📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

neXciek - Człowiek -Palladyn (porawione2)
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 07 Dec 2005, 16:48
Imie: neXciek

Wzrost: 195 cm
Waga: 87 kg
Włosy: Białe(siwe)
Oczy: zielone
Karnacja: lekko ciemna
Wiek: nikt tego nie wie

Opis:
Wysoki, postawny mężczyzna, o siwych włosach i przenikliwym, wciąż nieufnym spojrzeniu. Ma szramę ciągnącą się przez pół twarzy.

Od dziecka byłem wychowywany według surowych zasad moralnych. Mój ojciec - kowal był postacią powszechnie szanowaną w wiosce, której nazwy nikt już nie pamięta. Matka zgineła gdy miałem 5 lat. Nawet nie wiem w jaki sposób. Miałem dwóch braci, młodszego i starszego. Starszy brat bardzo szybko się usamodzielnił i zaczął pomagać ojcu przy pracy. Cały mój czas poświęcałem opiece nad młodszym bratem, który, tym sposobem, stał się najbliższą mi osobą.
W wieku 20 kilku lat byłem już znanym w okolicy wojownikiem. Czasami ta "sława" sprowadzała na mnie kłopoty. Wiele osób uważało mnie za kogoś bogatego (co było nieprawdą). Urządzali na mnie zasadzki, atakowali, gdy przechodziłem przez las etc. Stało się to dość męczące. Tak więc postanowiłem wyruszyć w podróż. Wędrowałem przez wiele dni i nocy, gdyż nie posiadałem konia. Oprawcy z rodzimej wioski dali sobie spokój ze śledzeniem mnie po jakichś trzech dobach. W końcu dotarłem do bram jakiegoś nieznanego mi ludzkiego miasta. W celu zdobycia pieniędzy okradałem miejscowych wieśniaków w tawernach. Było to zajęcie stosunkowo łatwe (miejscowi lubili popić) i dawało duże zyski. Pewnego dnia ktoś chwycił mnie za rękę, gdy próbowałem okrać kolejnego człowieka. Tak oto spotkałem osobę, która towarzyszyła mi przez następne poł roku. Był to nie czarodziej, nie wojownik, ale ktoś pomiędzy. Nauczył mnie dobrej walki i czarów. Pokazał mi świat, jakego nigdy wcześniej nie widziałem. Traktował mnie jak syna. Biedak był już stary, spodziewał się, że niedługo umrze. Od dawna szukał kogos, komu przekazałby swoją widzę. Jakiegoś dnia zapytałem go "Dlaczego ja? Dlaczego właśnie ja?" Odpowiedział, że mam dobro w sercu i że nie mogł patrzeć, jak taki ktoś marnuje się. Ten człowiek wyznaczył mi ściężkę całego życia. Scieżkę dobra. Po pewnym czasie postanowiłem wracać do domu. Gdy już dotarłem, okazało się, że mój młodszy brat wyruszył aby mnie odnaleźć. Cóż, nie miałem wyboru, ruszyłem jego śladami. W czasie drogi nabawiłem się mojej blizny na twarzy. Zostałem zaatakowany przez wilka. Długo z nim walczyłem. W końcu ogromna bestia padła, raniona moim młotem. Wtedy dostrzeglem, że nie był to zwykły wilk. Jego futro było bardziej srebrne, niż szare. W jego zielonych oczach widziałem jakiś błysk, jakieś przesłanie. Zlitowałem się nad tym zwierzakiem i puściłem wolno. Po paru sekundach, stworzenie znikneło w oparach mgły. Przeżywałem wiele przygód i stoczyłem wiele walk, nim natrafiłem na trop brata. Niektórzy widzieli jak zmierza w kierunku morza, inni mówili że w góry. Nad wyszukiwaniem dobrego śladu upłyneły mi kolejne 3 lata życia. W końcu udałem się w kierunku dzikich, górskich puszcz. Znajdywałem obozy, wypalone ogniska, ślady koni. Uważałem, że jestem na dobrym tropie i już niedługo odnajdę brata. Myliłem się... Jakiż byłe głupi, że niewłaściwie rozpoznałem tropy. Wepchnąłem się w sam środzek bandy orków. Bardzo szybko powalili mnie na ziemię. Związali mnie i wzięli ze sobą do jakiegoś maiasta orków. Mury, zbudowane były z jakiegoś obcego mi materiału. Nie wiem, czy był to metal, czy może kamień. Nie miałem czasu długo nad tym myśleć, gdyż w tym momenice jeden z nich kopnął mnie w plecy. Oprócz mnie widziałem tylko jednego człowieka. Myśleli chyba, że jestem jakimś szpiegiem. Przesłuchiwali tygodniami. Gdy pewnej zimnej nocy usłyszłem przeraźliwy krzyk tamtego mężczyzny, postanowiłem wydostać się z tamtąd. W końcu, wykorzystując ich głupotę, udało mi się zbiec. Przedzierając się przez lasy wróciłem do punku wyjścia, do miasta w którym zaczynałem poszukiwania. Mam nadzieję, że teraz pójdzie mi lepiej...

Znowu pomógł mi mój mentor. Znalazł mnie pod murami miasta ludzi. Zabrał mnie do swojego namiotu. Gdyby nie on, najprawdopodobniej zginąłbym. W jego szłasie dostrzegłem srebrnawe futro wilka. Czyżby to on? Ale po co? On chyba dostrzegł, o czym myślę. Powiedział, że to była próba. Chciał sprawdzic, czy zabiję tego. kto usiłował zabić mnie. Na początku byłem wściekły. "Przecież mogliśmy sie pozabijać" - krzyknąłem. On, zajęty codziennymi czynnościami, zupełnie mnie zlekceważył. Był jak w transie. Uznałem, że musze jeszcze wiele przemyśleć. I chyba o to mu właśnie chodziło. O refleksję nad samym sobą.

Teraz wyruszyłem nad morze. Nie zaprzestanę poszukiwań. Odnajdę brata. Ku mojemu zaskoczeniu, dość łatwo i szybko dotarłem nad morze. Wsiadłem na statek, płynący na pewną wysepkę. Jakiś marynarz w tawernie w dokach powiedział, że widział osobę odpowiadającą mojemu rysopisowi. Może chodziło mu tylko o pieniądze? Zobaczymy. Jak sie okazało, teraz dopiero wpadłem w niezłe tarapaty. Jak byłem bardzo mały, opiekunka opowiadała mi o statku widmo. Głupie gadki dla małych dzici? Niekoniecznie. Statek pełen był nieumarłych. Walenie w nich młotem nic nie dawało. Użyłem wtedy jedynego czaru, jaki pamiętałem. Aury życia. Jakież było moje zdziwienie, gdy wszyscy nieumarli w jej zasięgu rozsypali się w kupkę popiołu. Dało mi to czas na ucieczkę. Spuściłem szalupę na powierzchnię wody i wycieńczony, dopłynełem do brzegu.
Gdzie mam teraz szukać?

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026