|
Post #1
08 Dec 2005, 21:29
Teraz kilka słow o sobie. Jestem dobrze zbudowanym, silnym, inteligentyn, wysoki *chrząka * wysokim krasnoludem. Mam czarne włosy i długą, czarną brode splecioną w warkocz.*zmienia toancje na dumną* Już nie wspominając o moim uroku osobistym i zdolnościach dyplomatycznych! *mówi pewnym, zachwyconym głosem* Oczywiście nie mugł bym, zapomnieć o wielu moich wygranych bitwach... *wraca do normlanej tonacji* No to już dość o mnie teraz coś o tobie, *chwila ciszy i namysłu* eee tam co o tobie moze być ciekawego... Teraz opowiem ci o tym jak znalazłem się tutaj. Dziwisz się? Wiedziałem że zrobisz taką mine. Nie wychowałem się tutaj, dziwne prawda? A mniejsza z tym przejdźmy do konkretów!
Wychowałem się w elfickiej rodzinie druidów, dzięki temu zwierzęta były mi bliskie i nauczyłem się je oswajać. Ha, myślicie ,że moje życie było usłane różami? Jeśli tak, to się grubo mylicie. Od małego byłem wytykany, że jestem niski, że mam dziwną skórę, że nisko skaczę, że nie potrafię wspiąć się na drzewo. Bogu dzięki, że moi rodzice nie mieli domku na jednym z tych wielkich drzew. Gdy dorosłem byłem wyrzutkiem, niechcianym krasnoludem. Nie rozumiem skąd ta odwieczna nienawiść między elfami a krasnoludami. Osobiście odczuwałem ją na swojej skórze, lecz mimo to wciąż uważam elfy równe krasnoludom. Pewnej nocy, której nigdy nie zapomnę, na naszą osadę napadły okrutne orki. Bałem się o życie moich rodziców. Bezzwłocznie chwyciłem starą strzelbę ojca i wybiegłem na zewnątrz, gdzie ujrzałem rzeź. Gdy biegł na mnie jeden z zielonoskórych, instynktownie nacisnąłem spust i trafiłem go między oczy. Przeładowałem broń i ustrzeliłem kolejnego. Po tym strzale skończyły mi się naboje. Chwyciłem topór ustrzelonego okazu i zacząłem walkę. Dzięki lekcjom uników jakie prowadził mój ojciec, wyszedłem z walki bez zadraśnięcia. Po pół godziny ciężkiej walki wszystkie orki były martwe. Oprócz mnie przy życiu zostało jeszcze kilka elfów. Wróciłem do domu i ujrzałem martwego ojca i matkę... Zauważyłem trola uciekającego z medalionem mojej matki, to musiał być on! Wziąłem worek naboi, a strzelbę zarzuciłem na plecy. W rękę wziąłem topór i udałem się w pościg! Oddalał się. Pomyślałem wtedy, teraz albo nigdy, nabiłem strzelbę, przed oczyma pojawił mi się obraz matki i ojca, przyciągnąłem palec do siebie wraz ze spustem... Trafiłem go w nogę. Uciekinier upadł, dogoniłem go i wbiłem mu topór w tors! Wziąłem medalion i ruszyłem w stronę domu. W drodze powrotnej napotkałem armie nieumarłych kierującą się na resztki elfów. Zauważyli mnie, wiedziałem że nie mam szans. W tym momencie ujrzałem gryfa, wskoczyłem na niego i poleciałem w stronę Iron Forge! Wycelowali we mnie łuki, i niestety dostałem w nogę... Przez całą drogę nie mogłem sobie darować, że zostawiłem te elfy na śmierć. Lot był długi a krwi mi ubywało w końcu zemdlałem i obudziłem się w Coldrige Valley. Nie wiedziałem gdzie to jest, lecz widziałem pełno krasnoludów. W końcu powiedzieli mi, że jestem w Krasnoludzkiej krainie Dun Morogh. Wyposażyli mnie w potrzebne rzeczy i wyruszyłem do Iron Forge. Lecz najpierw miałem tutaj kilka spraw do załatwienia... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |