starszych wioski. Do Nerevara doszło, ze przecież nigdy nie walczył, zrobiło mu się słabo. Dzień był duszny, słońce wyszło zza chmur. Ilość obrońców wioski w porównaniu do większej armii przymierza była przerażająco mała. Po chwili zawył ostatni róg i przymierze ruszyło na wioskę. Najstarszy wioski krążył dokoła przerażonych orków starając się poprawić morale. Gdy przymierze było już przy bramach orkowie ruszyli. Podczas dudnienia ziemi można było usłyszeć krzyki: Bez litości! Zero jeńców! Wymordować wszystkich!. Nerevar biegł w jednym z ostatnich szeregów. Po chwili Horda zderzyła się z Przymierzem. Krew była dosłownie wszędzie. Młody Ork machał toporem na prawo i lewo, zupełnie nie panując nad tym, co się dzieje. Jedyne, co widział to padających jeden po drugim towarzyszy, walka była z góry przesądzona. Widząc, że obrońcy nie mają szans najstarszy wioski, zarządził odwrót, chwycił Nerevara za rękę i wraz z kilkoma niedobitkami zaczęli uciekać do lasu. Przymierze wysłało kilka ludzi w pogoń za uciekinierami. Orkowie gnali kilkanaście mil przez las przed dwukrotnie liczniejszymi ludźmi. Nie zastanawiali się nad resztą towarzyszy, wiedzieli, że zginęli. Uciekali tak wiele mil czekając aż coraz więcej wrogów się zmęczy i odpadnie z pogoni. Gdy szanse były wyrównane, orkowie zawrócili i z rykiem zaatakowali „myśliwych”. Zmasakrowali prawie wszystkich, reszta ludzi z przerażeniem w oczach zaczęła uciekać. Nerevar był zdumiony, ale zarazem podniecony, miał nieodpartą ochotę zabić jak najwięcej ludzi. Ocalali orkowie udali się do pobliskiej wioski Hordy, gdzie dostali wyżywienie i wszelką pomoc. Od tej pory Nerevar zaczął szkolenie. Trenował od rana do nocy walke przeróżną bronią, taktyki oraz sztuczek. Codziennie chodził na polowania oraz wraz z resztą atakował pobliskie posterunki przymierza. To co niegdyś go przerażało teraz zaczęło go fascynować – pokochał krew, śmierć i walkę. Od tej pory stawał zawsze w pierwszej linii. Poprzysiągł dożywotnią zemstę na przymierzu i przysiągł na Thralla, ze od tej pory będzie siał zamęt i zniszczenie za hordę. Gdy dorósł i dojrzał zapragnął tak jak jego ojciec czynnie brać udział w bitwach jednak do końca nie zapomniał o swej matce. Chciał ją odnaleźć, ale pragnienie mordu raz po raz wygrywało z chęcią odnalezienia matki |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |