📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Lister - Nieumarły Mag....
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 06 Dec 2005, 19:18
Historia

Nazywam się Layonel. Pochodzę z miasta Stormwind. Mieszkam od urodzenia w dzielnicy magii i czarów. Mieszka tu wielu znanych i szanowanych magów . Mój ojciec, chełbiący się swą mocą i wiedza Hermes jest czarownikiem-alchemikiem. Matka poczciwa kobieta, dobra dla rodziny Luiza jest bibliotekarką w pobliskiej bibliotece. Jako mały chłopiec początkowo pomagałem mamie czyścić i porządkować księgi. Lubiłem je czasem czytać, ponieważ zawierały opisy magii, bestii, miast, krain, legendy o walce przymierza z hordą. Mama zawsze ganiała mnie do pracy, nie pozwalała mi dotykać ksiąg, ponieważ bała się, że mogę je uszkodzić. Jednak ja i tak zawsze znalazłem sposób by choć jedna zwinąć z półki na parę chwil i ją obejrzeć. Gdy podroslem ojciec zabral mnie do swej pracowni. Uczyl mnie tam rozpoznwac rosliny potrzebne do warzenia trucizn, a takze pokazal mi sklad i sposob przyrzadzania mikstury leczniczej. Moja nauka trwała kilka lat. W międzyczasie ojciec pokazywał mi wiele czarów, uczyłem się ich bardzo skrupulatnie. Gdy opanowałem już umiejętność posługiwania się magią ojciec powiedział "kiedyś zostaniesz wielkim czarodziejem ale na razie, oddaje ci mą pracownie synu, ja już jestem za słaby abym mógł z niej korzystać, jestem pewien, że posiadłeś wiedzę, która pozwoli ci szkolić się samodzielnie. Zostawiam ci moje zapiski i notatki, one pomogą ci poszerzać wiedze żegnaj” dodał na koniec i wyszedł. Po paru chwilach doszło do mnie, że owiedział „żegnaj”, gdy wybiegłem zanim z pracowni już go nie było. Pospiesznie ruszyłem do matki, ona powiedziała ze był tu ale niedawno wyszedł, więc pobiegłem do bram Stormwind. Jednak tam także już go nie było. Czekałem wraz z matką wiele dni, wiele nocy aż w końcu pogodziliśmy się z jego wolą. Postanowiliśmy żyć dalej swoim życiem. Zakład alchemiczny prosperował, rozszerzyliśmy pracownie i musiałem nająć pomocnika. Wielu było chętnych, ale wybrałem Billa. Był to mały gnom, sprytny, mądry, trochę zwariowany ale uczciwy. Dostaliśmy duże, bardzo ważne zamówienie od inżyniera Bardaca. Miły krasnolud, chodź zadumany w sobie kazał nam sporządzić miksturę, która pozwalałaby uruchomić jego dzieło. To było coś związane z prochem. Mówił ze zastąpi to konie barany i inne dotychczasowe środki transportu. Zgodziliśmy się. Prace trwały do późnych godzin. Ostatni składnik to umieszczone w gardzieli smoka obojętnie jakich rozmiarów błony, które zwierały w sobie płyn pozwalający smokom zionąć ogniem. Byliśmy o krok od zwieńczenia
dzieła. Gdy dodałem sproszkowany płyn z błon smoka, fiolka nad która pracowaliśmy zaczęła bulgotać. Szybko wyłączyłem płomień pod nią, ale mikstura nie przestawała wrzeć. Po chwili Wybuchła! Kawałki szkła z fiolki poraniły mi twarz, straciłem wzrok, czułem ze me ciało plonie, słyszałem wybuchające szkoło i nagle w mgnieniu oka przypomniałem sobie, co mówił krasnolud. „Nie dodawać prochu, kupcie sproszkowane błony smoka, ja pokryje koszty”. Ten kupiec u którego kupiliśmy składnik pracował w magazynie wojskowym. Pewnie wykradł właśnie proch i oszukując nas sprzedał go nam jako składnik, którego potrzebowaliśmy. Zaprzysiągłem sobie zemstę i po chwili poczułem lekkość. Rany przestały piec, ogień jakby zgasł.

Zasnąłem......

Ocknąłem się. Nic nie widzę, chyba mam przepaskę na oczach ale nie czuje jej, obmacuje twarz i z przerażeniem dochodzę do wniosku, że moja twarz niema oczu, skora jest szorstka, miejscami czuje same kości, ale co najdziwniejsze - nie czuję bólu. Z przerażenia próbuje wstać. Głową uderzam w cos twardego. Po wielu uderzeniach słyszę pęknięcie. Uderzam dalej. Nagle widzę szarość, cienie, nie dostrzegam kolorów, widzę tak jak w nocy przy lekkim blasku księżyca. Próbuje się z tąd wydostać, patrzę za siebie i niewierze, widzę to z kąd wyszedłem, to trumna. Ogarnia mnie przerażenie ale po chwili uspokajam się tak jak bym był pozbawiony uczuć. Spędziłem wiele nocy w tym pomieszczeniu. Przypomniałem sobie moje poprzednie życie i tego kupca który sprzedał mi felerny składnik. Zaczynam myśleć. Nagle słyszę, a może wyczuwam ruch wokół mnie. Spoglądam w lewo, prawo, górę, w dół i nic. Mrużę powieki. Wyczulam zmysły i widzę. Ze ścian krypt wyłaniają się zjawy. Mówią o swym życiu, o morderstwach o rodzinie, o zemście. Tak zemsta, zemsta na człowieku który pozbawił mnie uczuć, wzroku, życia. Przez wiele, wiele dni, nocy moja moc wzrastała. Wychodzę na powierzchnie. Jest zmrok, a może dzień. Wiem że widzę ciemność, szare kontury poszczególnych drzew, budowli. Wyczuwam życie w około mnie. Rozprasza mnie to, denerwuje. Gdy zabijam zwierzę czuję że nasycam jakąś cześć siebie. Coś w środku mówi mi "DOBRZE, TAK DALEJ" wiec postanowiłem zemścić się na ludziach i wszystkich, którzy mi się sprzeciwia pod imieniem Lister

Opis fizyczny

Wzrost : 175cm
Waga : 50kg
Wiek : niewiadomo
Oczy : brak
Włosy : czerwone
Karnacja : szara

Opis psychologiczny

Mam na celu zgładzenie tego oszusta tak jak i tych którzy mi się sprzeciwią. Nienawidzę dobra, nie czuję współczucia, miłości, strachu tylko chęć zemsty, krwi i mordu. Dążę do zwiększenia mej mocy by to osiągnąć musze zabijać.

Opis zewnętrzny

Jestem nieumarlym , me ciało jest sponiewierane, kosci pogruchotane, włosy są szpiczaste koloru czerwonego, na mej twarzy widac groze, wzmaga ją brak oczu, ma szata jest sponiewierana, bardzo podarta u boku sękata stara laska.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026